Havu 的个人资料Havu照片日志列表更多 工具 帮助

日志


piątek, 29.6.2007 23:45

Koszmarne zgrupowanie się skończyło, wróciliśmy dziś do domów. Na lotnisku odebrali mnie Anna z Joonasem. Bardzo podejrzanie to wyglądało, ale nie miałem już sił komentować. Joonas klepał nonstop, jak to ciężko trenował na Puijo pod naszą nieobecność, niepomny na deszcze, zawieje i zimno. Jaaasne, już mu wierzę. Czerwiec mamy przecież. Joonas powiedział, że do Kuopio przyjechali na zgrupowanie Francuzi, a pojutrze przyjeżdżają Norwegowie. No tak, Kojo i Niemelä poprzywozili swoich fircyków podopiecznych. Nie wiem, jak zniosę tutaj Romørena, nie wspominając o Żabojadach, których nazwiskami zamierzam sobie mózgu zaśmiecać. Oj, będzie tłok na Puijo, ale ja jestem Mistrzem i jestem Najlepszy. Będą mieli punkt odniesienia dla swojej formy.

czwartek, 28.6.2007 21:45

Treningi, treningi, treningi. Tommi ma coraz więcej energii oraz coraz większy rachunek za telefon. W dodatku związek będzie musiał go zapłacić. Tymczasem my skaczemy na przestarzałym sprzęcie, bo federacja nie ma pieniędzy. No to już wiemy, na co idą. Zaczynam się zastanawiać, na co Tommi z Marvailą jeszcze wydają kasę. Pieprzone pedały.
 
Na treningach jestem niepokonany. No dobra, mruk Aho skacze dalej, ale sam widziałem, jak sobie ukradkiem ustawia wyższą belkę. Matti skacze co trzeci skok i mówi, że go kolano boli, a większość czasu spędza na kanapie w budce na górze skoczni. Lindström mógłby przenieść się na K90, przynajmniej lądowałby w okolicy punktu K. Olli udaje luzaka, ale jest tak, jak zawsze uważałem: w Sapporo miał po prostu farta, całe gadanie o wielkim talencie Harriego Olliego, to jedna wielka bzdura. Czemu nikt mnie nie chce słuchać??? Jedyny talent, jaki Olli posiada, to liczenie - spełnia wszystkie warunki na idealnego pastucha reniferów: upilnuje całe stado i żadnego nie zgubi.
 
Martwi mnie natomiast brak mediów. Tommi cienko stara się z tym robieniem z nas najlepszej drużyny świata, skoro nawet do mediów nie dotarła informacja o naszym zgrupowaniu. Do tej pory powinienem już udzielić pięciu wywiadów - tymczasem nikt nie był chętny. Miałem chociaż nadzieję, że jakieś fanki przyjdą podziwiać mnie na treningach, ale jedyna grupa, jaka nas codziennie obserwuje pod skocznią, piszczy tylko "Mattiiiiiiiiii!", "Harriiiiiiiiiii!", "Velluuuuuuuuuuuu!" Po jednym ze swoich skoków podszedłem do nich, widząc wyciągnięte przez kratki notesy z długopisami. Dziewczyny powiedziały, że chcą autograf największego przystojniaka ekipy. Kiedy wziąłem się za podpisywanie, dostałem po głowie notesem, a dziewczyny sobie poszły, mówiąc, że autograf Olliego załatwią sobie pod hotelem. Dóóóół. Cóż, Polki chyba zupełnie nie mają gustu.

wtorek, 26.6.2007 20:03

Byłem wczoraj wykończony i nie chciało mi się nawet napisać o treningach. Tymczasem mieliśmy wczoraj dwa treningi na skoczni oraz jeden na siłowni. Zaczynam się obawiać, że Tommi chce nas zabić. Kiedy tylko stracił z oczu Marvailę, postanowił wykorzystać swe nieprzebrane pokłady energii w inny sposób: znęcając się nad nami (czyli robiąc z nas najlepszą drużynę świata, jak on to określa). Najgorsze jest to, że Aho, Matti i nawet Lindström wcale nie wyglądali na cierpiących, gdy już wyszli z siłowni. Matti podśpiewywał sobie "Every day is like monday", Aho referował mu swoje tegoroczne starty w drag racing, zaś Lindström szczerzył się do rozwieszonych wszędzie reklam mleka, które jest jego sponsorem. Zupełnie jakby to był jakiś lekki trening. Tylko Olli wyglądał na odpowiednio zmordowanego, więc trochę z nim sympatyzowałem, tymczasem ta szuja wypchnęła mnie spod prysznica w naszym pokoju! I siedział tam potem godzinę, a mnie szampon prawie wypalił oczy. Skandal! I przez szum prysznica nie słyszał moich pogróżek obejmujących osoby jego, Tommiego i Mii. Dóóół. Poszedłem do trenera na skargę, ale rzucił we mnie butem narciarskim (ciekawe po co mu on w hotelu???), rozmawiając jednocześnie przez telefon. "Nie, kochanie, nikt mi nie przeszkadza". Uśmiechał się przy tym od ucha do ucha, więc jedno jest pewne: nie dzwonił do Mii.
 
