Havu's profileHavuPhotosBlogListsMore ![]() | Help |
środa, 30.1.2008Kanapowy został Mistrzem Finlandii! Nie mogę w to uwierzyć. Ale przynajmniej dokopał Pastuchowi i to o 19 punktów. Powiedziałem Parobkowi o tym głośno i wyraźnie, jak tylko ukazały się wyniki, a on wrzasnął, że 18,7! Co za numerofil. W każdym razie jestem w szoku - Matti mistrzem. No ale oczywiście, on sobie wypoczywał w domku na kanapie, podczas gdy nam kazano włóczyć się po górach i zakopanych dolinach, i do tego skakać w zawiejach, zamieciach i deszczu. Trzeci był łamaga Kiuru - ten to w ogóle sobie odpoczywał: od poprzedniego marca. Ja zająłem dopiero ósme miejsce! To jest skandal roku! Nawet Joonas był przede mną! To wszystko dlatego, że kazano nam skakać na suchych torach - bez śniegu, bez lodu, bez niczego. Słyszałem, jak moje biedne nartki szorują w torach i serce mi się łamało, aż się skupić nie mogłem. Teraz są całe porysowane. Wielki dóóóóóóóóóół. Aho nie brał udziału w konkursie, bo podobno się rozchorował. Akurat, po prostu nie chciało mu się skakać - wszyscy wiemy, jak narzekał, że musi skakać w tych zawodach, choć wolałby spędzić czas w domu. Zaczyna się z niego robić taki leser jak z Mattiego. Z drugiej strony rzeczywiście mógł się przeziębić. W Zakopcu, jak w sobotę wieczorem poszedł na miasto się bawić, tak wrócił nad ranem w niedzielę - mając na sobie tylko cienki tiszert i szpilki. Oczywiście, mógł to być tylko koszmar. Ostatecznie Aho nie wygląda na człowieka, który nosi szpilki - ale z drugiej strony w tych skokach wszyscy jeden z drugim to pieprzone pedały, więc nic mnie już nie zdziwi. Zaraz lecimy do Japonii. Japonia na leży do mnie. niedziela, 27.1.2008Zakopane to dno. Nigdy nie lubiłem tej wiochy. Najpierw wiało i wczorajsze zawody przeniesiono na dziś. Dziś za to padał śnieg i odbyła się tylko jedna seria. Zająłem marne 27-me miejsce. Aho był 16-ty, a Pastuch 8-my. Żenada. Jedyne, co mnie cieszy, to fakt, że Lazaniowy w ogóle nie skakał, bo go zdyskwalifikowali. Ktoś wcisnął mu koszulkę z numerem startowym Ahonena w kwalifikacji i choć Lazaniowy wygrał kwalifikacje, to nie miał czego szukać w konkursie. On jest taki tępy, że nie zauważył, że skacze z numerem drugim od końca. Aho i tak nie brał udziału w kwalifikacjach, więc też nie zauważył, że mu numer startowy zniknął. Trzeba oczyścić skoki narciarskie z takich narodowości jak Żabolandia. W każdym razie konkurs skończył się w połowie. Zanim zjechałem ze skoczni na dół, minęło pół godziny, bo na wyciąg wepchnął się przede mnie Małysz. A jak rozdawał autografy na dole, to rzuciła się na niego obsługa wyciągu i dlatego musiałem czekać, aż im łaskawie się podpisze. Mogłem dostać zapalenia płuc, stojąc tak na mrozie! Lecimy do Japonii. Co prawda nie wiemy, czy od razu - bo Tommi zamknął się w pokoju i debatuje od dwóch godzin przez telefon z Marvailą, rzekomo na ten temat. Pieprzone pedały. We wtorek mamy w Jyväskylä Mistrzostwa Finlandii, ale być może jednak je sobie odpuścimy, żeby w Japonii być wypoczęci i w najlepszej formie. Co tam jakieś zawody krajowe, na które i tak nikt nie przychodzi podziwiać Mistrza! sobota, 26.1.2008Dobrze że zawody są wieczorem - jest czas na odespanie nocy. Wielki dóóóóóóóóóóóóóół. Wczorajsze zawody byłyby naprawdę dobre, ponieważ zająłem wysokie dziesiąte miejsce i jestem wielki, jednak inne sprawy nie ułożyły się tak pomyślnie. Po pierwsze: Pastuch zajął miejsce piąte. Po pierwszej serii był dopiero siedemnasty, ale w drugim skoku tak mu