Havu's profileHavuPhotosBlogListsMore Tools Help

Blog


    wtorek, 26.2.2008

    Chyba zaznaczę ten dzień jako najszcześliwszy w moim życiu. Związek uznał, że Pastuch nie spełnia poziomu, jakiego oczekuje się po reprezentantach Suomi. Wypieprzyli go z ekipy do końca sezonu!!!!!!!!! Wróciłem z ciężkiego treningu, jaki odbywałem na Puijo, i taką oto radosną wiadomość zastałem. Zaraz polecę z radości na drugi trening.
     
    Oczywiście, ja już od dawna mówiłem, że on się nie nadaje do skakania w drużynie i że to wielki wstyd. A teraz nie dość, że po pijaku zrobił scenę na lotnisku, to jeszcze zwyzywał Marvailę, który przecież jest najlepszym szefem skoków na świecie i którego zawsze darzyłem wielkim szacunkiem. Aż dziwię się, że za coś takiego Pastuch nie dostał bana na resztę życia, a nie tylko sezonu. Bardzo łaskawi byli.
     
    No ale to już przeszłość. W weekend skaczemy w Lahti, a za tydzień na Puijo. Muszę powiedzieć, że farta mieli ludzie, którzy przygotowywali plakaty zawodów - gdyby umieścili na nich gębę Pastucha, musieliby albo wydrukować nową partię, albo zakleić wszędzie czarną taśmą. Może nawet bym im pomógł...

    poniedziałek, 25.2.2008

    Parobek to dureń. Zawsze o tym wiedziałem. Fińscy dziennikarze zresztą nie lepsi. Przylecieliśmy do domu. Wyszliśmy do ludzi, zaczęły błyskać flesze, posypały się pytania - wszystko jak należy. Niestety, Pastuch wyrwał się z szeregu i zaraz poleciał na terminal krajowy. A ci idioci za nim!

    Nie potrafię tego pojąć. Mieli przed sobą prawdziwego mistrza, który jako jedyny wykazał odpowiedzialność za los ekipy. Mistrza, dzięki któremu ekipa zdobyła medal i to srebrny! A oni polecieli za jakimś parobkiem niczym stado reniferów. Za parobkiem, który tak balował na wyjeździe, że teraz zakazali mu startów w zawodach do końca sezonu. Sprawiedliwość zatriumfowała! Niemniej jednak to jest największa żenada.

    Przez cały bieg do terminalu krajowego Pastuch wykrzykiwał obelgi pod adresem - zupełnie nie wiadomo czemu - Marvaili. Darł się, że nie odda pod nim żadnego skoku. I że w ogóle go nie interesują skoki. Bardzo dobrze - niech wraca na swoje pastwisko w Rovaniemi.

    Kiedy w domu oglądałem film z MTV3, doszedłem do wniosku, że on ma chyba jakiś ukryty powód. No bo pomyślcie: Pastuch bluzga Marvailę. Tommi na pewno zareaguje na to odpowiednio, bo kto jak kto, ale Marvaili nie pozwoli bluzgać. Pastuch liczy pewnie, że Tommi zapędzi się w swoich deklaracjach i Miia poczuje się publicznie znieważona i każe Tommiemu wynosić się choćby do Ruki. A wtedy Parobek będzie miał szanse u Mii. Zawsze mówiłem, że jemu potrzebny psychiatra.

    Jestem w każdym razie w Kuopio, jutro idę trenować na Puijo. Warunki wymarzone, w sam raz dla mistrza. Mam nadzieję, że na skoczni zjawi się grupa dziennikarzy, żeby docenić moje walory wszelakie.

    PS. Myślę, że bliski jest czas, kiedy Puijo zmieni nazwę na Skocznia imienia Janne Happonena Mistrza.

    poniedzialek, 25.2.2008

    Po pierwsze dooool, a po drugie - jestem wsciekly! Vittu vittu perrkele! Nie bylem w stanie pisac wczesniej, dopiero teraz, kiedy w Monako czekamy na samolot do domu.
     
