Havu 的个人资料Havu照片日志列表更多 ![]() | 帮助 |
|
|
niedziela, 30.12.2007 Jestem wielki, a ta skocznia należy do mnie. Zająłem dziś wysokie dwunaste miejsce i byłem najlepszym z Finów - nie licząc Aho. Nasza drużyna, mimo wszystko, jest coraz silniejsza - dzisiaj wszyscy awansowali do drugiej serii, choć ogony niedojda Lindström i ćwok larinto zajęli 28. i 29. miejsce. Poległ także Kanapowy, który kompletnie spieprzył drugi skok i wylądował na 19. Ćpun Lappi także w drugim skoku się nie popisał (prochy przestały działać, a cały zapas zostawił w hotelu) i spadł na 15-te. Żenada. Emeryt Aho znów był dziś na podium, ale jego wyczyn to żenada do kwadratu, bo przegrał ze Schli-coś tam NOTAMI! Niby wszyscy się cieszyli z jego trzeciego miejsca (awansował z piątego), ale słyszałem, jak Tommi opieprzał go, że przecież kiedyś notami WYGRYWAŁ, a nie przegrywał z jakimiś chłystkami. Nie mogę nazwać tego inaczej: doprawdy żenada. Nie muszę oczywiście pisać, kto wygrał, bo znów ten Morgi. Austriacy mają cholernego farta, a jak Kofler wywalił się po skoku, narobił histerii i stracha całemu stadionowi. Znosili go unie... uru... związanego na noszach, a potem okazało się, że nic mu nie jest. Oni wykorzystają każdą okazję, żeby być w centrum uwagi. Kolejni farciarze to Norwegowie - Jacobsen przegrał w parze z Peterką, a potem okazało się, że Peterkę zdyskwalifikowali i Jacobsen awansował do drugiej serii. A potem stał na miejscu dla lidera i ubierał przy pomocy rzecznika prasowego Norów - wyglądali, że mają w tym dużą wprawę. Pieprzone pedały, wszędzie ich pełno. Nie będziemy niestety świętować mojegu sukcesu, ponieważ od razu jedziemy do Gapy. Niech tylko Aho wróci z konferencji prasowej... niedziela, 30.12.2007 Jesteśmy na Turnieju - i jest strasznie. Wczoraj dostałem kolejny dowód na to, że chcą mnie wykończyć - największą konkurencję Austriaków. Przed moim skokiem rozsypano na rozbiegu... coś. Prawie wyleciałem z torów w skoku kwalifikacyjnym! Znów pomógł wrodzony geniusz, dzięki któremu nie tylko utrzymałem się w torach, ale też oddałem super długi skok i ostatecznie zająłem wysokie ósme miejsce. Reszta chłopaków - nie wiem czemu - też poradziła sobie dobrze i wszyscy awansowali do konkursu. Hyvä Suomi! No, mówić o 45-ej pozycji Mattiego, że poradził sobie dobrze, to pewna przesada. Osobiście uważam, że sponsorzy powinni się postarać i w ramach wygranej załatwić kanapę, a nie ciągle te samochody! Wysokie miejsca zajęli Lindström i Lappi. Lindströma zagadała jakaś blond dziennikarka i był potem cały w skowronkach, że ktoś na niego zwraca uwagę, zaś Lappi chyba jednak nie dotrzymał obietnicy złożonej Tommiemu i cichcem wącha jakieś substancje. A Tommi nawet wieczorem przyszedł do niego do pokoju i cały radosny spytał, czy teraz Lappi wie, jak to jest być trzeźwym i jakie korzyści z tego płyną. Z ustalaniem par też było zamieszanie, bo najpierw Matti miał skakać z Aho, co nie nastroiło go optymistycznie, ale potem okazało się, że Hilde z Norwegii został zdyskwalifikowany za kombinezon i pary trzeba było układać od nowa. Wszyscy Norwegowie to oszuści, więc zupełnie nie jestem zdziwiony. No i teraz skaczę w parze z Brzydalem. Mam nadzieję, że nie będzie się do mnie przed skokiem