podwiało pod narty, że przesunął się o tyle pozycji. Po drugie: dwóch Austriaków znowu na podium - i to w momencie, kiedy już zaczęliśmy wierzyć, że mamy ich z głowy. Schli-coś tam wygrał, a Morgi wskoczył z 12-go na trzecie. Po trzecie: Aho zbłaźnił nas w oczach polskich kibiców i całego świata. Tak się przechwalał, że ma już Kulę w garści. Jeszcze na treningach i w kwalifikacji dominował. A jak przyszło do konkursu, skakał dziesięć metrów bliżej niż czołówka i w sumie był dopiero 13. Jak jakiś debiutant. Po czwarte - skoro mowa o debiutantach. No, to akurat pozytywna wiadomość. Lazaniowy był po pierwszej serii piąty (!!!) - naprawdę nie wiem, jak to zrobił - ale w drugiej skoczył równie nędznie jak jego chłopak Brzydal i wyleciał do trzeciej dziesiątki. Bardzo dobrze. Jeśli wydawało mu się, że umie skakać, to teraz dowiedział się prawdy. Zaraz po zawodach poszliśmy pić. Ja dla doła, Pastuch dla świętowania, Aho - nie trzeba mówić. Tommi przyszedł chyba dla towarzystwa - albo nie chciał z Vaciakiem siedzieć w hotelu. Vaciak się ostatnio zrobił bardzo sławny, telewizja w pierwszej kolejności uderza do niego, kiedy chce opinii na temat naszych występów. Może to dlatego, że media widzą w nim następcę Tommiego, skoro wiadomo, że po tak marnym sezonie Tommi już naszym trenerem nie będzie. Choć Marvaila pewnie będzie mocno walczyć... W każdym razie nic to Tommiemu nie dało, bo Vaciak też przyszedł na imprezę i był gwiazdą towarzystwa, opowiadając wszystkim historię życia Pastucha. Jakby to kogoś interesowało. Dóóóóóóóóóóół. Dzisiaj skaczemy drugi konkurs - musimy dokopać Austriakom, to pewne. Już nie mogę patrzeć na gęby Morgiego i Schli-coś tam. czwartek, 24.1.2008Gdyby miasto nie było tak zasypane - zasypane Zakopane - poszedłbym się upić, ale pośród tych zasp łatwo się zgubić. Może wyskoczę na stację benzynową po jakąś flaszę. Z drugiej strony pod hotelem stoi masa napalonych faneczek, więc wróciłbym dopiero za dwie godziny, kiedy rozdałbym już te setki autografów, a muszę wypocząć przed jutrzejszym konkursem. Kwalifikacja poszła w miarę dobrze - zająłem wysokie 14-te miejsce. Ale co z tego, skoro Brzydal i Lazaniowy znów byli wyżej ode mnie?? Nie mówiąc już o tym, że mało brakowało, by Pastuch kwalifikację wygrał. Życie jest okrutne! Nie będę więc nic więcej pisać, dodam tylko, że dóóóóóóóóóóóóóóół. Zwłaszcza że wciąż boli mnie łeb po koncercie, jaki nam Lump i Jussi urządzili w podróży. Człowiek nigdzie nie ma spokoju od tych Hautamäkich. Jak się jednego pozbyliśmy, to drugi zaczął się udzielać w kadrze - zupełnie jakby ekipa nie mogła się bez nich obyć. Dobrze że ich najmłodszy braciszek nie interesuje się skokami. PS. Jussi też był przede mną. Dóóóóóóóóół do kwadratu. poniedziałek, 21.1.2008Ledwo wysiedliśmy wczoraj wieczorem na lotnisku w Vancie, Marvaila cmoknął Tommiego na pożegnanie (pieprzone pedały) i pomknął do czekającej na niego limuzyny, która zawiozła go do studia YLE, gdzie miał występ live w wieczornych wiadomościach. Oglądałem potem nagranie i po Marvaili zupełnie znać nie było wyjazdu i podróży... W każdym razie gadali tam w studiu o... zgadnijcie. Nie, nie o Mistrzu, który zajął wysokie miejsce w lotach - co przecież byłoby zupełnie naturalne. Gadali o Kanapowym oraz o Parobku - czy ktoś ich jeszcze pamięta? Dali nawet wywiad z Pastuchem, który ponoć ciężko pracował w Lahti. Pastuch znów się wykazał: powiedział, że jeśli ma jeździć w Pucharze Świata, to tylko w koszulce lidera. On jest stuknięty.