    Zawsze wiedzialem, ze otaczaja mnie kompletne cieniasy. Zawsze! Mowilem Tommiemu, zeby pozwolil mi skakac jako jedynemu w konkursie druzynowym! Wtedy bysmy mieli zloty medal jak nic. Ale nie, wymawial sie regulaminem FISu. Zenada. Wczoraj odbyl sie konkurs druzynowy lotow - i zajelismy marne drugie miejsce. Czyli pierwsze przegrane. Te jelopy moi koledzy z ekipy dali ciala: brazowy medalista Ahonen, szosty w indywidualu Olli oraz wracajacy do formy Hautamäki. Po indywidualnym bylismy faworytami do zlota! A przegralismy z farciarzami Austriakami o ponad 70 punktow! Mam ochote zapasc sie ze wstydu pod ziemie, ale z drugiej strony jestem jedynym, ktory nie zawiodl. Gdyby nie ja, te cieniasy zajelyby moze szoste miejsce, gdzies w okolicy Zabojadow. Oddalem najdalsze skoki, oba ponad 200 m - choc prog sie roztopil, a predkosci byly marne.
     
    Bo, jak zostalo napisane, w indywidualnym wypadlismy naprawde swietnie. Aho jakims cudem zdobyl brazowy medal, Pastuch przesunal sie na szoste, a Kanapowy na 14-te. Ja zas skonczylem na piatym i jestem miszczem. Nawet ten cienias Morgi byl za mna. Konkurs indywidualny to byl dzien naszej chwaly - Romøren spadl ze szczytu na czwarte, a Malysz tez gdzies tam daleko. Zloto zdobyl Schli-costam, ktory nigdy wczesniej nie skakal na mamucie, a teraz prosze - zdeklasowal wszystkich. Doool. Koch spekal w ostatnim skoku, co za cienias.
     
    W kazdym razie po konkursie pilismy ostro, ale to przeciez nie tlumaczy slabych skokow chlopakow w niedziele. Jestesmy Finami! W zylach mamy koskenkorve! A farciarze Austriacy znow nas wzieli, jak chcieli. To jest zenujace i w ogole wielki dol, i wciaz mam ochote komus przywalic. To wszystko przez Pastucha! On kompletnie spieprzyl swoj pierwszy skok - w probnej dowalil 216 m, a w konkursie skoczyl 40 metrow blizej. Potem narzekal, ze organizatorzy specjalnie rozbieg ustawili, zeby nie dalo sie daleko skakac. Jasne, Harri, puknij sie w leb. Juz organizatorzy nie maja co robic, tylko przejmowac sie jakims Parobkiem z Rovaniemi. Nawet ja nie wiem, gdzie to w ogole jest, to co dopiero oni.
     
    Prawda jest taka, ze Pastuch mial do odsypiania dwie noce, a nie jedna jak my - i to go zwalilo z nog. Jak w piatek wieczor wyszedl na impreze, tak wrocil w sobote przed poludniem. I jeszcze sie chwalil, jaki to on junak zaliczyl w nocy piec panienek. I tak skromnie. Ilta-Sanomat dowiedziala sie, jakie opowiesci krazyly o nim na skoczni - ale ponoc tylko do dwoch doliczyli. Ciekawe, jak go potem pytali, wszystkiego sie wyparl. Nie cierpie go! I wciaz zastanawiam, czy dziewczyny sa slepe, zeby poleciec na takiego Parobka. Chyba zostane gejem...
     