przystawiał. Jego chłopak Lazaniowy wywinął orła na buli i nie awansował do konkursu, ale i tak skacze dwóch Żabojadów. O dwóch za dużo, jeśli mnie pytacie o zdanie. Dzisiaj konkurs! piątek, 28.12.2007 Jak wspominałem, jedzie z nami na Turniej ten ćwok Larinto. MTV3 od razu musieli zrobić o nim felieton, a ja, mistrz, zostałem znów pominięty. I co Larinto miał tam ciekawego do powiedzenia? Że jego stary trenował kiedyś Aho (ciekawe w czym - chyba w pluciu i łapaniu). Co za żenada, tak wykorzystywać znane nazwiska, żeby zaistnieć w mediach i przy okazji podlizać się bardziej doświadczonym kolegom. Powiedział też, że trenował taniec klasyczny. Wiedzialem, kolejny pieprzony pedał - wiadomo, że w balecie to wszyscy jeden z drugim geje. Vaciak powiedział MTV3, że skakaliśmy na Puijo. Oczywiście, zapomniał dodać, że nie na skoczni, tylko przez śmietniki pod wieżą, trenując odbicie. Nie chciał się narażać Tommiemu informacją, że w Kuopio śniegu nie ma... Jedziemy na Turniej! czwartek, 27.12.2007 Życie jest piękne, ale czasem ciężkie, zwłaszcza po świętach. Obżarłem się świnią oraz marchewką tak strasznie, że aż przytyłem 20 gramów. Musiałem się koniecznie odchudzić, ale z tym nie było problemów, ponieważ już wczoraj, w drugi dzień świąt, Vaciak zagonił nas na Puijo i kazał trenować. Ponoć Tommi jest wściekły na wyjątkowo marne wyniki z Engelbergu (wiadomo, mnie nie było) i kazał nam wziąć się za treningi. Tommi myślał chyba - jak wszyscy z południa - że Kuopio to jest dzika północ, tundra i syberia w ogóle, i że tutaj śnieg leży. Tymczasem od tygodnia mamy odwilż i na śnieg można sobie popatrzeć w posterach reklamowych świąt. Vaciak wolał jednak nie narażać się Tommiemu i tylko raz wyrwało mu się, że to wszystko przez fakt, że Tommi musiał pierwsze święta spędzić z Miią. To ma sens: przecież do marnych wyników tych miernot, których mam za kolegów w ekipie, Tommi się już chyba dawno przyzwyczaił. Z innego źródła słyszałem, że do Nikunenów zawitał jako niespodziewany gość do wigilijnego stołu Marvaila, ale Miia przegnała go, rzucając talerzami. Marvaila próbował się jeszcze wkraść jako święty Mikołaj, ale to też mu nie wyszło, ponieważ Miia uznała sposób, w jaki obejmował Tommiego, za zbyt poufały nawet na świętego Mikołaja... W każdym razie na Puijo śniegu ani na lekarstwo, wobec czego Vaciak pogonił nas na górę Puijo i z powrotem - i tak przez kilka godzin biegaliśmy. Powiedział, że na skoczni w Ga-Pa nie ma jeszcze windy, wobec czgeo będziemy musieli biegać na belkę startową na piechotę z nartami. Wiedziałem, że coś w tym całym Turnieju musi nie wypalić... A tak poza tym - nie wiem, czy zauważyliście, ale zmieniłem zdjęcie w profilu na nowe. Mamy w tym sezonie kolejny zestaw strojów reprezentacyjnych i widzicie mnie właśnie w nowej kurteczce, która doskonale podkreśla moją cerę, czapeczka zaś uwydatnia głeboki kolor moich oczu. Doprawdy, jestem taki seksowny... poniedziałek, 24.12.2007 Życie jest piękne. Zwłaszcza jak się jest mistrzem i nie tylko na święta. Tommi postanowił zostać naszym Świętym Mikołajem i dziś ogłosił skład na Turniej Czterech Skoczni. Jadę oczywiście ja, Mistrz. Nie jedzie natomiast Parobek Olli, a zatem mój triumf jest całkowity. Nareszcie