Havu's profileHavuPhotosBlogListsMore ![]() | Help |
piątek, 18.7.2008Nie mogę patrzeć na Pastucha. Znów trafił do gazet, bo jeździł po pijaku. Uważam, że takich powinno się izolować. Idzie sobie potem spokojny pieszy ulicą, a tu go taki Pastuch z dzikiej północy może rozjechać. On powinien mieć prawo tylko do jazdy na renach. Hiihtoliitto powinno go wypieprzyć na zbity pysk - może by pojechał do Szwedów albo nawet gdzieś dalej. I mielibyśmy spokój. Jestem w każdym razie oburzony. Nie przejmuję się tym jednak tak mocno, bo przyjechała do mnie moja dziewczyna z zagranicy i spędzamy miłe chwile, wybaczcie więc, że przez najbliższy czas nie będę nic pisał. Choć raz nie dóóóóóóóóóóóóóóół. wtorek, 15.7.2008
Cieszy mnie natomiast, że Pastuch zajął odległe miejsce pod koniec dziesiątki. Za wysokie progi na jego nogi - Puijo K120 to nie jakaś popierdółka jak Pastuchowo-Reniferowo. Tylko w jednym momencie się przeraziłem, bo ojciec rzucił się na jakąś małolatę i przy wszystkich zaczął ją ściskać. Mam nadzieję, że ten kabel Joonas nie opowie wszystkiego matce, którą zresztą traktuje już jako teściową. Matka przestanie wypuszczać ojca z domu, a ja przecież potrzebuję kierowcy! Cichcem usiłowałem wydostać się ze skoczni i udowodnić wszystkim, że noga nie noga, ale jeździć samodzielnie potrafię, ale nie wyszło to za dobrze i wjechałem w kupę wiórów pod skocznią. Wychodzi więc, że pomoc ojca jest na razie niezbędna... Dóóóóóóóóóół. Może powinienem zacząć od roweru - jak Kanapowy, który dziś na zawody przyjechał takim właśnie środkiem transportu? Siodełko miał oczywiście wyściełane poduszkami... Moim jedynym problemem w moim aktualnym stanie jest Vaciak, który koniecznie chce mnie obmacywać, a zwłaszcza moją nogę. Ja wszystko rozumiem, ale dziś publicznie i przy wszystkich zaczął mi ściągać spodnie na skoczni. Pieprzone pedały, wszędzie ich pełno i ja zawsze o tym wiedziałem. Dobrze, że jutro Vaciak jedzie do Vuokatti, a potem zaczyna się Letnia GP, więc będę bezpieczny. poniedziałek, 14.7.2008Chłopaki trenują na Puijo i codziennie wpadają mnie odwiedzić. Dziś wpadli na imprezę urodzinową Mattiego. Powiedzieli, że zanim bym dokuśtykał o kulach do lokalu, impreza dawno by się już skończyła, a Matti leżałby już pod stołem, więc postanowili wyprawić u mnie. Matti dostał nową kanapę, najnowszy model Koti Idea Soffa 2008, i z wrażenia aż zaniemówił. Przeleżał na niej cały wieczór z tępym wyrazem i głupawym uśmiechem - czyli nic nowego. Po dwóch piwach odpłynął do krainy snu i ostatecznie odwieźli go do domu razem z tą kanapą na przyczepce. Przy okazji z kanapą wywieziono Joonasa i Annę... Chyba muszę pogadać na poważnie z Joonasem. Jak coś, to lutnę mu kulą. Duszą towarzystwa był o dziwo Ruuskanen. Dziwię się, że w ogóle go ktoś zaprosił, bo on jest mocno nieletni. Dziwię się natomiast jeszcze bardziej, bo po porannym treningu Ruuskanen udzielił wywiadu. I to zagranicznego. Zupełnie nie mogę pojąć, kto i po co chciał z nim rozmawiać. Chyba nie wiedzieli, że Ruuskanen to na Puijo bardziej za dodatek do nart robi niż skoczka - przecież on nie umie skakać