    Nie nie, zle ze mna. Dosc tych narzekan. Lecimy do domu, a juz za kilka dni zawody w Suomi. Dokopie wszystkim. Jestem Mistrzem, jestem Najlepszy i w super formie. Finlandia bedzie miala nowego bohatera!

    piątek, 22.2.2008

    Jestem Miszczem. Po pierwszym dniu skoków w Oberkowie zajmuję szóste miejsce. Wyprzedzają mnie farciarze Austriacy (trzech!!!), pajac Romøren oraz ten tam Małysz. Jutro im pokażę, co oznacza być Finem. Aho, Pastuch i Kanapowy pokazali dziś dno totalne i są gdzieś tam w tyle. Lazaniowy oddał najkrótszy skok, jego chłopak też lądował daleko przed punktem K. Mój triumf jest całkowity.

    Aho zwala winę na chorobę - znów ma gorączkę! Ale czy jest się czemu dziwić? Wczoraj znów pobiegł gdzieś w szpilkach, kiedy tylko Tiia przestała go pilnować. No i ma za swoje.

    Jutro zamierzam pobić rekord skoczni i zdobyć medal. Żadne farciarskie fircyki nie pozbawią mnie glorii mistrza.

    czwartek, 21.2.2008

    Jesteśmy w dalszym ciągu w Oberkowie. Mieszkamy we wiosce kilka kilometrów dalej. To takie zadupie, że nawet sklepu żadnego nie ma. Chłopaki wysłali mnie do miasta po piwo - niestety, wszystkie auta były w użyciu. Nikt się tym nie przejął - powiedzieli, że mogę nawet stopem pojechać, byle bym im to piwo przywiózł. Udało mi się skołować środek transportu, co widać na załączonym obrazku. Mistrz w potrzebie może sobie pożyczyć rower od tubylców.

    Poza tym dóóóóóóóóóóóóół. Tommi coś mówi o złocie, tymczasem patrząc na wyczyny nasze w porównaniu z norweskimi - złoto wygląda tylko jak jego urojenie. Trzech z nich lądowało w kwalkach powyżej 200 m - pajac Ber zaliczył 207! - a trzech z nas na 189,5. Dół i żenada. W dodatku Pastuch i Kanapowy dostali wyższe noty i byli o dwa miejsca wyżej. Aho nie brał udziału w kwalkach - odwalił dwa całkiem dobre skoki w treningach i wystarczająco się zmęczył.

    Cóż, jutro nowy dzień - jeszcze dokopiemy fircykom Koja. Suomi on paras!

    PS. Brzydal zajął trzecie miejsce w kwalkach. Trzeba będzie obmyślić na niego jakiś plan...

    środa, 20.2.2008

    Jedyne, co mnie pociesza, to tegoroczne plakaty zawodów w Kuopio. Tym razem poznali się na klasie mistrza i umieścili moją twarz - co prawda w otoczeniu Emeryta, Kanapy i Ćpuna. Brak natomiast Parobka - i to jest piękne. Kuopio on paras.

    środa, 20.2.2008

    Ogólnie rzecz biorąc: wielki dóóóóóóóóóóóóóół.

    Piłem przez trzy dni, ponieważ życie potrafi dokopać. Nagle zrobiła się środa, ale to nawet lepiej. A jeszcze lepiej, że wyjechaliśmy do Oberkowa, bo jak ojciec zauważył, że jego zapas Koskenkorvy został wyczerpany, nie był zadowolony. Ojciec ma sekretne hobby: od dwudziestu lat zbiera Koskenkorvę i to we wszystkich ekskluzywnych wydaniach - ma nawet o smaku salmiaków i renifera. A raczej miał...

    Drugi konkurs w Willach to była porażka i żenada. Wygrał - nie uwierzycie - fircyk Romøren. Ja byłem dopiero 13-ty. W ogóle jakieś cuda działy się w tym konkursie, począwszy od tego, że w serii próbnej Pastuch skoczył najdalej, Matti był czwarty, a Lazaniowy piąty. Lazaniowemu podrzuciłem przed konkursem narty Lindströma, czego ten dureń oczywiście nie zauważył. W każdym razie Lazaniowego mieliśmy po pierwszej serii z głowy. Matti wyczerpał zapas dobrych skoków już na wstępie i w konkursie zajął miejsce 24. Pastuch walczył do końca, a ostatecznie skończył na czwartym miejscu. Dobrze mu tak, choć to i tak za wysoko dla niego. Aho ma już siły tylko na jeden skok w konkursie - i tak się zdarzyło, że tym razem było to w II serii, dzięki czemu udało mu się przesunąć z 16-go na 9-te. Żenada. Morgi zajął dopiero piąte miejsce, ale i tak wygrał Puchar Świata. Farciarz.