Ledwo Marvaila powiedział publicznie, że wierzy, że Olli wróci do kadry A, zaraz Olli do kadry A wrócił. Tommi stracił kompletnie rozeznanie we własnej pracy i teraz bazuje tylko na sugestiach szefa. A ja się pytam: czy my naprawdę musimy tam wysyłać całą grupę? Przecież wystarczylibyśmy ja i Aho. Chyba lepiej mieć 100% zawodników w czołówce niż 60% poza trzydziestką, nie? A jaką by Hiihtoliitto miało oszczędność! Tommi mógłby sobie nowego kompa kupić...
Tak czy owak: dóóóóóóóóóóóół. Jedziemy do Zakopanego i ciągniemy ze sobą Parobka, Jussiego, Lindströma (!) i Niemego. Kanapowy poszedł na zieloną trawkę... to znaczy na kanapę. Wszyscy przykazali mu wziąć się na siebie, żeby na Mistrzostwach Świata w Lotach błyszczeć formą. Matti zabrał się do dzieła poważnie: cały poniedziałek oglądał z kanapy nagrania swoich lotów. Żenada. niedziela, 20.1.2008Od poczatku mówiłem, że chcą nas tu wykończyć. To jest spisek tej austriackiej mafii, bo skaczemy lepiej niż ich zawodnicy... Ale po kolei. Dziś rano odbył się konkurs zastępczy za wczoraj - skakaliśmy tylko jedną serię i bez żadnych prób. Jeden skok decydował o wszystkim. Znów kazano mi skakać między Lazaniowym a Brzydalem, ale udawałem, że ich nie widzę. W trudnych warunkach zająłem wysokie siódme miejsce, a Aho jakimś fartem wygrał. Triumf byłby całkowity, gdyby nie Lazaniowy, który skoczył jeszcze dalej ode mnie i był szósty. Ja w ogóle nie wiem, kto pozwolił Francuzom skakać na nartach. Ogólnie rzecz biorąc był to fiński dzień, bo dwóch firycków Koja - Hilde i Jacobsen - też było na podium, a czwarty był Wassiliew, któremu Jari Mantila smaruje narty. Suomi on paras, a ja jestem wielki. Po południu miał być drugi konkurs, w którym ja i Aho zamierzaliśmy zmiażdżyć rywali - ale zawody odwołano, rzekomo z powodu pogody. Kto im uwierzy? Warunki były takie same jak przez cały weekend. Siedzieliśmy na skoczni ponad godzinę, konkurs odwlekano, przekładano, kazano czekać, a ja cierpiałem w namiocie, bo Lazaniowy wlazł na stół i zaczął wygłaszać mowę w swoim chorym języku. Nawet Hofer się tam pokazał - pewnie się chciał dołączyć do tej rozpusty (obecność Koja w ogóle mnie nie dziwi) - ale zaraz go Tepes zawołał i Hofer rady nie rady poszedł. Pieprzone pedały, wszędzie ich pełno, a zwłaszcza w FISie. Tak czy owak, nic więcej nie skakaliśmy, więc nie zyskałem nowych punktów do klasyfikacji ani kolejnego zwycięstwa w lotach do kolekcji. No i tym samym zajmuję to samo miejsce co Aho, któremu po tylu latach udało się powtórzyć mój wyczyn, czyli wygrać konkurs lotów. (Przypominam o moim triumfie z Planicy z 2006.) A skoro mowa o wygrywaniu lotów - Kanapowy lądował dziś bliżej od przedskoczków, a jeśli dodać, że jako przedskoczkowie skakali Pękała i Kimmo, to macie całokształt sytuacji. Oj chyba rozstaniemy się z Mattim na jakiś czas... sobota, 