Havu's profileHavuPhotosBlogListsMore Tools Help

Blog


    środa, 25.4.2007 20:39

    To już środa??? Gdzie się podziały poniedziałek i wtorek??? Arrrgh. Ostatni wpis był o zgrupowaniu w Rauhalahti... Hmm, co to się działo na drugi dzień? Vittu, czemu ta klawiatura tak głośno stuka? Nie mogę myśleć!
     
    Na drugi dzień czyli w niedzielę czekało nas kilka nudnych wykładów oraz kilka zabawnych przerywników. Wykłady Tommiego dotyczyły chyba naszej postawy w ubiegłym sezonie, a zwłaszcza na tle poprzednich sezonów oraz innych ekip. Jak można się domyślić, nie wypadliśmy jakoś super. Tommi przygotował jakieś wykresy, zgubiłem się już przy drugim. Marvaila zmieniał mu folie i obawiam się, że kompletnie mu się pomieszały - co zresztą zupełnie nie przeszkadzało Tommiemu nas zjechać, ponieważ każda folia obnażała bolesną prawdę, niezależnie od kolejności.
     
    Protestowałem głośno, że to wszystko wina warunków, inaczej miałbym Kryształową Kulę i komplet medali, ale na słowo "warunki" Tommi poczerwieniał i się wściekł do reszty, i zawołał: "Nie przegraliśmy przez warunki!!!" Marvaila musiał go uspokajać, pieprzone pedały, tak publicznie przy wszystkich! Powiedziałam, co o tym myślę, a Tommi wykazał się zdumiewajacym słuchem i oznajmił, że jestem pierwszy na liście... do kadry B. Dóóół...
     
    Aho jak zawsze miał wymówkę, że takiemu mistrzowi jak on może się zdarzyć słabszy sezon. Matti przezornie trzymał się cały czas za kolano - tylko czasem mu się myliło, czy miał kontuzję lewego czy prawego... Kiuru i Lappi wyglądali na odpowiednio przybitych. Tylko Harri rozwalił się na swoim krześle i patrzył na wszystkich z góry, a na czole miał wypisane: "Zdobyłem dla ekipy JEDYNY medal". Ale dostało mu się za swoje: Tommi kilka razy i głośno podkreślił, że jedyny medal z Sapporo był zupełnie niespodziewany, i równie dobrze mógłby użyć słowa "przypadkowy". Miło było patrzeć, jak z Harriego schodzi powietrze. Na koniec ktoś, kogo imienia nie będę tu wymawiać, podkradł się do niego od tyłu i kopnął krzesło, jak się bujał... i tak oto wielki Harri Olli spadł z wyżyn do poziomu gleby. Dobrze mu tak. Nie lubimy zarozumialców.
     
    W połowie dnia ktoś nareszcie zorientował się, że Koja nie powinno tu być, i wszyscy potracili głowy. Padały rozmaite propozycje, co z tym fantem zrobić - osobiście najbardziej przypadła mi do gustu ta, żeby wepchnąć Koja do przerębli, to już nigdy nie zdradzi fińskich tajemnic Norwegom, niestety, nie znalazła szerszego poparcia. Kojo ze śmiechem dał się wyprosić z sali i powiedział, że nie usłyszał przez te dwa dni niczego, co w ogóle dałoby się zastosować z jakąkolwiek korzyścią w kraju, który zalicza się do światowej czołówki. Tommi wyglądał, jakby miał ochotę go zabić, Marvaila musiał go trzymać. Huhu...
     