    Romøren wygrał zawody, ale podejrzewam, że było to bardzo nieczyste zagranie. Jeszcze w nocy cierpiał na sraczkę i naprzemienne rzyganie - a wiem to stąd, że miałem pokój niestety obok jego pokoju i słyszałem, jak co minutę leciał do łazienki, a w przerwach płakał, że już nie może. Musieli mu dać coś na wstrzymanie i bardzo żałuję, że nie przeprowadzono potem kontroli antydopingowej. Romøren po konkursie wyglądał w każdym razie tak, jakby miał odlecieć. Mięczak.

    Pojechaliśmy do Oberkowa w składzie: oczywiście mistrz ja, emeryt Aho, kanapowy Matti, ćpun Lappi i niestety parobek Olli. Nie rozumiem generalnie obecności całej reszty, bo to straszne cieniasy. Tommi mówi coś na temat złota drużynowego... Ten człowiek ma urojenia. Gdyby mi dał skakać za całą drużynę, to jeszcze miałby szanse.

    Pastucha nie jestem w stanie ścierpieć. Dziś o 13 odbyła się konfrencja prasowa, na której nie raczył się pojawić, bo spał w najlepsze. Tommi zadzwonił do niego z instrukcją dojazdu, a w słuchawce usłyszał: "Która godzina?" Wiecie, co jest najgorsze? Że wszyscy są tym rozbawieni. MTV3 napisali osobny artykuł, a Tommi, Vaciak i Lappi śmieli żartować sobie publicznie i rozwodzić się na jego temat. No czy to nie jest największa niesprawiedliwość i podłość świata? A ja, odpowiedzialny reprezentant ekipy oraz wzór subordynacji, jestem pomijany milczeniem. Moją wypowiedź znów skrócili do jednego zdania.

    Dóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóół.

    Jutro skaczemy kwalifikację do konkursu indywidualnego. Coś trzeba będzie wymyślić, bo nie jestem już w stanie patrzeć na gębę Pastucha...

     

    sobota, 16.2.2008

    Jestem Najlepszy, choć w konkursie mogło być lepiej. Dokopaliśmy farciarzom Austriakom, ale za to przegraliśmy z fircykami Koja. Dóóół i żenada. Musiałem stać potem na podium z rozczochranym Hilde, Jacobsenem, który ułożył chyba nowe słowa do hymnu, oraz Kochem, który ucieszył się z maskotki. Dobrawdy żenada - otaczają mnie idioci.

    Konkurs zaczął się świetnie, oddałem wspaniały skok. Mogłem polecieć dalej, ale kręciło mi się w głowie od perfum Romørena, który skakał zaraz po mnie. Największy fircyk skoków wylądował metr dalej ode mnie. Farciarz. Jeden jedyny raz w życiu życzyłem Pastuchowi, żeby daleko poleciał - na szczęście nie zmarnował okazji i po jego skoku prowadziliśmy. Austriacy polegli już na początku i przestali się liczyć w walce. Czas najwyższy. Niestety, dwójka, na której wszyscy polegali pewnie najbardziej (co za niesprawiedliwość!) - czyli Kanapowy i Emeryt Aho - kompletnie dała ciała. No, Matti jak na swoją obecną formę to właściwie zachwycił - ale odnośnie Aho to kompletnie brak mi słów. Nie wiem, jakim cudem on ma rekord tej skoczni. Dziś ledwo 135 metrów zaliczył.