Tommi poznał się na mojej prawdziwej wartości i zrozumiał różnicę między mną a Pastuchem z Północy. Poza mną jadą też emeryt Aho, Kanapowy, ćpun Lappi, oferma Lindström i ten ćwok Larinto. Nie mam się czego obawiać - zwłaszcza patrząc na wyniki chłopaków z ostatnich zawodów w Engelbergu... Pastuch poniósł porażkę ma całej linii: w pierwszym konkursie nie awansował do serii finałowej, a w drugim nie przebrnął nawet przez kwalifikację. Mam niejasne podejrzenie, że bardziej skupiał się na szwajcarskich owcach niż na skakniu. Dobrze mu tak. Aho już się kończy - i to szybciej, niż się spodziewaliśmy: dwa razy zajął miejsce w drugiej dziesiątce. I to na skoczni, którą nazywa swoją ulubioną skocznią, bo odniósł tam swoje pierwsze zwycięstwo i jeszcze kilkanaście razy stał na podium. Matti.. cóż, może pozostawię bez komentarza. Reszta to ogony, którymi nie ma sobie co głowy zawracać. Lappi jedzie na Turniej, ponieważ wypełnił warunek, jaki mu Tommi postawił: poszedł na szybki odwyk i obiecał się nie tykać prochów. Co prawda ja mam wrażenie, że jego momentami lepsze wyniki w skokach były zasługą właśnie tych prochów, ale widać Tommi uznał inaczej. Tak czy inaczej, dla mnie to lepiej. A tak w ogóle to wesołych świąt moim wiernym fanom. Z tej okazji chciałbym życzyć sobie i wam mojego sukcesu na skoczniach całego świata - czy coś może sprawić wam większe szczęście? wtorek, 18.12.2007Napiszę jedno: dóóóóóóóóóóóóóóóóóół.
Piłem wczoraj na umór, dziś trzeźwiałem i miałem nadzieję, że to był tylko zły sen, ale nie.
Nie jadę do Engelbergu na następne zawody - i kompletnie nie wiem dlaczego!!! Za to jedzie Pastuch, który od początku sezonu zalicza bulę. To jakiś spisek! Nie mówiąc już o tym, że jadą jakieś Larinta, Niemi i do tego wszystkiego na dokładkę Lindström! Życie jest okrutne. Idę po kolejną butelkę. piątek, 14.12.2007Jestem Wielki - a Pastuch, Keituri i Lappi nie. No ale o tym wszyscy wiedzą. Awansowałem w konkursie i trudnych warunkach pogodowych do finału, a potem udało mi się jeszcze przesunąć w klasyfikacji. Pastuch, miernota Keituri i ćpun Lappi pospadali z progu na 80-ty metr i drugą serię mogli oglądać z trybun. Po tym znać prawdziwego Mistrza. Aho znów stanął na podium, farciarz jeden. Wszystko dlatego, że Küttel przewrócił się w drugiej serii. Ale jak nie umie skakać, to dobrze mu tak. Lazaniowy też wykazał się brakami w praktycznym wyskorzystaniu skoków, a konkretnie lądowaniu. Za to jego chłopak Brzydal, kolejny farciarz - miał taki wiatr pod narty, że zajął dziesiąte miejsce. Skandal! Nie rozumiem, jak można na coś takiego pozwalać. Nie napisałem, kto wygrał? A po co? Największy farciarz z Austrii. Zaczynam rozumieć, co czuli ludzie, jak trzy lata temu Aho wszystko powygrywał... Skoro o nim mowa. Przyszli do niego przed konkursem ludzie z organizacji i powiedzieli, że ponieważ jest szeroko znany ze swoich talentów rysowniczych, mógłby narysować numerki na koszulkach startowych, bo mają tylko do numeru 50, a w konkursie startuje 62 zawodników. Aho się wściekł i powiedział, że on jest - nie uwierzycie - artystą, a rysowaniem numerków zająć się może pierwszy lepszy przedskoczek. Ale jak mu zaproponowali stosowną zapłatę od sztuki począwszy, Aho od razu