i w ogóle to jest jeszcze większa miernota niż Keituri, czemu więc jacyś dziennikarze chcieli z nim rozmawiać??? W każdym razie Ruuskanen był tym tak podniecony, że podczas opowieści co chwilę wybuchał płaczem - po kilku piwach wyznał zresztą, że ma do tego skłonności. Moim osobistym zdaniem mógłby zatrudnić się jako płaczka. niedziela, 13.7.2008Zaczął się tymczasem mój ulubiony cykl Veikkaus Tour, w którym niestety nie biorę udziału. W pierwszym konkursie w Lahti wygrał Pastuch. Dóóóóóóóóóóóóóóóóóół. Dalej było jeszcze dziwniej, bo za nim byli Jussi i Keituri, którzy zakończyli karierę. Tak, tak - te dwie miernoty. O Keiturim nie da się nic powiedzieć jak to, że na wiosnę ożenił się z tancerką z klubu erotycznego, Jussi zaś pracuje na budowie, gdzie kładzie parkiety i stawia ściany. Zupełnie nie wiem, co oni jeszcze na skoczni robią. Ale Keituri sam opowiadał, że żona go sponsoruje - i proszę: rok temu tak jęczał, że nie ma na skoki kasy. Ale czemu się dziwić? Jak się jest miernotą, to trudno, żeby mu ktokolwiek płacił. A Jussi chyba ma dość siedzenia w domu z bachorem Kią Mercedes.
czwartek, 10.7.2008Wracam do życia. Jak moi wierni fani dowiedzieli się z mediów i innych ośrodków przekazu, zostałem poszkodowany. Pisałem, że zgrupowanie w Klikowie to dobry pomysł - nie, to NIE był dobry pomysł i będę Vaciaka za to nienawidzić do końca życia. W Klikowie padłem ofiarą spisku stulecia. Jestem najjaśniejszą gwiazdą fińskich skoków i w ogóle Miszczem - więc nic dziwnego, że moje sukcesy budzą zazdrość. Jestem jednak osobą z natury ufającą ludziom i przyjazną otoczeniu, nie spodziewałem się więc, że moi koledzy z reprezentacji... Najgorsze jest to, że nie wiem, co było konkretnym powodem tego spisku! Jedno jest pewne: już przed pierwszym treningiem w Klikowie podpiłowano mi but. Lewy. Wszedłem na skocznię, zjechałem po rozbiegu z gracją, odbiłem się idealnie z progu, szybowałem z finezją ponad zeskokiem... i wtedy but pękł. Cud, że się nie zabiłem. Już widzę, jak Pastuch zacierał ręce z radości i wyobrażał sobie mój pogrzeb. Szwaby mnie zoperowały, wstawiono mi w nogę druta i od teraz będę przez półtora roku piszczał na lotniskach w bramkach. Dno dna. Ale pomimo nogi mój duch pozostał niezłamany. Myślę, że to był spisek na rzecz Aho. Wszystkie zaproszone na konkurs pożegnalny miernoty podłożyły się Emerytowi - wynik konkursu znany był, zanim konkurs się zaczął. Aho wygrał i dostał nawet za swój pokurczony lot i markowany telemark pięć dwudziestek. Wiedzieli, że ja się nie ugnę i wygram na Salpausselce, bo jestem tam mistrzem. Przekupili Lumpa, żeby mi załatwił buta - i proszę. A jak sobie pomyślę, że od teraz Aho ma się niby naszym sprzętem zajmować, to włosy mi się jeżą. Oczywiście nie pojechałem do Lahti na ten marny konkursik. Nie miałem ochoty oglądać, jak stare i młode miernoty płaszczą się przed Aho. Oglądałem potem zdjęcia i widziałem, że tłumy przyszły większe niż na Salpausselän kisat. Co za żenada, żeby w Finlandii na letnich skokach było tylu widzów. Widać pomyśleli, że skoro za bilety trzeba płacić, to jest coś ciekawego. |
|
|