    W drugiej serii Romøren znów pokazał, że jeśli chodzi o lądowanie, to musi się jeszcze wiele nauczyć - ale nawet mimo upadku Nory wciąż prowadziły! Co za niefart. Jak już raz uda się nam wygrać z Austriakami, to z kolei tacy Norwegowie są przed nami. Dóóóóóóóóóóóóóóół. Trochę stracha napędzili wszystkim Francuzi, bo Brzydal oddał taki skok, że po I serii fircyki Niemeli były trzecie - a stać z nimi na podium to by był koszmar, bo perfumy mają jeszcze mocniejsze od Romørena. (Prawda, że dziwne? Sam bym w to nie uwierzył.) Na szczęście jego koledzy udowodnili, że Francuzi mają tyle wspólnego ze skokami, ile Finlandia z krokietem.

    Jutro konkurs indywidualny. Rozniosę fircyków w proch i pył. Muszę jakiś kominek znaleźć - Romøren będzie wyglądał zjawiskowo, jak mu tam łeb wsadzę.

    piątek, 15.2.2008

    Znów jesteśmy w jakichś Willach - ja nie wiem, czy oni w Europie nie umieją wymyślić jakichś bardziej oryginalnych nazw? Same Oberki i Wille. Żenada. W każdym razie skaczemy tu zawody na skoczni, której Aho jest jakimś farciarskim rekordzistą. Ponoć skoczył tutaj 152 metry (sam twierdzi, że nawet dalej. Co za...). Cóż, patrząc na wyczyny Schli-coś tam, można się spodziewać, że Aho długo rekordzistą nie pobędzie.

    Kwalifikacje nie poszły tak dobrze, jak mogły. Zająłem co prawda wysokie szóste miejsce, ale przed sobą miałem takie miernoty jak Pastuch czy Romøren. Dóóóóóół. Dobrze, że Lazaniowy został w tyle - bo w treningu urządził fajerwerki i był siódmy! Skandal! Z naszych awansowali też Kanapowy (był 24-ty) i Lappi (cudem, bo z przedostatniego miejsca). Poległ Lindström, który znalazł się w towarzystwie Kazachów, Ukraińców i Białorusi. Mówiłem, żeby wysłać go na Kontynentala!

    Cóż, kwalifikacje to kwalifikacje. Jutro zawody, a tam mistrz pokazuje swoją wielkość.

    niedziela, 10.2.2008

    Wiecie co? Okazało się, że ten nasz trener nie jest taki głupi, na jakiego wygląda. Przyjeżdżam do domu, włączam kompa i czytam o tym, że w Liberku okradli Hofera z kolegami, a także kilku dziennikarzy. Wygląda na to, że mieliśmy tym razem szczęście. Ale Czechom mówimy od teraz zdecydowane NIE.

    Na lotnisku pojawił się po mnie Joonas, ale mu grzecznie odmówiłem. Wzięłem taksówkę (30 euro!), bo nie chciałem ryzykować, że zawiezie mnie gdzieś do Jyväskylä. Ja muszę na Puijo, a skocznia w Jyväskylä przecież zupełnie nie nadaje się do skakania... W Kuopio w dalszym ciągu taka mgła, że na 50 metrów nic nie widać. Żenada.

    sobota, 9.2.2008

    Dzisiejszy dzień nie należał do najlepszych, ale usiłuję znaleźć pocieszenie w tych pozytywnych aspektach, a jest ich całkiem sporo:

    Matti zajął w konkursie zaszczytne 30-te miejsce. Mówiłem, że nie powinno się go ruszać z kanapy - tylko dlatego, że wygrał Mistrzostwa Finlandii.

    Lazaniowy zajął miejsce 29-te, więc możecie zrozumieć, o jakim poziomie skoków jest mowa. Jego kolega Brzydal był niewiele wyżej.

    Pastuch znów zapomniał, że po skoku się ląduje - zaliczył glebę po przypadkowo dalekim skoku i pożegnał się z udziałem w drugiej serii.