zmienił ton i zapytał, czy po bokach koszulki też mają być te cyferki. A potem słyszałem jeszcze, jak wzdychał pod nosem, że czemu tak mało ludzi do Villach przyjechało... Wspomnę jeszcze, że Pastuch strasznie Aho tych cyferek zazdrościł. I mówił, że on by je za darmo narysował, ale wzięli go za przedskoczka... czwartek, 13.12.2007Dzisiaj pokazałem wszystkim swoją wielkość. Jesteśmy w Austrii, w jakichś Willach. Znów wszystko podstawione pod lokalnych, wiadomo: Hofer i te sprawy. Przed moim skokiem w drugiej serii wzięli się za zmienianie belki i inne takie duperele na skoczni. Chcieli mnie oczywiście zdekoncentrować i wyprowadzić z równowagi, żebym nie zagroził ich mistrzom: Morgiemu, Schli-coś tam i tym innym pajacom, których imion nawet nie pamiętam. Z opanowaniem prawdziwego Fina oddałem piękny skok i przesunąłem się z 23. na 14-te, Jestem Wielki. Pastuch mnie niestety wyprzedził o 1,5 punktu i to nieco mąci moją radość. Ale jutro mu jeszcze pokażę! Konkurs wygrał Morgi - po raz kolejny! To się już robi nudne! Ile on już wygrał tych konkursów? Dziesięć??? Drugi był, o dziwo, emeryt Aho. No ale skakaliśmy na K90, a jemu na małe obiekty jeszcze siły wystarcza. Lappi zajął ostatnie miejsce, a Matti przegrał awans do drugiej serii o pół punktu. Co za żenada!!! Matti stwierdził, że oddalił się od swojej kanapy na 3000 km i że to go dobija. Otaczają mnie debile. Fircyki Koja pospadały z progu, fircyki Niemeli też. Ja, jak napisałem, jestem Wielki. Jutro będzie jeszcze lepiej! poniedziałek, 10.11.2007W dalszym ciągu nie wiem, gdzie jestem, a także momentami kim jestem - teraz już wiem, jak się zazwyczaj czuje mój przyjaciel Klaus. Postanowiłem założyć sobie forum, na którym moi wierni fani mogą dyskutować o mojej osobie. Tutaj link: http://havu-thebest.phorum.pl/index.php Nie zawiedźcie mnie! niedziela, 9.12.2007Poprosiłem Mattiego żeby napisał notkę za mnie. Łeb mi pęka. Wróbelki są różowe i ryczą. Nie wiem gdzie jestem i co robię. Kazali mi dzisiaj skakać z góry na dół na nartach. A potem jakiś wielki facet (nasz trener - dopisek Mattiego) darł się na mnie że nie awansowałem do konkursu. Harri i Arttu też się nie dostali. Chcę do domu. Zgaście światło... arrrgh... Havu poszedł spać, miał dziś ciężki dzień - dopisek Mattiego. Fajny ten blog, może też sobie taki założę. Bo wiecie, mam kanapę i chciałbym trochę o niej popisać. Ma wymiary 140x195, gdy się rozłoży, podnóżek. Kolor popielaty plus poduszki: niebieskie i szare. Bardzo funkcjonalna, a jaka szelma wygodna. Do nabycia za jedyne 695 euro w salonach Koti Idea. sobota, 8.12.2007Chyba po tym bliskim spotkaniu z norweskim lodem nabawiłem się wstrząsu mózgu - to tragedia, ale nie awansowałem do drugiej serii. I żadna pociecha, że Pastuch też znalazł się poza trzydziestką. Miernota Keituri okazał się junakiem tylko na Ruce, a jak przyszło do światowego skakania, to spadł na koniec stawki. Dobrze mu tak, bo zadziera nosa, kurdupel jeden. Aho był czwarty i tym razem wyjątkowo cieszył się z tej lokaty, nawet się śmiał, stojąc pod podium i odbierając nagrodę Człowieka Dnia. Hmm, być może udało mu się przekonać Lappiego, by trochę towaru podrzucił jemu, bo jego - takiej sławy - na pewno nie będą kontrolować...