19.1.2008Przyjazd do Harkowa to była najgorsza decyzja, jaką Tommi podjął w swojej karierze. Jestem coraz bardziej pewny, że zamierzają nas tu wykończyć - nas, Finów, najlepszą natkę skokową w historii. Oczywiście, chodzi im przede wszystkim o mnie, Mistrza, a także emeryta Aho, który jakimś cudem ostatnio dobrze skacze. Dzień zaczął się pięknie, choć nie mocno się wyspałem, bo mój pokój sąsiaduje z pokojem Tommiego, w którym Marvaila pocieszał go przez całą noc i wszystko musiałem słyszeć. Pieprzone pedały, jakby nam było mało problemów... W każdym razie na skoczni wiało, ale serię próbną udało się przeprowadzić. Podczas niej doznałem wstrząsu, bo okazało się, że skaczę pomiędzy Lazaniowym a Brzydalem. Co za trauma! Nie wiedziałem, w którą stronę patrzeć, żeby się nie dać zaskoczyć. Fracuzi mnie jednak ignorowali i tylko nad moją głową posyłali sobie spojrzenia i buziaczki. Jak można mnie ignorować?? Nie zdekoncentrowałem się tym, tylko oddałem piękny skok. Lazaniowy niestety skoczył tyle samo, a Brzydal tylko pół metra mniej. Jak dobrze, że w serii próbnej nie każą liderowi stać i pozować, bo nie wiem, jak bym zniósł takie dodatkowe towarzystwo Lazaniowego. Konkurs niestety okazał się dnem totalnym, a mogło być tak pięknie. Oddałem wspaniały skok i długo prowadziłem w klasyfikacji. Jestem wielki. Potem jednak ten oszołom Ammann pobił prawie rekord skoczni Kanapowego i skoki z miejsca anulowano. Co za niesprawiedliwość! Tylko dlatego, że jakiś Ammann miał farta! A zostało już tylko sześciu chłopa do końca. Potem zaczęto konkurs od nowa, tymczasem warunki się pogorszyły i trwało to całymi godzinami, zanim wreszcie przyszła moja kolej. W międzyczasie mogłem poobserwować, co się dzieje ze skoczkami, gdy każe się im za długo czekać. Hilde rozebrał się do rosołu i pozował przed kamerą. Aho nie pozostał mu dłużny i zabrał się za gimnastykę na stole. Romøren układał sobie włosy. Małysz dogadzał sobie przy rurze z ciepłym powietrzem. Matti gapił się tępo przed siebie. Ja siedziałem z godnością przy stole z przekąskami - niestety, te prosiaki wszystko już zeżarły. Kiedy wreszcie oddałem swój skok, warunki panowały straszne i zaraz potem Hofer zdecydował się wreszcie wszystko odwołać. Miejmy nadzieję, że jutro będzie lepszy dzień. piątek, 18.1.2008Harkowo jest do dupy. Dziś na skoczni mgła była gorsza niż u Norów w Oslo. Mimo to w tak trudnych warunkach zająłem wysokie miejsce w kwalifikacji - ja się żadnych warunków nie boję. Startowało w kwalifikacji 42 zawodników, więc odpadło tylko dwunastu, ale pośród tej parszywej dwunastki musieli się znaleźć nasi dwaj najnowsi reprezentanci: Olek Pękała i Kimmo. Żenada. Może nikt im nie powiedział, że to jest skocznia mamucia, na której 150 m to nie jest rekord świata... Kanapowy znów dostał się zupełnym fartem - skakał gorzej niż Żabojady.