    Morgi nie wygrał konkursu ani nawet nie zrobił tego Schli-cośtam. Wygrał fircyk Jacobsen, taka odmiana.

    Aho kompletnie spieprzył drugi skok - miał szansę na wygraną (farciarz), ale niestety. Ja bym na jego miejscu wstydził się ludziom pokazywać. Na emeryturę, dziadek! Od lat to powtarzam.

    Ja wygrałem ponownie kwalifikacje i skasowałem kolejne 2000 euro. Dokupię sobie do pralki lodówkę. Jestem Wielki.

    Niestety, w konkursie nie było już tak dobrze i z szóstego miejsca spadłem na dwunaste. To wszystko wina Czechów, bo dmuchali pod narty swoim cieniasom.

    Wczorajszy dzień również nie zakończył się najlepiej. Najpierw wygrałem kwalifikacje, ale w konkursie zająłem dopiero 10-te miejsce!! No, dzięki wspaniałemu skokowi awansowałem o pięć pozycji, więc może nie jest tak tragicznie. Pastuch był wczoraj 28-my, a Matti kompletnie zawalił drugi skok i skończył na 22-gim. Nie ulega wątpliwości, że jestem najsilniejszym punktem w naszej ekipie - szkoda, że muszę skakać z takimi cieniasami.

    Tommi dostał paranoi i przestał wychodzić z hotelu. Boi się, że go okradną. Cóż, ostatecznie Liberek to też Czechy i Czesi. Na skoczni machał nam dziś Vaciak, bo Tommi zabarykadował się w pokoju i powiedział, że nie wyjdzie. Kolejny świr do kolekcji. Jak my mamy do czegokolwiek dojść z takim trenerem? Przecież w skokach trzeba być odważnym!

    piatek, 8.2.2008

    Jestem Wielki - ale to oczywiste. Wygralem przeniesione z wczoraj kwalifikacje do dzisiejszego konkursu. Zostawilem w tyle Romørena, Kocha i Malysza. Parobek w ogole znalazl sie gdzies w drugiej dziesiatce, a Kanapowy byl jeszcze dalej - co za cieniasy. Niemy awansowal z ostatniego miejsca - farciarz. Lamaga Kiuru nie dostal sie w ogole do zawodow, co oznacza, ze chyba jestesmy skazani na Pastucha podczas Lotow.
     
    Skasowalem 2000 euro i bede sobie mogl kupic nowa pralke. Tylko ze juz zdazylem zaplacic Joonasowi za naprawe tej starej. Ona byla juz przygotowana do wywiezienia na zlom, a ten duren dorwal sie do niej i naprawil, choc nikt go nie prosil!
     
    Dzis wieczorem jest konkurs, w ktorym tez zamierzam byc zwyciezca - i tym razem skasowac 30000. Co prawda Morgi ladowal na 134 metrze i to z obnizonej belki, ale ja wierze, ze sprawiedliwosc zatriumfuje. Nikt nie moze tak skakac jak on, to jest zbyt podejrzane.

    środa, 6.2.2008

    Jedziemy do Liberca - czyli znów do Czechów. Tommi postanowił zaryzykować, że zwiną mu kolejnego notebooka - jego sprawa. Może to dlatego Vaciakowi jeszcze nie kupiono? Nie takie durnie w tym Hiihtoliitto siedzą... Jedziemy w składzie: Mistrz, Emeryt, Pastuch (niestety), Niemy i Łamaga Kiuru. Kiuru??? Aż się sam zdziwiłem. Ale może to oznacza, że Tommi testuje nowe siły na zastępstwo dla Parobka w Mistrzostwach Lotów. No, może być ciekawie.
     
    Aho w każdym razie niby już wyzdrowiał. Nie wiem, po co on tam jedzie, skoro o Pucharze Świata może zapomnieć. Natomiast do kadry dołączył także - uwaga - Kanapowy. Miałem nadzieję, że mamy go z głowy na miesiąc, a tymczasem Tommi chyba się już stęsknił. Nie chcę nic mówić, ale Tommi zawsze jakoś podejrzanie Mattiego lubił. Osobiście nie wierzę, by dwa tygodnie leżenia na kanapie przyniosły jakiś efekt. Mistrzostwo Finlandii wygrał czystym fartem.
     