    Ogólnie rzecz biorąc nie dowiedzieliśmy się niczego nowego ponad to, że jesteśmy nieudaczniki, ale Tommi jeszcze się za nas weźmie, żeby w przyszłym sezonie Norwegowie oglądali tylko nasze plecy. Chyba musimy się zacząć przyzwyczajać psychicznie... To będzie ciężkie lato. Trzeba korzystać z ostatnich chwil wolności - chłopaki byli chyba takiego samego zdania i dlatego kompletnie nie pamiętam, gdzie się podziały poniedziałek i wtorek. Chyba muszę zadzwonić do Joonasa, on ma czasami lepszą pamięć...

    sobota, 21.4.2007 21:43

    Impreza urodzinowa Jussiego to była porażka. Towarzystwo stawiło się dokładnie to samo co u Koja - pewnie znów liczyli na darmowe piwo - a więc była też cała kadra trenerska z PHSu i okolic. I choć trudno w to uwierzyć, oni kontynuowali gadkę z poprzedniego wieczoru - tę o bachorach. Po pięciu minutach zamówiłem tequillę i odpłynąłem w niebyt. Nawet mistrz ma pewne granice swej wytrzymałości. Jak przez mgłę pamiętam, jak Kojo i Niemelä przekonywali Jussiego, że Milupa i Gerber są najlepsze.
     
    Obudziłem się u Joonasa w łóżku, kiedy zadzwoniła Anna. Ciekawe, skąd wiedziała, gdzie mnie znaleźć? I gdzie tę noc spędził Joonas???
     
    Dzisiaj mieliśmy zabawy ciąg dalszy, bo związek zorganizował nam zgrupowanie w Rauhalahti. Pojawiła się masa ludu z samego związku, z klubów, no i reprezentacje: nasza i kombinatorów. Było kilka wykładów - jeden prowadził Marvaila, a Tommi siedział w pierwszym rzędzie i entuzjastycznie bił brawo co chwilę, nie zdając sobie sprawy, że wszyscy patrzą na niego jak na idiotę. Za to Marvaila był wyraźnie uradowany - i mrugał do Tommiego zalotnie co jakiś czas. Pieprzone pedały.
     
    Na zgrupowanie wprosił się Kojo, choć nikt go nie zapraszał. Jako że większość leczyła kaca po wczorajszym, nikt nie protestował. Ciekawe, jakie z naszych strategicznych sekretów i planów treningowych wywiezie do Norwegii? W każdym razie podczas wykładu Marvaili wymieniali się z Niemelą kartkami. Ciekawe, co tam sobie pisali? Historię wyrzynania ząbków?
     
    W przerwie zgarnęli do towarzystwa Aho, który też ma doświadczenie w ojcostwie. Byłem już w takiej desperacji, że chciałem się topić w Kallavesi, ale niestety wciąż jeszcze zamarznięte jest. Ukoronowaniem wieczoru była sauna i piwo - niestety, tym razem po jednym na głowę. Jutro kontynuacja - tym razem Tommi ma mieć jakieś wykłady, ciekawe, czy będzie rzucał z mównicy gromy na Harriego, hehe. Dzisiaj łysy unikał go przez cały dzień, a Tommi świadomie i bardzo publicznie go ignorował. Zapowiada się interesująco. O ile wcześniej nie zabiją mnie szacowni ojcowie opowieściami o pampersach...

    piątek, 20.4.2007 20:32

    Wczoraj w Glorii odbyła się impra urodzinowa Koja. Kojo szerokim gestem zaprosił pół Kuopio i wszystkim stawiał - jak ja nienawidzę burżujów! Ten buc na każdym kroku musi obnosić się z tym, ile mu płacą Norwegowie. Arrrgh. Tradycyjnie przyszli Vaciak, Nikkola i Niemelä. Pojawili się trenerzy z PHSu i Toni Nieminen. No i oczywiście chłopaki - Ville, Jussi, Matti, z których każdy coś Kojowi zawdzięcza, o czym Kojo nie zamierza zapominać. Wpadło kilku kumpli z klubu, którzy Koja znają bardziej z telewizji niż z doświadczeń osobistych. No ale skoro była okazja do wypicia, to co mieliśmy nie iść? Tylko wciąż nie wiem, czy warto było narażać się na takie poniżenie jak wtedy, kiedy Kojo machnął na mnie i zawołał: "Sześć piw!"
     