Kiedy wróciliśmy do hotelu, okazało się, że Tommi i Vaciak zostali nieco zubożeni o swoje komputery. Nie wiem doprawdy, jak Vaciak przeżyje bez swojej przenośnej kolekcji "Mody na sukces" (nawet jak jest na wyjeździe, to ogląda codziennie odcinek). Myśleliśmy, że Tommi zrobi nam awanturę, ale on bez słowa poszedł do pokoju i tylko słyszeliśmy, jak płakał do telefonu. Marvaila jest już ponoć w drodze. Ten niedorajda trzymał wszystkie dane na kompie i nawet kopii nie zrobił - więc to wszystko jego wina. Najbardziej tak naprawdę pewnie płacze po kolekcji zdjęć z Marvailą, pieprzone pedały... Prawie mi go żal.
Ja w każdym razie zaraz zdeponowałem mój dres wyjściowy oraz kolekcję Playboya w hotelowym sejfie. Tam powinny być bezpieczne. niedziela, 13.1.2008Głupi MSN! Postanowił zrobić jakąś akutyzację i wyłączył automatycznego tłumacza. Sytuacja opanowana w pełni i znów możecie czytać moje słowa, które mają dla wszystkich tak wielką wagę. Wczorajszy konkurs to było dno, ale znów pokazałem swoją klasę: leciałem tam, gdzie inni spadali. Spadł na przykład Kanapowy (miejsce 46) oraz Małysz (49). Wygrali dwaj fircyki Koja - mądrala Hilde i anorektyk Pettersen. Oczywiście strasznym fartem, bo podczas ich skoków warunki były idealne. Jestem pewien, że gdyby druga seria się odbyła, przynajmniej część z tej dwójki spadłaby do trzeciej dziesiątki. Farta mieli też Lazaniowy i Brzydal, nie mówiąc o Sztoku. Ja w tych trudnych warunkach awansowałem do dugiej serii. Aho był tym raZem piąty (a tak się chwalił, że kto jak kto, ale on w deszczu skakać potrafi), a Morgi czwarty. Drugą serię odwołano po cyrkach, jakie urządził na skoczni Romøren. Jak ja nie cierpię tego pajaca! Do cyrku z nim, a nie na skocznię! Zaraz po wyjściu z progu zgubił nartę, wywinął koziołka w powietrzu, po czym rąbnął w bulę. Wszyscy myśleli, że to już rzecz dla grabarza, tymczasem Romøren - po tym, jak sobie już popłakał na wybiegu - wstał, otrzepał się i o własnych siłach zszedł ze skoczni. Wszyscy byli w każdym razie w szoku. Dziś na szczęście kolejny konkurs - choć nie wierzę, by do tego czasu Makaroniarze nauczyli się wymawiać moje nazwisko (Apponen!), to mimo wszystko zamierzam udowodnić, że rządzę. Spróbuję wam jeszcze wkleić wpis z piątku - zobaczymy, czy tłumacz zadziała: Jestem najlepszy. Skakaliśmy dzisiaj kwalifikację w Predazzo i byłem trzeci. Wyprzedziło mnie tylko dwóch Norwegów. Oddałem piękne, stylowe skoki - jak zawsze - i dumnie zająłem miejsce dla lidera. Stoję tam, a tu nagle przychodzi Niemiec Schmitt i staje obok! Okazało się, że miał taką samą notę - co za oszustwo! Staliśmy więc we dwóch, a Schmitt był z pewnością szczęśliwy, że ma obok mistrza. Przynajmniej uśmiechał się cały czas. Długo sobie zresztą nie postaliśmy, bo Jacobsen skoczył dalej i nas wygoniono. Ale