    Podczas pobytu w Kuopio pilnie trenowałem na Puijo swoją mistrzowską formę. Czas już zacząć wygrywać z tymi mięczakami, którzy startują w Pucharze Świata. Era Happonena rozpoczęta. Joonas woził mnie na treningi, bo żal mi było motoru z garażu wyciągać. Ten cymbał zabłądził dzisiaj w mgle... i dojechaliśmy aż do Pieksämäki. A tak się dziwił, że droga z Rypysuo na Puijo dzisiaj wyjątkowo jakaś długa. Poradziłem mu, żeby sobie ABS kupił, to będzie mu mówić, gdzie ma jechać. Kasę ma, skoro tak z ludzi zdziera za pralki. Tak czy owak, treningi przepadły, bo wróciliśmy do Kuopio dopiero wieczorem... Dóóóóóóóóóóóóół.

    poniedziałek, 4.2.2008

    Nareszcie w Kuopio! Podróż do domu nie była miła, ponieważ w samolocie dosiadł się do mnie Vaciak i zapytał, czy może skorzystać z mojego komputerka. (Hiihtoliitto jeszcze nie zaopatrzyło go w nowy, na razie dostał tylko Tommi - pewnie Marvaila mu z własnej kieszeni kupił... Pieprzone pedały.) Będąc mistrzem i w mistrzowskim nastroju łaskawie mu pozwoliłem. Vaciak tymczasem wyjął nowo zakupioną kolekcję Szoguna w wersji oryginalnej i tak spędził obok mnie dwadzieścia godzin lotu. Dóóóóóóóóóół.

    Na lotnisku żadnego uroczystego powitania nie było, wyszli tylko rodzice i tradycyjnie Joonas. Joonas na mój widok rozdziawił gębę i już miał zadawać jakieś nieprzyzwoite pytania, ale go Anna trąciła w bok, i zamilkł. Popatrzyłem na niego z góry i zapytałam, czy chce mój autograf. Joonas powiedział, że z chęcią: na kwicie naprawy pralki, za którą skasował 120 euro. Co za drań! Mógłby mistrzowi odpuścić! A on jeszcze dodał, że to i tak zniżka po znajomości. Dóóóóóóół. Wiedziałem, że ta pralka nadaje się do wywalenia. W końcu kto jak kto, ale ja znam się na złomie...

    niedziela, 3.2.2008

    Jestem WIELKI po raz drugi. Japonia zawsze należała do mnie, a mój triumf jest niepodzielny. Nie mogę się doczekać powrotu do Kuopio i uroczystego witania na lotnisku.
     
    Zająłem dziś ponownie drugie miejsce w zawodach. Wygrał znów Morgi, ale to nie mąci mojej chwały. Zbaczycie, jeszcze się okaże, że Morgi leciał na czymś cały sezon - i zdyskwalifikują go z wszystkich wygranych. Warunki dziś panowały straszne, wiało, padało i w ogóle - więc tym bardziej pokazałem klasę mistrza. Po pierwszej serii byłem dopiero czwarty, wyprzedzali mnie jakiś Rusek i ten cienias Romøren. W finale skaczący przede mną Bardal rąbnął 132 metry i pewnie myślał, że mnie to speszy. Dobre sobie! Przywaliłem mu 134 i Bardal mógł się gonic. Ber i Rusek spękali przed mistrzem - i tak oto ponownie stanąłem na podium. Niby jeszcze pogratulowałem Morgiemu, ale co miałem zrobić, jak kamery wszystko kręciły?
     