Wieczorem znów poszliśmy do Morskiego Oka (nawiasem mówiąc, co to za durna nazwa?? Powinni brać przykład z naszego najlepszego klubu w Kuopio: Róg Puijo.) i tym razem udało mi się wymusić na Ollim, żeby mi postawił piwo. Zrobił to, ale patrzył na mnie jak na wesz - choć w sumie było ciemno, poza tym po tym szamponie i tak ledwo widziałem. Ale z Harrim Ollim to my sobie jeszcze pogadamy...

poniedziałek, 25.6.2007 19:07

Jakie to szczęście, że do Zakopanego dotarliśmy dopiero pod wieczór, bo inaczej ten sadysta nasz trener zaraz by nas zagonił na skocznię, co przy moim, lekko nadwerężonym, stanie byłoby dość bolesne. Patrzył z wyraźnym zawodem na skrytą w ciemnościach skocznię. Uwierzycie, że tam jest latem ciemno??? Co za dziwny kraj. W każdym razie jakoś nikogo chętnego do włączenia sztucznego oświetlenia nie było. Cudem ocalony - inaczej nie mogę tego nazwać. Nie przeszkodziło to Tommiemu zrobić nam dwugodzinnego wykładu na temat celów tego zgrupowania oraz oczekiwań, jakie ma wobec nas. Udało mi się zasnąć przy tej jego przemowie, niestety, trener to zauważył i zachował się w stosunku do mnie agresywnie. Co za brutal! A potem Harri cały czas prezentował publicznie, jak dostałem w głowę od Tommiego i zaryłem nosem w stolik, jakby to było baaaardzo zabawne. Ha ha ha.

W każdym razie drzemka pozwoliła mi nabrać trochę sił po podróży i kiedy wieczorem wybraliśmy się na miasto, byłem świeży, radosny i gotów na podryw. Założyłem swój dres wyjściowy (wyprasowany żelazkiem Harriego, które mu podebrałem, gdy śpiewał pod prysznicem), wyperfumowałem się pociągającym Axe i wyruszyliśmy. Wapniak Aho wolał zostać w hotelu, poszliśmy więc do Morskiego Oka we trzech: ja, Harri i Matti. Lindström zmył się w ogóle na cały wieczór, bo zdążył wcześniej zarwać jakąś blond piękność. (Choć mam wrażenie, że to ona zarwała jego - Lindström nie jest znany ze szczególnych talentów towarzyskich. On właściwie nie jest znany z żadnych talentów. Trudno być znanym, skoro się nie posiada.)

W lokalu była masa piszczących panienek, które zaraz obłapiły Mattiego i Olliego. Na ich medale poleciały, to oczywiste. Krzyknąłem na głos, że mam medal olimpijski, ale jakoś nikt nie zareagował. Widać muzyka za głośna była. Co gorsza, po ostatnim Tommi przestał mi wypłacać kieszonkowe, a koledzy zupełnie się nie przejęli, że nie mam na piwo. Ogólnie rzecz biorąc wieczór stawał się coraz gorszy: zero piwa, zero panienek. Kiedy piwo zapragnął mi postawić jakiś facet, który cały czas podejrzanie się mi przyglądał, uznałem że dość tego i że wracam do hotelu. Matti już był po swoich dwóch piwach i nadawał się tylko do odniesienia na kwaterę. Z Ollim było trudniej, bo rozkręcał się w miarę trwania imprezy i kolejnych piw i właśnie opowiadał grupie dziewczyn swoją ulubioną historię o Mistrzostwach Świata w Sapporo i o tym, jak zdobył srebrny medal. Co ciekawe, za każdym razem ta historia nabiera więcej szczegółów i ostatnia jej wersja brzmiała tak, że Harri pokonałby Ammanna z łatwością, ale ponieważ zahaczył nartą o nierówność w śniegu, sędziowie odjęli mu punkty. W każdym razie wina leżała po stronie sędziów, organizatorów oraz samego Ammanna, który nie przyznał, że to on, Harri Olli, jest prawdziwym zwycięzcą. Panny patrzyły na niego jak w obrazek, więc wkroczyłem w tę idyllę i powiedziałem, że wracamy do hotelu. Olli oczywiście nie chciał iść, ale przecież targanie Mattiego w pojedynkę nie wchodziło w rachubę, więc zagroziłem, że powiem trenerowi o jego romansie z Miią.

