Havu's profileHavuPhotosBlogListsMore Tools Help

Blog


    poniedziałek, 31.3.2008

    Dóóóóóóóóóóół.
     
    Konkurs mistrzowski się nie odbył, bo wiało. A tak chciałem dokopać Hautamäkim i oczywiście Aho - w końcu to emeryt. Niestety, wszystko poszło nie po mojej myśli, więc ostatecznie zdobyłem srebro, bo uznali wyniki konkursu piątkowego. Wice-misztrz, co za żenada...
     
    Wracam do Kuopio, a tu wiosna, śnieg się topi, na Puijo zielono jak szczypiorek. A tak chciałem trenować, trenować i jeszcze raz trenować. Mistrzostwo zobowiązuje. Z drugiej strony teraz mogę pojechać na zasłużony urlop. Hmm, może z powrotem do Ruki? Tam jeszcze śnieg poleży z miesiąc, więc trochę sobie potrenuję. Trzeba utrzymywać formę!
     
    Oznajmiłem rodzicom o moim awansie na lidera reprezentacji. Ojciec zapytał: "Reprezentacji czego?", a matka: "Zjadłeś wszystkie kanapki?" Uparcie drążyłem temat i wspomniałem o psie przy bramie, żeby bronił nasze domostwo przed natrętnymi fankami oraz namolnymi dziennikarzami. Ojciec powiedział, że Burek się do tego nie nadaje, a poza tym my nie mamy bramy. Ręce mi opadły i poszedłem chociaż zbroić swój pokój, bo przecież mogą zechcieć dostać się przez okno...

    sobota, 29.3.2008

    Życie jest piękne - szkoda tylko, że wszystko dzięki Aho. Ale co tam, on i tak odchodzi, więc muszę zacisnąć zęby i przetrzymać. Telewizja wali do mnie drzwiami i oknami i może powinienem powiedzieć rodzicom, żeby przy bramie postawili psa, zanim paparazzi zaczną się wdzierać na teren naszej posiadłości.

    Jesteśmy w Ruce, dziś mamy skakać Mistrzostwa Finlandii, choć czarno to widzę, bo strasznie wieje. Natknąłem się rano przy recepcji na tego dziadka, co trenował Polaków, ale go wykopali. Zapytał mnie, co to za miejsce, a że trzeba okazywać starszym szacunek, odpowiedziałem grzecznie, że Ruka. Dziadek się oburzył i powiedział, że bzdury gadam, bo w Ruce nigdy nie wieje.

    Wczoraj skakaliśmy konkurs ot tak sobie, jakoś nikt dokładnie nie wiedział po co i w jakich ramach. Pewnie Hiihtoliitto wprawia się przed zawodami pożegnalnymi Aho, które mają być w lipcu - też nikt nie wie, co to w ogóle będzie. Najważniejsze jest to, że zająłem wysoką drugą pozycję i przegrałem z Aho tylko 13 punktami. W innym wypadku byłby dóóóóóóóóół, ale cieszy mnie fakt, że Kanapowy przegrał z nim ponad pięćdziesięcioma. Innymi słowy rządzimy, totalnie zdemolowaliśmy resztę.

    Dni mojej chwały właśnie trwają i nie zamierzam dopuścić do tego, żeby się skończyły. Sam Aho powiedział w telewizji, że moja kariera zapowiada się obiecująco, a Marvaila także się rozwodził nad moją osobą. MTV3 robi ze mną wywiady i reportaże. Jestem Wielki. I jakoś nikt nic nie mówi o Pastuchu, którym wszyscy jeszcze niedawno tak się jarali. Może ma to związek z faktem, że Pastuch na zawody nie przyjechał, ale za to dalej wyżywa się w mediach. Kilka dni temu znów objechał Marvailę. Ten facet zaczyna się robić nudny. I rzeczywiście, nawet gazety zaczęły się nim nudzić. Oto co napisał jeden z dziennikarzy dla Iltalehti. Chyba sobie wydrukuję i powieszę nad łóżkiem:

