Havu's profileHavuPhotosBlogListsMore ![]() | Help |
środa, 28.11.2007 Nareszcie zaczyna się sezon! Udowodni nareszcie swoją wartość! Rodzice uznali, że pojadą sobie na urlop - dziwnym trafem do Ruki. I to akurat w tym samym czasie. Zaprzeczali, jakoby był jakiś związek pomiędzy moim triumfem na Ruce a ich wycieczką, ale mnie się to w dalszym ciągu wydaje podejrzane. Uparli się jednak, że mnie tutaj znów przywiozą: mama, tata, siostra, kot i pies. Nawet babcia chciała jechać, ale bagażnik był już pełen. Jak wynosiłem z auta bagaże, wpadłem na te dwie namolne dziennikarki z Polski. I od razu dóóóóóóóóóóóóóóóóóóóół. Mam nadzieję, że nie widziały, jak mamusia całowała mnie w czółko na szczęście... piątek, 23.11.2007Risto Jussilainen kończy karierę. To jeden z tych emerytów, których nie było na skoczni widać od lat, ale którzy nagle przypomnieli sobie, że wciąż widnieją w spisie Hiihtoliitto. Chyba wyślę mu kartkę z napisem: "Dobra decyzja!" Zadzwoniłem do Aho z zamiarem porozmawiania z nim na ten temat - i nadzieją, że zrozumie aluzję - ale on zapytał: "Kto mówi?"i wyłączył telefon. Dóóóóóóóóóóóół.
Na Puijo śnieg prawie stopniał, bo przyszła odwilż. Kolejny dóóóóół. czwartek, 22.11.2007Jestem już w Kuopio, nareszcie! Trzeba przyznać, że ten wyjazd był męczący, ale dostarczył też nowych doświadczeń. Nauczyłem się, jak zapisywać krzaczkami moje imię... i kilka innych sztuczek. Jednak nie ma jak w domu. I Puijo gotowa do treningów. Jak się można domyślić, wczoraj rano Tommi przyszedł do nas na śniadaniu i powiedział, że nie skaczemy, bo wieje. Usiłowaliśmy mu zwrócić uwagę, że nic nie wieje i warunki są idealne do skoków (jak zawsze w Ruce), ale wrzasnął: "Wieje!!!" Potem jeszcze powiedział nam, że mamy jechać do domów i spotkamy się za tydzień w tym samym miejscu, po czym wrócił do siebie na górę. Uwierzycie, że media uwierzyły w ten bajer? No ale to wszystko dlatego, że nie było żadnego dziennikarza na miejscu. Bo komu by się w końcu chciało jechać do Ruki? wtorek, 20.11.2007Wracam na bloga i co widzę? Jakieś wypociny tej miernoty Joonasa! Skandal! I nawet nie mogę usunąć, bo ten głupi msn nie ma takiej opcji! Wcale nie kazałem Joonasowi pisać nic na temat zawodów w Rovaniemi! Dzisiaj dotarłem do Ruki. Reszta chłopakow zjechała już w niedzielę, ale ja... mnie zatrzymał... zatrzymały ważne sprawy. Powiem wam, że nocne życie w Rovaniemi mają całkiem ciekawe... mmm... W Ruce nie wieje - bo czemu by miało wiać? W drużynie zapanowała jakaś atmosfera rozprężenia. Nikomu się nie chce chodzić na treningi! Olli goni się z reniferami po parkingu, Matti dostał kartę stałego klienta w tutejszym Alko, Aho rozbija się po okolicy na skuterach śnieżnych i marudzi, że słabe przyspieszenie mają. Lappi urządza sobie pogawędki z panią na recepcji i robi jej wykłady na temat prawa hotelarskiego w Laponii. Vaciak przyssał się do telewizora i ogląda seriale. Zapytacie, skąd ta degeneracja, skoro mamy pod nosem pięknie przygotowaną skocznię i idealne warunki? Otóż najwyraźniej Tommi nareszcie pogodził się z Marvailą - i stracił głowę dla skoków i całego świata. Zamknęli się w swoim apartamencie i ponoć nie widziano ich od niedzieli. Jutro niby mamy skakać Zawody Nocy Polarnej, ale jakoś czarno to widzę... niedziela, 18.11.2007To znów ja, Joonas. Havu nie wrócił, niepokoję się o niego. Czyżby jednak Japończycy go dopadli? Poszedłem rano do trenerów, ale nie wzbudziłem w nich odpowiedniego nastawienia. Tommi był dziwnie rozkojarzony i nie wiedział, o kim mówię, nasz szef skoków Janne Marvaila szeroko się tylko uśmiechał, a Janne Väätäinen, jak mu powiedziałem o zajściu z Ito, niemal się zakrztusił płatkami z mlekiem. Żadnego nie zmusiłem do poważnej reakcji, czyżby się nie przejmowali Havu??? To straszne!