Spotkałem dzisiaj mojego nowego przyjaciela z Norwegii. Udało mi się nawet zapamiętać jego imię: Klaus. Albo jakoś podobnie. Ma ich dalej jeszcze kilka. Klaus przesiedział cały konkurs pod skoczniami na śniegu i wyglądał na zadowolonego z życia. Ciekawe, czy dowiedział się, że on tutaj rządzi? Umówiliśmy się w każdym razie na imprezkę dziś wieczorem, alkohol tym razem będzie norweski. Ponoć jakiś Morten, kolega Klausa, ma własną wytwórnię. Niech żyje przyjaźń! piątek, 7.12.2007Skakaliśmy dziś kwalifikację. Nie mówiłem, że w przypadku Lappiego wszystko się szybko okaże? Jako jedyny z naszej ekipy nie awansował do konkursu - co za wstyd! Z drugiej strony, mówimy o Lappim. On nam zawalił w Sapporo drużynówkę. Za coś takiego powinien mieć dożywotniego bana na występy w reprezentacji. Ja zająłem wysokie 14-te miejsce, a wciąż widzę podwójnie. Pastuch - który już niestety doleciał - znów mnie wyprzedził. Co za dóóóóóóóół... Z innych ciekawostek: Jacobsen rozbił się na treningu i zbierali go niemal w kawałkach. Tak to jest, jak się chce przedobrzyć na własnej skoczni. Obu wesołków z zeszłego sezonu mamy w każdym razie z głowy. czwartek, 6.12.2007Jesteśmy już w Norwegii. Od początku prześladuje nas pech. Wywinąłem orła na chodniku, bo Norwegowie nie znają chyba słowa "odśnieżać". Zupełnie nie rozumiem, po co robią na rynku lodowisko, skoro na chodnikach jest równie ślisko. W każdym razie mam wrażenie, że wszędzie lata pełno ćwierkających wróbelków, a skocznie widziałem cztery - czyżby już Turniej Czterech Skoczni? Drugim poszkodowanym przez Norwegów jest Lappi, któremu na lotnisku powiedzieli, że substancja, którą zażywa, jest w Norwegii nielegalna, i zabrali mu cały zapas. Poznać łatwo: Lappi przestał się uśmiechać, zobaczymy też, jak mu będzie szło na skoczni. A poza tym Hyvä Suomi! środa, 5.12.2007Jutro lecimy do Norwegii. Mamy kolejne zawody, tym razem gdzieś na północy w jakimś Trondheim. Dzicz, jeśli mnie pytacie o zdanie. Ciekawe, czy spotkamy naszego nowego znajomego szefa skoków norweskich. To jest równy gość. Fajnie mieć takiego obok, jeśli człowiek zmuszony jest pić razem z Lindströmem - choć ten akurat tym razem z nami nie jedzie.
Napisałem "lecimy", ale oczywiście nie wszyscy. Niektórzy z nas są lepsi i niedługo zaczną żądać prywatnego helikoptera. Ten pastuch i parobek Harri Olli z Rovaniemi dostał zaproszenie do pani prezydent na bal w Dniu Niepodległości czyli jutro. I to za co? Za jeden przypadkowy srebrny medal na mistrzostwach świata. No weźcie ludzie... Ale może to dobrze, że z nami nie leci: przynajmniej raz w samolocie nie będzie wędzonym reniferem jechać. I niech mu tort prezydencki w gardle stanie - na wspomnienie biednych kolegów, którzy nie dostali zaproszenia i muszą się włóczyć po norweskich pustkowiach. Zresztą ja wcale nie chcę iść na żaden bal - rok temu premier wziął mnie za kelnera! sobota, 1.12.2007Życie jest do kitu. Początek sezonu i już mnie w kadrze nie chcą. Wczoraj odbył się konkurs drużynowy, a Tommi zamiast mnie, mistrza, powołał Pastucha, który w ogóle skakał ode mnie cały czas gorzej! Skandal! Tommi powiedział, że Aho, Matti i Lappi mają pewne mniejsce w drużynie. Co z niego za trener, skoro kieruje się stereotypami???