    Ech, Harri Olli ty. Przez chwilę już myślałem, że obudziła się w tobie pokora. Na tyle słodko prosiłeś o wybaczenie Janne Marvailę w wywiadzie dla Lapin Kansa.
    Wczoraj jednak znów walnąłeś z grubej rury w Etelä-Suomen Sanomat.
    No, tak prawdę mówiąc wtedy w Lapin Kansa zupełnie nie brzmiało to jak ty.
    Narzekałeś na błędy w systemie trenerskim Hiihtoliitto, że skoki wychodzą ci tylko wtedy, kiedy trenujesz sobie w spokoju. A kiedy na miejscu są oficjele, wtedy spadasz na bulę.
    To, Harri, nie świadczy o systemie trenerskim. To świadczy o tobie.
    Mówisz, że wpadłeś w gniew, kiedy na Mistrzostwa Świata w lotach nie zabrano twojego trenera Kimmo Kykkänena. Potrafisz sobie przypomnieć, że coś takiego ci obiecano? Byłaby to zresztą dość dziwna obietnica, zważywszy że także trenera Janne Ahonena, Ariego Saukko, nigdy na zawody nie wysyłano. Choć czasem byłby po temu powód.
    Z tego gniewu w dniu wyjazdu pojechałeś od razu na lotnisko i opuściłeś konferencję prasową. Kierownictwo drużyny skłamało za ciebie, że zaspałeś.
    Czy rozumiesz to, Harri, że bardziej konsekwentne kierownictwo zostawiłoby cię w kraju?
    Mówisz, że duch drużyny jest zły. O ile wiem, jest on zły tylko wtedy, kiedy ty jesteś na miejscu. Nie zdziw się, jeśli któregoś dnia już w czasie podróży dostaniesz po łbie, na tyle się już wszystkim sprzykrzyłeś.
    A, jeszcze jedno. Informacja o twoich nocnych wybrykach nie przyszła od drużyny.

    Są jeszcze porządni dziennikarze na tym świecie. Choć ja bym napisał to krócej i prościej: "Harri, ty jełopie. Wracaj na swoje pastwiska i nie pokazuj się nikomu na oczy." Bo sądzę, że takich odszukanych form literkowych Pastuch po prostu nie skuma...

    środa, 26.3.2008

    Aho zakończył karierę. Oczywiście, to było jedyne rozwiązanie, żeby wyjść z twarzą - skoro reprezentacja Finlandii ma najjaśniejszą gwiazdę: mnie. Nie darował sobie jednak i zorganizował konferencję prasową. Ten człowiek zrobi wszystko, żeby się dostać do mediów i być na świeczniku. Całe szczęście, to już ostatni raz. 30-letni emeryt, hehe... Nawet emocje już nie te, bo na konferencji rozpłakał się przy wszystkich. Nie żeby to robiło jakąś różnicę, skoro wszyscy płakali. Zupełnie nie wiem czemu. Cieszcie się, ludzie Finlandii! Nadeszła era prawdziwego Mistrza!

    Kiedy już wszyscy wrócili do siebie, na miejsce mówcy wprosił się Marvaila i przez pół godziny recytował przebieg kariery Aho. To niemożliwe, nikt nie może mieć takich osiągnięć. Gdzieś w połowie zasnąłem... Może gdyby Marvaila zrobił prezentację muli... mutim... no, komputerową, byłoby ciekawiej - choć wciąż mówimy o karierze Aho - ale chyba mu się odechciało po ostatnich ekscesach Pastucha, który znów usiłuje zaistnieć w mediach i spuścił gromką krytykę właśnie na prezentacje Marvaili. Co za dureń. Pewnie jest zazdrosny, że w tych prezentacjach tyle jest cyferek...

    W każdym razie umarł Janne, niech żyje Janne. Długoletni sponsor Aho, Konika, zaraz przyleciał do mnie i podpisał kontrakt. Wszyscy mnie jednogłośnie wymieniają jako następcę Aho. Też coś! Nie jestem żadnym zastępcą! Zamierzam dokonać takich osiągnięć, że przyćmią te nędzne wyczyny Aho, nad którymi Marvaila rozwodził się pół godziny. Jestem Najlepszy!

    PS. Myślę, że Aho płakał dlatego, bo uświadomił sobie, że już nigdy nie pobiega sobie w szpilkach po zawodach.

    czwartek, 20.3.2008

    Planica, Planica... Jestem Mistrzem i zawsze o tym mówiłem.

    Sezon się skończył, więc mogę korzystać z zasłużonego odpoczynku - ale ja jestem przykładem i wzorem mistrza, więc ćwiczę na Puijo, bo za tydzień mamy Mistrzostwa Finlanii. Nie zamierzam pozwolić, żeby jakiś Kanapowy znów fartem zdobył tytuł, na który zupełnie nie zasługuje.

    Planica to był popis mojej wielkości. Mówiłem, że ta skocznia mi leży prawie tak jak Puijo. Przez jury i sędziów nie udało mi się pobić rekordu, więc pajac Romøren cały czas się puszy, ale i tak jestem Wielki. Nie udało mi się także wygrać zawodów, bo zrobił to - w dodatku dwukrotnie - Schli-cośtam. Ale on na czymś leci, to pewne. Farciarze Austriacy nie byli takimi farciarzami w konkursie drużynowym i ledwo na podium stanęli. Wygrali niestety Norwegowie, a my znów byliśmy drudzy. Okej, można różne rzeczy gadać o Parobku, ale na mamutach radził sobie lepiej niż Hautamäki Senior...