sobota, 17.11.2007Cześć. Jestem Joonas Ikonen, najlepszy przyjaciel Havu. Ponieważ Havu przepadł na cały wieczór, postanowiłem opisać za niego, co się działo. Havu nie wspomniał, że oprócz nas w ubiegłym tygodniu na skoczni ćwiczyli też Norwegowie i Japończycy, choć możliwe, że o tym nie wiedział - oni chyba mieli treningi w innym czasie niż my. W każdym razie dzisiaj odbył się konkurs Pierwszego Śniegu, w którym udział brali też nasi zagraniczni koledzy. No i wszystko zaczęło się, kiedy Havu w windzie natknął się na Daikiego Ito. O ile dobrze rozumiem, miał z nim kiedyś jakieś przejścia w Japonii - wspominał coś takiego raz po pijaku. Havu na widok Japończyka zbladł jeszcze bardziej i zamierzał wysiąść z windy, ale nie zdążył. Kiedy dojechał na górę, trząsł się jak galareta i pospiesznie zapinał kombinezon. Aż mu współczuję i wolę nie wyobrażać sobie, co Ito mu zrobił. Nie mam nic przeciw Japończykom, ale słyszałem, że mogą być zdolni do największych okrucieństw. Przez delikatność postanowiłem go nie wypytywać. Po pierwszej serii dzieliło ich kilka miejsc, ale po drugiej serii uplasowali się obok siebie: Havu był ósmy, a Daiki dziewiąty. Wygrał Ahonen, ale to akurat najmniej istotne - może poza faktem, że Havu się strasznie pieklił, że znów zawody były obstawione, ale on tak zawsze mówi, więc nie ma się co przejmować. Mi za dobrze nie poszło, byłem dopiero 24-ty, muszę mocniej trenować. W każdym razie Havu bladł coraz bardziej, ale najgorsze dopiero go czekało. Najlepsza dziesiątka dostawała nagrody, więc ustawili się w rządku, a mój biedny kolega koło Japończyka. Matti, który zajął miejsce szóste, poklepał Havu po plecach w ramach gratulacji - ale że Havu już się cały trząsł, poleciał wprost na Ito. Stałem trochę za daleko i nie widziałem dokładnie, ale potoczyli się i poprzewracali na połowie zeskoku. Niezłe zapasy. Kiedy się w końcu podnieśli, Havu był dla odmiany cały czerwony. Cóż, takie tarzanie się w śniegu dobrze robi na krążenie... W drodze do hotelu cały czas się trząsł i nic nie mówił. A pod wieczór zniknął. Być może poszedł się ukryć przed krwiożerczym Japończykiem - pewnie dlatego pytał trenerów, w którym hotelu mieszkają Japończycy: nie chciał przypadkiem na nich trafić... Powiedział, że wróci nad ranem. Biedak, musi być okropnie przerażony. Mam nadzieję, że uda mu się bezpiecznie spędzić tę noc...