Było to pierwsze, co mi przyszło do głowy - przecież Miia nie spojrzałaby na Harriego, nawet gdyby miał pięćdziesiąt medali - ale Olli zbladł, strząsnął z siebie dziewczyny i posłusznie wziął Mattiego na plecy. Jestem w szoku. Czyżbym przypadkiem trafił w sedno i Olli ma coś do Mii??? Jestem bardziej genialny, niż myślałem.

niedziela, 24.6.2007 21:14

Obudził mnie mocny kopniak tego pastucha reniferów, Harriego. Od czasu urodzin piłem w piwnicy na umór i troszeczkę straciłem poczucie czasu. Myślałam, że przyszedł z życzeniami i prezentem, tymczasem okazało się, że minął cały tydzień i że mam się pośpieszyć, bo zaraz jedziemy. (Nawiasem mówiąc, prezent i tak byłby na miejscu z racji IMIENIN!!!) Byłem tak wściekły, że nawet nie spytałem dokąd. Chciałem go wywalić za drzwi i wtedy potknąłem się na pustych puszkach od piwa, wiwinąłem orła i przywaliłem głową w stół, lądując we własnych rzygowinkach. Powiedziałbym, że dóóóóóóóół, gdybym nie stracił przytomności. Jak przez mgłę pamiętam podróż, bo Harri, zarzuciwszy mnie na plecy, zabrał najpierw do samochodu (jechałem w bagażniku, bo Tommi zobaczywszy, że jestem w stanie upojenia alkoholowego, nazwał mnie opojem i kazał tam wrzucić), potem było coś na kształt lotniska, a następnie znalazłem się w samolocie (jak to dobrze, że mają tam papierowe torebki...). Sam nie wiem, kiedy zasnąłem z nosem w tej torebce. Obudził mnie kolejny kopniak od Harriego (ten dureń coś za dużo sobie poczyna ostatnio) i zakomunikowano mi, że jesteśmy już na miejscu, w .... Krakowie!!! Dacie wiarę? Zupełnie mi z głowy wyleciało to zgrupowanie. Cholerny świat. W każdym razie jadąc zakopianką, znów dostałem choroby lokomocyjnej, a Tommi tylko się złośliwie uśmiechał. Do czasu. Zadzwoniła Miia i trenera wyraźnie opuścił dobry humor. Nic dziwnego, wziąwszy pod uwagę, że Miia wymyśliła dla niego różowy garnitur na ślub. Buhahahahaha. Niedobrze mi.
 
Chociaż różowy Tommiemu wyjątkowo dobrze pasuje :> Ciekawe czemu...

wtorek, 19.6.2007 19:45

To, co się wczoraj wydarzyło, woła o pomstę do nieba.
 
Przyszedłem na imprezę znacznie "spóźniony" i zrobiłem tzw. efektowne wejście. Niestety nikt tego nawet nie zauważył, ponieważ impreza trwała w najlepsze, a nawet miała się już ku końcowi. Wyskoczył na mnie z mordą Jake (The Fucking Snake - jak sam siebie nazywa. Co za debil...), że co ja tak późno przychodzę, przecież umawialiśmy się, że będę wcześniej, i żebym nawet nie siadał, bo trzeba chłopaków porozwozić do domów. Popatrzyłem na niego z niedowierzaniem. Przecież ja mam dziś urodziny, przychodzę na moją imprezę-niespodziankę, tymczasem wszyscy dawno zalani, a ja mam robić za kierowcę??? A Jake na to: "Masz urodziny? Nie wiedziałem. Wszystkiego najlepszego. To co, może zawieź najpierw Hautamäkich, bo Matti już w trakcie drugiego piwa stoczył się z hukiem pod stół. Tylko się pospiesz, bo inni czekają."
 
Dóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóół.
 