    W ostatnim konkursie stanąłem na podium, czym przypieczętowałem swoją wielkość. Za sobą miałem Ermeryta Aho, który leciał już na bezdechu, żeby nie dać się wyprzedzić mądrali Hildemu w generalce. Udało mu się zresztą, a w pierwszym konkursie był nawet drugi, co za cuda... Od razu widać, że przerwa od szpilek robi dobrze, choć na uzależnienie oczywiście ciężko jest coś poradzić. Ale nie darował sobie ekscesów i po zawodach obściskiwał się przy wszystkich z jakąś babą za namiotem. Ten to wstydu nie ma.

    Ja za to byłem największą gwiazdą Planicy - dostałem kulę za loty oraz zostałem obwołany Człowiekiem Roku. Nareszcie się na mnie poznano!!! Tak naprawdę to Kula ponoć należała się Aho - zupełnie nie wiem czemu. Było to tak, że po ostatnim konkursie przychodzi do nas jakiś tubylec i koniecznie chce brać ze sobą Janne. Wykorzystałem sytuację i nawet pokazałem mu dowód. Zabrali mnie do namiotu i wręczyli kulę za loty. Jako prawdziwy mistrz nie protestowałem. A Człowiekiem Roku miał być mądrala Hilde (też coś), ale czego się dziwić po Słoweńcach, którzy przez cztery dni nie trzeźwieli?

    Skoro o tym mowa... Aho nawalił się już w drodze na lotnisko, przy czym stał się bardzo wylewny. Ściskał się ze wszystkimi, a najbardziej z Tamim i Tommim. Pieprzone pedały, zawsze wiedziałem, że te żony to ściema. Mnie osaczyli ludzie z Hiihtoliitto i nie dawali mi się ruszyć na krok! Myślę, że ma to jakiś związek z faktem, że szybko schowałem Kulę i nikomu jej nie pokazałem, mówiąc wszystkim, że dostałem od organizatorów przenośne DVD. Nie był to chyba za dobry pomysł, bo Vaciak tak się napalił, że nie puszczał mnie od siebie na krok, a potem wyznaczył mi ochronę. Ciężkie jest życie mistrza...

    Bardzo ubolewam nad faktem, że na lotnisku w Helsinkach nie czekały na mnie tłumy fanów i dziennikarzy. Znów jakieś oszustwa. Nawet nawalony Aho nie pomógł - widać to nie taka sensacja jak nawalony Pastuch. No ale Aho nie robi się agresywny, wręcz przeciwnie: nie bluzga, tylko prawi wyrazy miłości - a jak jest z Pastuchem, wszyscy wiedzą. Skoro o Aho mowa - postanowił zakończyć karierę. To najlepsza decyzja, jaką podjął w ciągu ostatnich lat, nie ma wątpliwości. Zadzwoniłem do niego z gratulacjami, ale zapytał tylko: "Kto taki?" Dóóóół.

    Poza tym odbyło się uroczyste pożegnanie naszego beznadziejnego trenera. Zepchnęli go z Velikanki i kazali się popisywać przed tłumami, które pewnie nie wiedziały, kto to w ogóle jest. Tommi był bardzo wzruszony, ale to nic w porównaniu z Marvailą, który płakał przez cały dzień, aż wstyd go było brać do samolotu. Myślę zresztą, że nie podobało mu się to przytulanie Aho...

    To tak w wielkim skrócie o tym, co działo się ostatnio. Na szczęście wciąż mamy piękną zimę, więc mogę pilnie trenować i szlifować swoją mistrzowską formę. W Ruce pokażę wszystkim, że pojęcie Mistrz Finlandii nabrało nowego wymiaru. Nadeszła Era Happonena!

    poniedziałek, 10.3.2008

    Dóóóóóóóóóóóóóóóóóóół.

    Norwegia to dno, zawsze o tym wiedziałem. W Oslo wiało i niestety nie wygrałem Nordica. Co za idiota wymyślił, żeby zbudować skocznię na czubku góry? Kiedy skakałem w pierwszej serii, nadeszło jakieś tornado i rzuciło mnie na setny metr. W drugim skoku pokazałem klasę i oddałem najdłuższy skok konkursu, ale co z tego, skoro było już po grze? Zająłem w Nordicu marne trzecie miejsce, a wygrał Schli-cośtam. Żenada. Przede mnie wepchnął się jeszcze mądrala Hilde. Aho wykazał się w stopniu podobnym i zajął miejsce 4. Dno. Reszta naszych... nawet nie wiem. Ale dno do trójkąta. Bardzo dobrze, że tę skocznię chcą wysadzić. Na nic innego nie zasługuje.