odchodząc, powiedziałam Francuzom, co sobie myślę o nich i ich skokach - nie wiem, po co oni w ogóle stali na dole do końca kwalifikacji. No chyba że przypatrywali się mistrzowi... To się da zrozumieć. Z naszych wszyscy się dostali do konkursu poza niedojdą Lindströmem. Kanapowy awansował z ostatniego miejsca, a Niemy był 38. Lazaniowy zmieścił się między nich dwóch. Co za żenada. Emeryt Aho nie skakał w ogóle, tak samo jak Schli-coś tam. Morgi jest według mnie przereklamowany i wiedziałem o tym od początku - przed jego skokiem obniżono belkę startową, a on i tak skoczył ledwo 127 metrów i prawie wywalił się przy lądowaniu. Jutro zamierzam mu pokazać, jak skacze mistrz. perjantai, 11.1.2008Olen paras. Tänään hypättiin karsinta Predazzossa, jossa olin kolmas. Vain kaksi norjalaista loppui mun edelle. Tein hienon, tyylikkään suorituksen - kuten aina - ja ylpeästi seisoin johtajan paikkaan. Seison siellä, kun yht'äkkiä tulee Saksan Schmitt ja vielä minun viereen! Kävi ilmi, että hän sai samat pisteet kuin minä - voi mikä hämäys! Seisottiin siis kahdestaan ja Schmitt oli varmasti onnellinen, että saa olla mestarin vierellä. Ainakin hymyili koko ajan. Ei kuitenkaan pitkään siellä seisottu, kun Jacobsen hyppäsi pitemmälle ja jouduttiin pois paikalta. Mutta lähtiessä sanoin ranskalaisille, mitä ajattelen heistä ja heidän hyppäämisestä - en tiedä, miksi oikeastaan he seisoivat siellä karsinnan loppuun asti. Kai sitten halusivat katsoa mestaria... No, se on kyllä ymmärrettävä.
Meistä kaikki suoriuttuivat paitsi tollo Lindström. Sohvalainen oli karsinnan viimeinen ja Niemi 38. Heidän välille mahtui Lasagniemi. Se on kyllä hävettävä. Eläkeläinen Aho ei hypännyt olleenkaan, samaten Schli-jotain. Morgi on mielestäni ylimainostettu ja tiesin sitä alusta asti - ennen hänen hyppyä laskettin lähtölavan, mutta hän hyppäsi vain 127 metriä ja melkein kaatunut alstulossa. Huomenna aion näyttää hänelle, miten mestarina hypätään. środa, 9.1.2008Jesteśmy od poniedziałku w Kuopio i przynajmniej ja przykładam się do treningów. Trzeba korzystać, że śnieg leży, bo zimy ostatnio krótkie. Lump wyrzeka, że musi mi wyciąg obsługiwać, a się rozchorował i w ogóle zmęczył na Turnieju - zmęczył! Też coś! Było nie grać z Norami po nocach! - ale nie miałem litości. Muszę ćwiczyć! Jestem mistrzem i zamierzam tego ponownie dowieść już na najbiższych zawodach.
Na lotnisku powitali mnie z pompą rodzice oraz Joonas. Uwierzycie, że ten palant na mój widok wywalił gały i zapytał: "To ty też byłeś na Turnieju?" Obraziłem się i nie odzywam do niego od tamtego czasu. A gdzie niby miałem być? Na kontynentalu? Zupełnie nie wiem, dlaczego ludzie zaczęli brać autografy od Lappiego, a nie ode mnie. Co za niewdzięczny naród, ci Finowie. Kokkonen ma rację, że chce do Norów.
No, może niekoniecznie.