    Z tych zawdzięczających Kojowi karierę najwięcej do zawdzięczania ma oczywiście Matti. Ja wiele potrafię zrozumieć, ale wydaje mi się, że Matti przesadził - po trzech piwach bezalkoholowych (co zasugerował barmanowi pewien życzliwy kolega Mattiego) zaczął wygłaszać mowę pochwalną pod adresem Koja, którą niewątpliwie sam ułożył, a na koniec rozpłakał się w jego ramionach. Może jednak trzeba było podać mu normalne piwo, to wiele by nam zostało oszczędzone. 
     
    Nie uwierzycie, oni cały wieczór przegadali o bachorach! Kojo ma trójkę, Niemelä ma dwoje, Jussi ma jedno, a Nikkola i Nieminen też tam coś hodują. Tematy nocnego karmienia, przewijania i rozmiarów wózków stanowiły temat tej pogadanki, a przy kwestii żłobków i przedszkoli prawie się pobili! Ludzie! Normalnie jakaś psychoza!
     
    Dzisiaj picia ciąg dalszy - urodziny Jussiego.

    sobota, 14.4.2007 10:13

    Sprawa mojej przyszłości wciąż budzi niezrozumiałe dla mnie kontrowersje i wypłynęła przy dzisiejszym śniadaniu. Wszystko przez tę małpę Annę, która znów zaczęła się chwalić, jak to najlepiej na roku zdała egzamin. Matka się zachwyciła i powiedziała, że też powinien pójść na jakieś studia. Studia! Też coś! Czy Małysz ma studia? Albo Jacobsen? Albo nawet pożal się Boże Ahonen??? Nie żebym przywiązywał wagę do tych farciarzy czy miał ich za wzór, czy coś. Tak tylko mówię, żeby wykazać, że mistrzowi skoków żadne studia do niczego potrzebne. Harri studiuje i co? Większego głąba na tym świecie nie ma.
     
    Ta jędza moja siostra popatrzyła na mnie i powiedziała, że studiów dłubania w nosie jeszcze nie wymyślili. Czasami to się żyć odechciewa, jak ta smarkula mnie traktuje w ten sposób. Zero zrozumienia ze strony rodziny, dóóół...

    piątek, 13.4.2007 18:56

    Starzy mi marudzą, że powinienem sobie znaleźć robotę. Matka przy śniadaniu rzuciła do ojca, że mógłby mi coś na kolei załatwić, na co ojciec zakrztusił się kawą i ledwo z tego wyszedł. Potem zasugerował, że skoro mam motorynkę, to mogę to wykorzystać i zatrudnić się jako mleczarz, gazeciarz albo listonosz. Albo chociaż lody sprzedawać na Puijo, jak to kiedyś latem. Wstałem od stołu, popatrzyłem wymownie i odszedłem do własnego pokoju.
     
    Czy oni nie rozumieją, że ja jestem mistrzem skoków? Artystą! Nie będę się zniżać do pospólstwa i pracować! Muszę mieć wolność twórczą! Muszę mieć swobodę, by skoncentrować się na skokach i rozwijaniu talentu!
     
    No nie, właśnie dostałem sms-a od Joonasa, że zatrudnił się w pralni miejskiej na wiosnę... Co za żenada.

    czwartek, 12.4.2007 20:00

    Kto by pomyślał, że życie Mistrza może być tak żałosne? Chyba wpadnę w depresję. Sezon się skończył, zima się skończyła i nawet nie mam jak trenować swojej ambicji. Z całej tej frustracji wczoraj usiłowałem coś zrobić w tej sprawie. Udało mi się wywołać zamieć śnieżną, jakiej nawet podczas zimy nie było. Miasto zostało sparaliżowane, za to na Puijo śnieg zaległ piękną warstwą. Jechałem sobie swoją motorynką, gotów zaraz trenować. Wszystko byłoby pięknie, gdybym pod samą skocznią nie wpadł na jakiegoś niedzielnego rowerzystę...
     