    Pastuch wygrał kwalifikację, ale chyba zapomniał, że potem skacze się jeszcze konkurs, który jest ważniejszy. Naprawdę nie wiem, co on zrobił w swoim skoku, ale wylądował na 92-gim metrze i zajął zaszczytne 48-me miejsce. Brawa dla Parobka! Lappi dostał się tym razem do konkursu i nawet do drugiej serii przeszedł, ale zajął jakieś nędzne miejsce w trzeciej dziesiątce. Za trzy tygodnie Mistrzostwa Świata w Lotach. Wyznam wam, że nie widzę godnych nazwisk, które obok mnie mogłyby uzupełnić nam drużynę. Aho pojedzie, bo Tommi go lubi, Matti pojedzie, bo wygrał Mistrzostwa Finlandii. Pozycja Pastucha jest mimo wszystko niepewna...
     
    Vaciak płaszczy się przede mną i w nagrodę zabrał mnie do najlepszej restauracji w mieście. Czekaliśmy godzinę, aż nam przyniosą żarcie, a kelner poprosił mnie o autograf. Niestety, podawali nam jakieś robaki, ślimaki i inne muszelki, więc kazałem Vaciakowi zaprowadzić się do McDonalda. Mistrz nie będzie się żywił jakimś świństwem!
     
    Wracamy więc do domu. Oby w Kuopio były wymarzone warunki do treningu, bo muszę wzmocnić swoją formę, żeby w Oberkowie II nareszcie dokopać Morgiemu.

    sobota, 2.2.2008

    Jestem WIELKI!
     
    W dzisiejszych zawodach w Sapporo zająłem w pięknym stylu drugie miejsce. Wyprzedził mnie tylko farciarz Morgi, ale nie zamierzam sobie nim głowy zawracać. Dokopię mu w następnym konkursie. Japonia należy do mnie. Po pierwszej serii wyprzedzał mnie jeszcze Koch, ale spękał przed mistrzem w finale i skoczył kilka metrów krócej. Dobrze tak Austriakom. Ja w finale skoczyłem 130 metrów i wykopałem Jacobsena, który stał na pozycji lidera i przesuwał się w klasyfikacji. Niech sobie fircyki Koja nie myślą. Poza tym dostałem wafelki i kielich. Morgi dostał puchar, a Koch kieliszek i bardzo się z tego cieszył.
     
    Pastuch był dopiero szósty, to żenujące. Jak Aho wróci z łóżka, a Matti z kanapy, będziemy mieli drużynę na loty do Oberkowa II - a Pastuch będzie tym czwartym, niestety...
     
    Z innych wesołych rzeczy: nie ma Lazaniowego, a jego chłopak Brzydal nie wszedł do drugiej serii. Lappi nie zakwalifikował się w ogóle do konkursu, a warto wspomnieć, że startowało tylko 51 zawodników i on był jedynym, który się nie dostał. Nie wiem, czy jest sens organizować kwalifikację tylko po to, by wypieprzyć Lappiego... Skoczył 90 metrów i jeszcze się przewrócił przy lądowaniu. Jakim trzeba być ofermą? Pewnie nie widział w ogóle zeskoku, bo mu na lotnisku skonfiskowali cały zapas prochów i przez cały pobyt tutaj jest lekko nieprzytomny.
     
    Przylecieliśmy do Japonii we środę, a tutaj był już czwartek. Czuję się jak u siebie. Jestem tu mistrzem. Na lotnisku chcieli mi skonfiskować mój komputer, który przecież dostałem rok temu podczas Mistrzostw Świata! Sprowadzili jakąś tłumaczkę, która powiedziała, że szukali go od roku i że komputery były wypożyczone tylko na czas pobytu. Też coś! Pogroziłem im pięścią i krzyknąłem "Mistrz Happonen Hautamäki Ito Sayonara!", wtedy zaczęli się zginać w pokłonach i zaraz mnie przepuścili.
     
    Jutro następny konkurs. Liczę, że moi wierni fani będą oglądać, choć w czasie fińskim będzie to środek nocy. Nie bądźcie mięczakami!