Potem zadzwoniłem do Joonasa, żeby mu się wypłakać, a on mi na to, że mam mu głowy nie zawracać, bo ma randkę z moją siostrą. To znaczy, idzie do pralni i wie, że ona też tam będzie. Żenada. Nie dość że wszyscy mnie wystawili, to jeszcze mój najlepszy kumpel wolał iść do pralni, bo tam będzie moja siostra! Dno dna. Idę się upić w samotności.

poniedziałek, 18.6.2007 20:35

 Dziś jest WIELKI DZIEŃ - MOJE URODZINY!!!
Każdy o tym wie. A przynajmniej tak mi się wydawało.
Kręciłem się dziś trochę z chłopakami tu i ówdzie w oczekiwaniu, że złożą mi życzenia. Tymczasem nie doczekałem się. Ta banda nie ma w sobie za grosz przyzwoitości.
Aż nagle przyszło mi do głowy, że oni szykują dla mnie niespodziankę. Tak, to musi być właśnie to. Wszyscy mieli bardzo tajemnicze miny i kiedy Kantee powiedział, żebym wpadł wieczorem do Ketto, zrozumiałem, co się święci.
Udałem więc, że się niczego nie domyśliłem, i teraz szykuję się do wyjścia.
Ale nie będę się specjalnie spieszył.
Niech czekają na Miszcza.   

piątek, 15.6.2007 18:19

Wczoraj mieliśmy w Helsinkach konferencję prasową. Tak właściwie zostaliśmy zaproszeni na obchody dziesięciolecia naszego sponsora, co nie zmienia faktu, że na nowo zaistniałem w mediach. Co prawda jak patrzyłem potem do gazet, to okazało się, że moje przemówienie skrócili do jednego zdania. Co za dóóóół...
 
Chłopaki za kolejką wywnętrzali się na temat tego, co u nich obecnie słychać, a potem przechwalali się, co też zamierzają osiągnąć jeszcze w życiu. Co za loserzy. Wiadomo, że ja jestem Najlepszy i najbliższa zima (i lato oczywiście też) będzie należeć do mnie. Harri, któremu kłaki już odrosły, jak zawsze walnął z grubej rury i powiedział, że chce wygrać Turniej Czterech Skoczni i Mistrzostwo Świata w lotach. To i tak skromnie - zapomniał o Pucharze Świata.
 
Pewien trener, którego imienia nie będę wymawiać, wcisnął wszystkim ściemę, jakoby w zeszłym tygodniu mieliśmy zgrupowanie w Kuopio. Cóż, jeśli rzeczywiście takie się odbyło, to na pewno nie tyczyło się skoków i nie miało miejsca na Puijo. Był to raczej trening psychiczny: jak radzić sobie z trenerem w stanie załamania nerwowego. No tak, ślub już niedługo, a Miia ponoć suknię wybrała...
 
Skoro o tym mowa - Tommi przedstawił nam szczegółową analizę poprzedniego sezonu i to pod kątem najróżniejszych aspektów. Czy ten człowiek naprawdę nie ma nic do roboty? Zaczynam podejrzewać, że robił ją "po godzinach" z pewnym szefem skoków z naszego związku narciarskiego. To tak na wypadek, gdyby narzeczona pytała, czemu znów nie wrócił na noc do domu. Wyobrażam to sobie:
- Kochanie, mamy strasznie dużo pracy.
- Przecież sezon się skończył!
- Uwierz mi, skarbie.
- Śniegu nie ma, a ty się niby skokami zajmujesz! I ja mam w to uwierzyć???
 
Ubrali nas poza tym w jakieś pedalskie koszule (Nie muszę mówić, że pewnemu trenerowi było bardzo do twarzy.) Szef sponsora dostał obraz, który dumnie wręczyli mu Tommi i Aho. Zastanawiam się, czy to przypadkiem nie malunek samego Aho, ostatecznie on od lat tworzy jakieś mazy. O Boże, a jeśli to wzór kurtek na następny sezon???
 
Warto wspomnieć, że połowa naszej ekipy to łamagi - w sensie kontuzjowani. Kiuru połamał się w Planicy i jeszcze przez cztery miesiące na skocznię może sobie co najwyżej popatrzeć. Cóż, jak nie umie skakać, to może rzeczywiście niech już lepiej ograniczy się tylko do patrzenia. Lappi skręcił kostkę w listopadzie - jakim trzeba być idiotą, by będąc skoczkiem narciarskim, nabawić się kontuzji podczas gry w siatkówkę??? Matti uszkodził się nie wiadomo kiedy, ale teraz mu się odnowiło. A pomyślałby ktoś, że leżąc na kanapie, naprawdę nie można sobie zrobić krzywdy. Otaczają mnie loserzy. Cóż, ja jestem zdrowy, mam świetną formę fizyczną i pokażę wszystkim, jak można spożytkować taką energię.
 
Po juhannusie jedziemy na zgrupowanie do Zakopanego. Nie mogę się doczekać. Mają tam super lokal i chętne laski. Zakopane rulez.