Poszliśmy z Lindströmem pić. Kupiliśmy od Ruskich flaszkę - oni zawsze mają własny alkohol i handlują po hotelach. Kiedy wracaliśmy do pokoju, natknęliśmy się na szefa norweskich skoków o jakimś durnym nazwisku (jak to u Norów). Wyglądał na zagubionego, a konkretnie jakby właśnie trzeźwiał, a że w kupie raźniej, zaprosiliśmy go na wspólne picie. Niech żyje przyjaźń między potęgami w skokach! Jo!
Ostatnie, co pamiętam, to śpiewanie pieśni żałobnej na cześć kanarka Lindströma, który zdechł mu dziesięć lat temu. Płakaliśmy wszyscy. Norweg śpiewał już z poziomu podłogi i właściwie wtedy i dla mnie zapadła ciemność.
Nie wiem, czym Ruskie zaprawiają swój samogon, ale przez cały dzisiejszy dzień czułem się lekko dziwnie. Kiedy przyszedłem na konkurs, zobaczyłem trzy skocznie i przez chwilę myślałem, że to już Nordic w Lahti. Nie bardzo wiedziałem, na który wyciąg mam wsiąść. Uważam, że w takich okolicznościach 29-te miejsce to sukces. Łamaga Lindström zaliczył glebę przy lądowaniu, bo pomimo nowych szkieł nie zauważył zeskoku. Wspomnę jeszcze, że Lazaniowy w ogóle nie dostał się do drugiej serii. Dobrze mu tak.
Naszego nowego przyjaciela Norwega zostawiliśmy w pokoju i dotarł do nas dopiero na koniec konkursu. Jak zawsze sprawiał wrażenie, że nie wie, gdzie jest - pewnie też myślał, że to Lahti... czwartek, 29.11.2007Skakaliśmy dziś kwalifikację. To straszne, ale Lazaniowy cały czas był ode mnie lepszy! Kompletnie tego nie rozumiem, na pewno ten zdrajca Niemelä przekupił sędziów, żeby na czas jego skoku podnosili belkę. Inna sprawa, że zupełnie nie mogłem się skoncentrować po traumatycznych przeżyciach za dnia, zacznę może jednak od początku. Dzień zaczął się miło, choć obudziły mnie odgłosy remontu za oknem. Rantasipi schodzi na psy: pod oknami jest plac budowy! Zjadłem pyszne śniadanko, Kalle przyniósł mi kawę, potem poszedłem na przebieżkę wokół hotelu, a potem był lunch. Znów najadłem się straszliwie: trzy herbatniki i liść sałaty, myślałem, że pęknę. Kiedy wracałem do pokoju, opuściło mnie szczęście, ponieważ do windy wpakowały się za mną te dwie namolne dziennikarki, które prześladują mnie od lat. Byłem sparaliżowany i bałem się nawet spojrzeć w ich stronę, by ich nie prowokować. Oczami wyobraźni widziałem już, jak blokują windę i przeprowadzają ze mną dwugodzinny wywiad! Na szczęscie wysiadły na trzecim piętrze, nawet na mnie nie spojrzawszy. Kiedy już ochłonąłem, doszedłem do wniosku, że to skandal! Jak mogły nie chcieć ze mną wywiadu??? Kiedy szliśmy na konferencję, natknęliśmy się na nie, jak robiły wywiad z jakimś starym ramolem, którego musiały strasznie męczyć, bo wyglądał bardzo nietęgo. Wiedziałem, że muszę być ostrożny. Chłopaki powiedzieli, że to jakiś Hannu Lepistö, który kiedyś trenował Aho - więc wszystko jasne: poprzednia era. Na konferencji nic się nie działo, pytań z sali nie było, ale dwie baby i tak wpadły w trakcie. Ci dziennikarze nie potrafią się zachować. Zawsze o tym wiedziałem. Po konferencji nie darowały chłopakom sesji fotograficznej, a na Vaciaka jedna nawet się rzuciła! Przeraziłem się ponownie i kiedy postanowiła zrobić zdjęcie mnie, stałem jak słup soli i udawałem grzecznego chłopca. Znów uszedłem z życiem. Rozumiecie chyba jednak, dlaczego nie mogłem się potem skupić na skokach? Gorzej od Lazaniowego! |
|
|