Po Mattiego wyszli Jussi z Kaisą i Mercedesem - nawet ich nie zauważył, tylko poszedł na taksówkę, nie odzywając się do nikogo, więc musieli za nim gonić. Matti powiedział, że musi na swoją kanapę, przemyśleć fakty z życia. Jeśli mnie ktoś pyta o zdanie, od razu bym go na elektrowstrząsy wysłał, to ponoć pomaga.
Aha, Tommi podał kadrę na następne zawody do Włochów - najważniejsze, że jadę ja, a Pastuch nie. Poza tym jedzie Aho oraz ogony - Matti, Lappi, Niemy i Lindström. Jeszcze sobie dziś poćwiczę na Puijo. poniedziałek, 7.1.2008Jestem wielki - o czym wszyscy wiedzą. Zająłem w Turnieju dziesiąte miejsce. Mam nadzieję, że Pastuch widział to w telewizji i wył z zazdrości. Turnieje to moja specjalność. Oby w życie wszedł ten projekt - Turniej Nart czy coś takiego. Teraz zamierzam skupić się na walce o Puchar Świata.
Z innych nowości: Aho wygrał Turniej i zrobił to po raz piąty. Jest cholernym farciarzem, bo jako jedynemu w historii udało mu się tak naprawdę wygrać cztery Turnieje Czterech Skoczni oraz jeden Turniej Trzech Skoczni. Teraz się puszy, że szanse na powtórzenie jego wyczynu są żadne. Wygrał też piątą bryczkę do kolekcji, ale zaraz po konkursie zaczął jęczeć, że podatki i cło za drogie i że wcale jej nie weźmie. Co za oferma. Zaproponowałem, żeby mi odstąpił - nie zamierzam przejmować się takimi drobiazgami jak cło i podatki, poza tym jestem pewien, że miasto Kuopio z chęcią przeprowadzi zbiórkę na ten szczytny cel, a mieszkańcy z radością się dołożą - ale Aho popatrzył na mnie i zapytał: "A ty co za jeden?".
Wielka szkoda, bo każdemu mistrzowi fajna bryczka się przyda, a Aho przecież pięcioma jeździć nie będzie. Nawet jeśli każdemu członkowi rodziny przydzieli, to i tak jeszcze zostanie. To jest nie fer! A to takie fajne autko - i nazywa się odpowiednio: Impreza. Każda laska skusi się na przejażdżkę takim wozem - nie tylko na imprezy. Dóóóóóóół.
Wracamy do domu. Nie mogę się doczekać komitetu powitalnego na lotnisku. Oby tylko Kanapowy i Ćpun nie pomyśleli sobie, że to na ich cześć. Kanapowy był dziś 19-ty, a Lappi 29-ty. Punktował też Niemy, co to się wyrabia... Konkurs odbył się w trudnych warunkach - padał deszcz i wiało w plecy. To wszystko oczywiście wina Austriaków, ale na nic im to przyszło, bo Morgi został daleko w tyle, a Schli-coś tam nie awansował nawet do drugiej serii. Jakie to wszystko jest piękne... niedziela, 6.1.2008 Chyba znalazłem się w innym wymiarze, ponieważ rzeczywistość, która mnie otacza, zaczęła przybierać zupełnie abu... asbu... stała się bezsensem. Emeryt Aho wygrał przeniesiony z Inbruka do Bi-coś tam (od razu mi się pieprzone pedały przypominają) konkurs. Było na to takie trudne słowo na "z". Zadekował... zdemolował... no, to też. Zdeklasował w każdym razie buraków Austriaków. Morgi został ponad 10 punktów w tyle, a Schli-coś tam w ogóle poległ i to prawie o 30 punktów. Dobrze tak oszustowi. No, Aho zawsze był wspaniałym skoczkiem, muszę przyznać, że zawsze go ceniłem i był moim wzorem. Obaj