    Obaj wylądowaliśmy nieprzytomni w szpitalu. Co za żenada. Okazało się, że tym pajacem był ten głąb Joonas, który zobaczywszy, że na skoczni da się skakać, wskoczył na rower i zaraz pojechał mnie o tym poinformować. Kiedy odzyskaliśmy przytomność, na dworze było piękne słońce, a po śniegu ani śladu. Człowiek się stara i wszystko mu idzie na przekór. Zazdrośni koledzy rzucają mu kłody pod nogi - czego jak czego, ale po Joonasie bym się tego nie spodziewał. Dóóóół...

    wtorek, 3.4.2007 19:35

    Harri toczy swoją wojnę podjazdową. Po radio YLE wytoczył ciężką broń i wystąpił w programie na MTV3 - o siódmej rano, czy ten człowiek nie ma lepszych sposobów na spędzanie czasu??? Cyferki mu spać nie dają?? A może fuksje tryptaniczne??? - gdzie dalej krytkował Tommiego, Marvailę i kumpli z ekipy. Ale najlepsze było na koniec: powiedział, że stać go na sukcesy na miarę Mattiego Nykänena...
     
    Czy program oglądali jacyś psychiatrzy??? Ten chłopek ma melomanię czy inną manię wielkości i może być niebezpieczny dla innych! Od zawsze wiadomo, że życie na północy źle wpływa na ludzi... Chociaż mam wrażenie, że na niego źle wpłynęła przeprowadzka do Lahti.
     
    To JA jestem WIELKI i NAJLEPSZY! To MNIE czekają sukcesy, które poślą Nykänena w otchłań zapomnienia. A nie jakiegoś pastucha reniferów z Laponii!

    niedziela, 1.4.2007 11:50

    Wczoraj była impreza w Glorii. Jussi został ojcem i z tego powodu stawiał wszystkim jak leci. Chyba z rozpaczy. Co za dureń, na pewno wpadli z Kaisą. Ja bym nigdy nie popełnił takiego błędu. Nie chwaląc się, o aktycepcji wiem wszystko. Przez cały wieczór bałem się, żeby Jussi nie poprosił mnie na ojca chrzestnego, bo to oczywiste, że chce mnie nim zrobić. Ale ja nie chcę koligacić się z Hautamäkimi. Są dla mnie za ciency. Nie pozwolę im przysporzyć sobie splendoru moim nazwiskiem.

    Nie wiem, co mi chłopaki dali, ale film mi się urwał. Dziś rano dzwonił Joonas i mi mówił, że ponoć zrobiłem striptiz na stole. Straszne. Taka kompromitacja. Dóóóóół.

    Ale nie wiem, czy mam się czego wstydzić. Taki Matti urżnął się dwoma piwami i odśpiewał arię pochwalną na cześć swojej bratanicy. Cóż, on chyba zawsze uważał się za utalentowanego muzycznie, w jakimś wywiadzie stwierdził nawet, że "gra na wszystkim". Taaa... Chyba na grzebieniu i komórce. W każdym razie wszyscy patrzyli na niego jak na idiotę i nikt nie był w stanie wydusić słowa. Inna sprawa, że alkohol był mocny i palił w gardle.

    W międzyczasie wpadł Vaciak i opowiedział wszystkim historię życia Jussiego oraz jego drogę do kariery (do jakiej kariery???), a Niemelä - ten zdrajca, co zostawił nas w PHSie i poszedł do Żabojadów - kiwał tylko głową i powtarzał: "Zawsze o tym wiedziałem". Niemelä zresztą cały wieczór przegadał z barmanem, a na koniec tańczył nawet do śpiewu Mattiego. Co za żenada...

    Wpadli też Nikkola - kolejny zdrajca ojczyzny - a nawet sam Kojo. Kojo był wściekły, że niby go nie zaprosili - ja się wcale nie dziwię, niech się bawi ze swoimi fircykami z Norwegii - ale wręczył Jussiemu książkę własnego autorstwa: "Jak wychować dziecko na mistrza skoków narciarskich", więc chyba aż taki wkurzony nie był. Czyżby Kojo miał nadzieję, że zostanie ojcem chrzestnym małej...?