piątek, 16.11.2007Wczoraj niedojda Lindström miał urodziny. Byliśmy bardzo jednomyślni w kwestii prezentów: dostał po piwie. Lappi rozważał, czy nie wręczyć mu jakiejś lektury, przez co miał na myśli regulamin rozgrywania zawodów skoków, ale zwróciłem mu uwagę, że Lindström prawdopodobnie nie umie czytać. No, myliłem się - niedojda wziął puszkę z piwem i przeczytał głośno i wyraźnie: Karjala. Później jednak nie odzywał się do końca wieczoru, więc możliwe, że wyczerpał całe zapasy energii. Jutro skaczemy Ensilumen Kisat. Zamierzam pokazać, kto będzie rządził na skoczniach... środa, 14.11.2207Ludzieeeee... Zróbcie coś, zanim się tu zanudzimy na śmierć. Największą atrakcją obozu było na razie wtargnięcie na skocznię reniferów, które zaczęły spod śniegu wygrzebywać igelit. Te renifery na północy to strasznie niesforne są. Chyba Pastuch się nie przykłada za mocno do swoich zajęć... poniedziałek, 12.11.2007Strasznie tu nudno. Po treningach urządzamy sobie zawody w piciu.
sobota, 10.11.2007Jesteśmy w Rovaniemi. Dużo śniegu, reniferów i Pastucha. Treningi nudne.
czwartek, 8.11.2007Jesteśmy w Jyväskylä, gdzie mamy coroczne testy sprawnościowe. Wypadłem oczywiście najlepiej z ekipy, ale Marvaila w oświadczeniu dla telewizji pomylił mnie z Aho. Dlaczego ja zawsze muszę padać ofiarą cudzej niekompetencji? I co Aho wciąż robi w tej drużynie?? Uważam, że 30 lat to powinien być wiek emerytalny w przypadku skoczków. Niech się lepiej weźmie do poważnej roboty i zacznie zarabiać na rodzinę - zwłaszcza że ma mu się powiększyć. Skacze tak nędznie, że ze skoków nic nie wyciągnie, a ja na pewno nie zamierzam ułatwiać mu zadania. Zresztą ja sądzę, że to jest wszystko spisek: Hiihtoliitto ma umowę ze sponsorami, że ilekroć w telewizji padnie nazwisko Aho, to na konto związku wypływa kilka euro. No i dlatego Marvaila na antenie powiedział Ahonen zamiast Happonen. Skandal! Omawiałem tę kwestię później z Joonasem i on - co za łatwowierny człowiek! - był zdania, że Marvaila po prostu się przejęzyczył, bo w ogóle wyglądał na dość rozkojarzonego. Jaaasne... Od kiedy to Joonas jest takim obserwatorem ludzkich zachowań? Kazałem mu wracać do magazynu "Pralki i bębny" i nie kwestionować zdania starszych i mądrzejszych. Poza tym Marvaila rozwodził się w nieskończoność nad Larinto i Kovaljeffem, którzy nie mam pojęcia co robili na naszych testach. Chyba nie wydaje im się, że awansują do kadry narodowej??? Jutro jedziemy do Rovaniemi ćwiczyć na śniegu. Czas najwyższy. sobota, 3.11.2007 23:36Tommi nie szczędzi nam rozrywek - byle tylko mógł się wyrwać od żony. Zrobił nam zgrupowanie w kręgielni i zaprosił media. No, to akurat był dobre, tyle tylko że pokazywali tych, którzy z kręglami radzą sobie lepiej niż dobrze. Pokazali więc piruet Aho, potykanie się Vellu oraz Pastucha, który rzucał kulą, jakby popychał renifery w zadek. Aho zaraz zresztą ściągnęli do wywiadu przed kamerą oraz, o zgrozo, Olliego. Usiłowałem zwrócić na siebie uwagę dziennikarzy, rzuciłam się nawet na tor kręgielny, ale nic z tego. Ciężkie jest życie geniusza. To niesprawiedliwe! Nawet Lappi i łamaga Kiuru mignęli w kamerze - tylko ja nie!