jesteśmy mistrzami: ja i on. Zająłem dziś 14-te miejsce - i to całość rezultatu, jeśli chodzi o występ naszej ekipy, bo reszta cieniasów się nie dostała do drugiej serii. A, przepraszam, dostał się jeszcze Kanapowy, ale zajął 29-te miejsce - w otoczeniu trzech Czechów. To jest straszna żenada, bo farciarzy Austriaków było ośmiu, fircyków Koja pięciu, a firycków Niemeli dwóch. Tylko ja i Aho walczymy o honor naszego kraju. Hyvä Suomi! Aho w każdym razie prowadzi w klasyfikacji turniejowej, a wszyscy się przed nim płaszczą, bo może piąty raz wygrać cały ten turniej. W sumie mogę powiedzieć, że robi się z tym już nudny... Skaczemy ostatni konkurs, też w Bi-coś tam (Bigosowo?) - po raz kolejny udowodnię swoją wielkość! czwartek, 3.1.2008 Ostatnie dni to by³a mordêga i nie mia³em wolnej chwili, ¿eby napisaæ cokolwiek na blogu. Zaraz po zawodach w Oberkowie II - w których odnios³em wielki triumf - pojechaliœmy do Gapy. WywieŸli nas po jakichœ górach i dolinach, wszêdzie by³o ciemno, drogi krête i zarzyga³em Mattiemu buty. I nawet nie by³o czasu na imprezkê i oblewanie mojego sukcesu. Zajechaliœmy do Gapy w œrodku nocy, a nastêpnego dnia by³ sylwester. My niestety musieliœmy skakaæ kwalifikacje do konkursu. Gapa musi mieæ straszne chody w FISie, bo to miejsce w ogóle nie nadaje siê do skakania. Rok w rok jakieœ cyrki - rok temu pada³ deszcz, tym razem mieliœmy zamieæ œnie¿n¹, potem zaczê³o wiaæ i koniec koñców wszystko odwo³ali. Tommi zakaza³ nam iœæ na miasto, skoro w Nowy Rok musieliœmy siê kwalifikowaæ - zostaliœmy w hotelu. Chcia³em œwiêtowaæ swój triumf przez fajerwerki, ale zabrali mi szybko i powiedzieli, ¿e ten hotel jeszcze siê nam w przysz³oœci przyda. Co za niewdziêcznicy! Ostatecznie ca³¹ zabawê mia³ Vaciak. Obrazi³em siê i pobieg³em do lasu, by mieæ chwilê samotnoœci. Zgubi³em siê i dopiero nad ranem znalaz³em drogê powrotnê. G³upie drzewa. Podczas konkursu Noworocznego zapisany zosta³ nowy rozdzia³ w historii: wyprzedzi³em Pastucha w klasyfikacji generalnej. Zaj¹³em tym razem miejsce 18-te, ale i tak przesun¹³em siê mocno. Lazaniowy zosta³ daleko w tyle, ale niepokoi mnie, ¿e na skoczni wymieniano jego nazwisko razem z moim. W konkursie wyprzedzi³ mnie tylko Kanapowy, reszta naszych poleg³a w akcji. Æwok Larinto nie awansowa³ do konkursu i pojecha³ na kontynentala, dobrze mu tak. Na jego miejsce Tommi œci¹gn¹³ Niemiego. Aho zaliczy³ setne podium w karierze, o czym dowiedzia³ siê na konferencji po zawodach. Tym razem by³ drugi - i znów przegra³ ze Schli-coœ tam notami. Brak mi s³ów, po prostu ¿enada do trójk¹ta. Tommi niby znów siê cieszy³, ¿e Aho coraz wy¿sze miejsca zajmuje - ale s³ysza³em, jak przeklina³ na tê austriack¹ mafiê. Marvaila go musia³ uspokajaæ, pieprzone peda³y. Nie mam si³ wiêcej pisaæ. Jesteœmy na In-bruku, dopiero co dojechaliœmy. Dobrze ¿e zawody dopiero pojutrze, mo¿e uda siê w koñcu jakaœ imprezka... PS. Zero imprezek. Nawet neta nie ma w hotelu. Znow jakis huragan. Czarno widze skoki. Dooooooooool. |
|
|