    W Kuopio tymczasem odwilż. Śnieg spływa z Puijo i o treningu można tylko pomarzyć. Ale ja się nie poddaję. Na Velikance zamierzam pokazać, że jestem Miszczem i żaden Schli-cośtam mi nie podskoczy. Albo taki emeryt Aho. Dwa lata temu triumfowałem w Planicy! Pobiję rekord świata i będę mógł pajacowi Romørenowi zagrać na nosie.

    sobota, 8.3.2008

    Jestem Miszczem i dlatego czasem nie mam czasu, by pisać na blogu. Zwłaszcza kiedy dzieje się tak dużo. Tymczasem jesteśmy w Oslo, za nami kilka konkursów, o których trzeba coś więcej napisać.

    1 - Lahti
    W Lahti wiało jak... w Lahti. Niczemu się nie dziwię. Poskakaliśmy sobie tylko w piątek na treningach i na tym się skończyło. Zawody odwołali i bardzo dobrze, bo nie ufam nikomu z Lahti. Co prawda odniosłem tam swoje pierwsze pucharowe zwycięstwo, ale to było zanim Vaciak zaczął robić przekręty z Lahden Hiihtoseura.

    2 - Tommi
    Tommi ogłosił, że nie będzie nas więcej trenował. Cóż, jaki był, taki był. Pieprzone pedały i te sprawy. Marvaila wyglądał na mocno przybitego, tymczasem w mediach spekulują już, że i on poleci ze stanowiska szefa skoków. Może by puścić do Iltalehti jakiś cynk na temat natury ich związku? Albo raczej: nienatury...

    3 - Kuopio
    Zawody z Lahti przeniesiono do Kuopio i to była najlepsza decyzja, jaką Hofer kiedykolwiek podjął, choć później starali się jak mogli, żeby mi zaszkodzić, ale się nie dałem. Kuopio to miejsce mojego triumfu. Na Puijo zarządziłem, rozniosłem w proch i pył wszystkich fircyków i wygrałem pierwszy konkurs Turnieju Skandynawskiego. Jak mówiłem, Turnieje to moja specjalność.

    4 - Kuopio 2
    Drugi konkurs odbył się w bardzo trudnych warunkach: padał śnieg. Zająłem wysokie piąte miejsce, a wygrał - nie uwierzycie - emeryt Aho. To był największy przekręt tego sezonu, no bo przecież Aho i Puijo wykluczają się wzajemnie. Wszystkim szczęki opadły, a sam Aho cieszył się jak dziecko i zainteresował się samym Turniejem... Trzeba niestety przyznać, że Turnieje to także jego specjalność.

    5 - Nykänen
    Nagrody wręczał nam Matti Nykänen, który później koncertował w Puijonsarvi. Tym razem, dzięki Bogu, zostały nam oszczędzone rzępoły Lumpa Kantee i jego bandy. Na imprezie była nasza grupa, ze dwóch Japońców - i żadnych fircyków. Ruuskanen i Kanapowy chyba wyjątkowo dobrze bawili się w swoim towarzystwie, choć obaj przyszli z laskami. Ja też mam dziewczynę. Nie pamiętam, jak ma na imię, ale to nieważne, bo rozmawiamy o mnie. Ber miał rację, jak mówił, że na zwycięzców wszystkie laski lecą.

    6 - Norowo
    Przylecieliśmy do Norowa. Co za zadupie. Na skoczni wiało, treningi i kwalifikacje przenosili, potem były jakieś cyrki w konkursie, ale pokazałem swoją klasę. Zająłem trzecie miejsce, a wyprzedził mnie tylko Kitel i Schli-cośtam. Wciąż prowadzę w klasyfikacji Turnieju, ale Aho uparcie depcze mi po piętach. Nie dam się, jutro ostatni konkurs i zamierzam wygrać. Jestem Mistrzem, jestem Najlepszy.

    Generalnie same plusy. Rządzę. Wskoczyłem już do dziesiątki Pucharu Świata. Wyprzedziłem Romørena i zamierzam jeszcze się przesunąć, bo wciąż mi się kręci w głowie od jego perfum, kiedy skaczemy po sobie. Fircyki Koja i Niemeli zamiatają bulę - Lazaniowy w ogóle się nie kwalifikował, a Nory spalają się, gdy chodzi o walkę o zwycięstwo. Pastucha nie ma. Mam dziewczynę. Jestem Miszczem.

    Jedno tylko mąci mą radość - Joonasa zabrali do woja i nie mógł być świadkiem mojego triumfu na Puijo. Dóóóóóóóóóóóóóóół. Ale niech mu już będzie. Poza tym obchodzi dziś urodziny, więc Najlepszego! Że tak zacytuję z jednego filmu: Jeśli czegoś chcesz, na pewno ci się uda. Oczywiście, dorównać takiemu mistrzowi jak ja - to mało realne...

    poniedziałek, 3.3.2008

    Jestem Najlepszy!!!