Jeśli dziwicie się, czemu akurat kręgielnia... Cóż, oficjalne wyjaśnienie, jakie Aho przed kamerą wygłosił, brzmi tak: rok temu popełniliśmy błąd, szlajając się po skoczniach całej Finlandii - więc teraz zagramy w kręgle. Prawda, że genialne? czwartek, 1.11.2007 20:40To jakaś żenada. Moi wierni fani mają szczęście, że w ogóle piszę te słowa... Ale może od początku. Po beznadziejnych konkursach w Oborowie i Klikowie, których już w ogóle nie pamiętam, pojechaliśmy na zgrupowanie do Słowenii. Słoweńcy to są równi goście. Urządzaliśmy sobie zawody w piciu i niestety, polegliśmy. To wszystko oczywiście wina Mattiego, który do tej drużyny akurat się nie nadaje. Na wszelki wypadek podstawiliśmy mu bezalkoholowe, ale ten dureń zaczął się chwalić, że tak dobrego piwa jeszcze nie pił, po czym wydoił całe trzy skrzynki, co Słoweńcom wydało się niepokojące, sprawdzili... i zdyskwalifikowali nas za używanie środków niedozwolonych. Dóóóóół... Następnego dnia Tommi urządził nam wewnętrzny sprawdzian, który skakaliśmy na kacu i wygrał Pastuch. No ale on jest z Północy, to co się dziwić. Matti po wypiciu trzech skrzynek napoju bezalkoholowego dostał rozwolnienia i cały dzień spędził w kiblu. Po zawodach poszliśmy świętować wygraną Pastucha - oczywiście on nic nie postawił kolegom, zgred jeden, ale koledzy degeneraci ze Słowenii zatroszczyli się o nas, kiedy okazało się, że całe kieszonkowe poszło na imprezę wcześniejszą. Kiedy wróciłem do hotelu, Matti koniecznie chciał się napić i zalał mi mojego notebooka, który po tej operacji nadawał się tylko do serwisu. Matti, ten osioł, w ogóle się nie przejął, zawodził tylko nad rozlanym piwem. Nie to jednak było najgorsze, ponieważ nagle przypomniał sobie, że kiedyś w jakimś wywiadzie posądzono go o studia informatyczne, i wziął się za naprawę. W ostatniej chwili wyrwałem mu mojego kochanego Daiki... eee, mojego laptopa i powiedziałem, że skoro najbardziej skomplikowanym urządzeniem urządzeniem, jakie potrafi obsługiwać, jest otwieracz do piwa, to łapy precz od skomplikowanej japońskiej techniki. Matti wzruszył ramionami i poszedł po kolejną puszkę. Dzień następny przebiegł pod znakiem czekania na wieczór. Przyjaciele Słoweńcy nie zawiedli i urządzili nam na pożegnanie imprezę z niespodziankami. Nie wiem, co dali nam do picia, ale świadomość wróciła mi w momencie, kiedy oświadczałem się balijskiej żonie Kranjca. A może to był sam Kranjec??? Nigdy więcej słoweńskich trunków. Tommi uznał, że tygodniowy obóz to za krótki okres odpoczynku od małżonki, i w drodze powrotnej zabrał nas do Estonii. Kompletnie nie pamiętam, co tam i jak długo robiliśmy, ale miało to chyba jakiś związek z alkoholem... Wiadomo, że Fin - a taki mistrz jak ja to w ogóle - z zasady ma mocną głowę, ale tym razem chyba lekko przeholowałem, bo jak jechałem do domu z lotniska autobusem (bo nikt nie raczył po mnie przyjechać, zaś Matti nie był jeszcze w stanie w ogóle przyjechać do domu), to za kierownicą widziałem... Lazaniowego!!! Co za koszmar! Nie dość że musiałem patrzeć na jego gębę, to jeszcze drżałem o swoje życie, bo przecież ten, kto dał mu prawo jazdy, musiał być szalony. No ale mówimy o Żabojadach przecież... Tak czy owak - zrobiłem sobie małą przerwę od alkoholu, bo takie omamy potrafią człowieka wyprowadzić z równowagi na kilka dni, zaś za zaoszczędzone pieniądze zaniosłem kompa do serwisu i oto mam go z powrotem. Mój kochany japoński laptop :-) |
|
|