Havu's profileHavuPhotosBlogListsMore ![]() | Help |
wtorek, 23.6.2009Nie wiedziałem, gdzie jestem, kiedy wpadł Vaciak i wyciągnał mnie na trening. Jakoś w ubiegłym tygodniu miałem urodziny, później nastał Juhannus, więc zrozumiałe, że przez kilka dni świętowaliśmy. Niestety, Vaciak był bezlitosny i zagonił mnie na trening. Na Puijo miła niespodzianka - moi przyszli koledzy reprezentacyjni, Japońce. Będę niezaprzeczalnie gwiazdą tamtejszej ekipy, biorąc pod uwagę ich wyczyny. Ylianttila najpierw puszczał ich z K90, a później zwątpił i zagonił na K65. Mam nadzieję, że moja mistrzowska forma doda im ducha i podtrzyma morale ekipy. Z naszych pojawili się tylko Larinto i niedojda Lindström. Myślałem, że on w ogóle skończył już ze skakaniem, a tu taka niespodzianka. Larinto chodził skrzywiony - pewnie mu Niemego zabrakło. Reszta nie dotarła. Pastuch pewnie kontynuował świętowanie, a Matti jako oficjalny powód podał, że nie chce pogłębiać kryzysu Hiihtoliitto i zostanie w domu. Podejrzewam, że ma to jakiś związek z nową kanapą Mattiego, którą kupił z oszczędności z butelek i puszek po piwie. W każdym razie Larinto i Lindström robili za doskonałe tło dla mojej mistrzowskiej formy. Aż mi żal, że nie było żadnych tłumów, by obserwować moje loty. Ale to Finlandia, niewdzięczny naród, który cieszy się z powrotu Emeryta Aho. Pojawiło się kilka zgrzybiałych staruszek oraz jakaś jedna laska, która wyglądała na bardzo posikaną, kiedy jej odpowiedziałem na powitanie. Dziwię się, że nie poprosiła o autograf - ale to pewnie moja wielka fanka i moimi autografami ma wytapetowany pokój. Lindström, który chyba zapomniał, co to fanka, przyszedł sam i zaczął ją zagadywać. Dziwne, nie przypominam sobie, żeby Lindström był taki obrotny - co za desperacja. Za dwa dni jedziemy do Ruki, skakać pierwszy konkurs Veikkaus Tour. Reszta cyklu dopiero za miesiąc - nie wiem, co za idiota wymyślił tę Rukę, ale nie narzekam, bo tam nigdy nie wieje. Ylianttila unika odpowiedzi na pytanie, co z moim przyjęciem do kadry... Przestaje mi się to podobać. czwartek, 4.6.2009Zacząłem przygotowania do następnego sezonu. Postanowiłem zostać na czas letni w kraju, bo w Japonii za dużo ludzi i tłok na skoczniach. Dziś Vaciak zwołał nas na pierwszy trening na Puijo, co nie było najlepszym pomysłem. Vaciak waży średnio tyle co trzech skoczków, więc jest odporny na wszelkie ruchy powietrza. Tymczasem w prowincji huragan mamy - pozrywało linie elektryczne i według gazet 50 tysięcy domów nie ma prądu. Vaciak kazał nam być mężczyznami i zasuwać na skocznię, choć krzesełka z wyciągu wiatr porwał i uniósł ze sobą. Podobnie stało się z Joonasem, który dostał na buli podmuch i zawisł na świerku. Ja w ogóle się nie odbiłem na progu, więc udało mi się wylądować bezpiecznie na 50-tym metrze. Matti z kolei dostał podmuch z przodu i poleciał na 150-ty metr - czyli lądował na płaskim. Ale ten spryciarz ustawił sobie tam kanapę i rozłożył wszędzie wokół poduszki. Trening skończył się, kiedy Vaciakowi zwiało krótkofalówkę, zaś sam Vaciak prawie został pozbawiony łysej glacy, kiedy ponad wieżą trenerską przeleciał talerz anteny satelitarnej. Vaciak doszedł do wniosku, że musi wrócić do domu i umocować własną solidniej, bo mu przepadną amerykańskie odcinki "Mody na sukces". Wspominał też o zajściu do elektronicznego po generator prądu, na wypadek gdyby znów odcięli - co zdarzyło się dziś kilka razy... Powinniśmy byli pojechać do Ruki, tam nigdy nie wieje. |
|
|