Havu's profileHavuPhotosBlogListsMore ![]() | Help |
niedziela, 26.8.2007 21:33Nareszcie jestem w domu - tłukliśmy się przez pół Europy, ale jakoś dotarłem pod Puijo. Zakopane to była jedna wielka porażka. W drugim konkursie wygrał Małysz, za sobą mając tym razem Austriaków. To jest jedna wielka fra... fry... no, żenada w każdym razie. Zająłem marne miejsce, Pastuch był znów wyżej ode mnie, a Larinto zdyskwalifikowali. Uważam, że powinni rozwiązać cały ten Puchar Świata, bo wszystko i tak jest ustawione pod Małysza i farciarzy Austriaków - każdy i tak ma swój zawód, więc jakoś by przeżył. Olli mógłby wypasać swoje renifery, Lappi zostałby prawnikiem, a Matti - ekspertem od kanap. Ja jestem Mistrzem, więc też by było nieźle.
Tommi był wściekły na Larinto i na nas wszystkich i zakazał nam iść na miasto. Dóóóół. Skoczyliśmy po flaszkę na stację benzynową i imprezowaliśmy w hotelu. Nad ranem udało nam się zasnąć, ale nie na długo, bo około szóstej przyleźli z miasta Słoweńcy i Włosi, śpiewając na całe gardło jakąś śpiewkę. Idę spać, bo muszę nadrobić niedobór snu. sobota, 25.8.2007 15:35Nienawidzę Zakopanego, z roku na rok jest coraz gorzej. Jury ustawiło belkę na jakiejś niedorzecznej wysokości i w pierwszej serii były tylko cztery skoki powyżej punktu K. Żenada. Okazał się natomiast (ponownie) mój geniusz, ponieważ zdeklasowałem wszystkich i po I serii byłem siódmy. Parobek był gdzieś za mną, Lappi jeszcze dalej, a Larinto znów zdyskwalifikowali. Co za cymbał! Chociaż swoim miernym skokiem i tak by nie awansował do finału. Musi się jeszcze wiele ode mnie nauczyć. W II serii puszczono mnie na fatalny wiatr, aż mnie przycisnęło do zeskoku i wylądowałem dopiero na 15. miejscu, i Parobek znów mnie wyprzedził. Dóóóóóóół. To spisek na rzecz Małysza - wiedzieli, że mogę mu zagrozić. Małysz i tak nie wygrał, bo miał przed sobą farciarzy Austriaków. Dobrze mu tak.
W drodze ze skoczni skopałem wszystkie śmietniki, ale przyuważył mnie policjant i doniósł Vaciakowi, który zakazał mi wychodzić z hotelu. Dóóóóół. Larinto przepłakał cały wieczór (Tommi spuścił mu lanie za kolejną dyskwalifikację), Lappi wziął się za powtarzanie swojego prawa międzynarodowemu (po co to komu?), a Olli poszedł na imprezę. Wrócił - a właściwie go przynieśli - nad ranem. Na twarzy miał swój durny uśmiech i śmierdział papierochami. Wypchnąłem go na balkon i kazałem spać tam do rana. Dzisiaj rewanż i tym razem pokażę wszystkim klasę Mistrza. Jestem Najlepszy. piątek, 24.8.2007 14:56Zaczynam się na poważnie wkurzać. Parobek wygrał wczoraj kwalifikacje. To jest nie do pomyślenia!! Ja byłem dopiero szósty! Najdalej skoczył Schli-coś tam, żenada. Parobek najwidoczniej uważany jest tutaj za gwiazdę, rozdawał autografy, rozmawiał z tłumami, a promieniał bardziej niż ta ich lokalna gwiazda Małysz. Ciekawy jestem tych autografów - pewnie stawiał cyferki albo krzyżyki. Mnie jak zawsze nikt nie prosił o autograf, a przecież to ja mam medal olimpijski i jestem mistrzem. Lappi też cieszy się tutaj niezorozumiałą dla mnie popularnością - podpisywał się chyba godzinę i jeszcze gadał z dziennikarzami. Byłem już taki wściekły, że o północy wszedłem na dach hotelu i zacząłem zwoływać nawałnicę. Powoli, powoli nadeszła. Jestem Mistrzem nie tylko w skokach. To była piękna burza, najpierw całe niebo błyskało się nad górami i miastem, a potem w końcu lunęło. Ten akurat moment był jedynym moim słabszym - lunęło tak nagle, że złapało mnie na tym dachu i w mgnieniu oka byłem przemoczony do suchej nitki. Ubranie suszyło się całą noc... Dóóóóóóóół. czwartek, 23.8.2007 12:13Odwolali treningi, dóóóóóóóóóóóół. Wieje tu jakiś huragan, większy od tego Cyryla, który sprowadziłem na Europę w styczniu. W nocy się nie wyspałem - kolejny dół. Mamy pokoje obok Czechów i zza ściany dobiegały mnie całą noc jęki, trzeszczenia i krzyki. Wieczorem nie mogłem pójść do sauny, bo cały czas okupował ją Hajek z jakimś dziennikarzem. Pieprzone pedały, wszędzie ich pełno! środa, 22.8.2007 19:34Jesteśmy w Zakopanem. Pod hotelem powitały nas piszczące tłumy fanek - co się dziwić, przyjechał Mistrz. Zamierzam wygrać te zawody, przecież jestem Najlepszy. Jestem poza tym liderem ekipy, ponieważ Tommi nareszcie poznał się na mojej wartości. Aho po swoich nędznych występach w Turnieju 4 Narodów został w domu. Jak dla mnie mógłby już z niego nie wychodzić (czas na emeryturę, dziadek). O Mattim słuch zaginął, a brat postanowił dotrzymać mu towarzystwa. Jest tymczasem Parobek Olli, bo zrobił wrażenie na trenerze (ciekawe czym), Lappi, który skończył już zakuwać kodeks cywilny i przeszedł do prawa międzynarodowego, oraz jakiś Ville Larinto, który już zdążył zostać zdyskwalifikowany w zawodach COCa - żenada, prawdziwemu mistrzowi coś takiego się nie zdarza. W Zakopanem nie ma fircyków Koja ani Niemeli - nareszcie! Coraz więcej ludzi wymięka w obliczu mojego geniuszu i woli się nie wystawiać się na pośmiewisko. Jestem Wielki. poniedziałek, 20.8.2007 10:12Nareszcie w domu. Ile to się człowiek musi namęczyć, żeby być mistrzem skoków. 9 dni, a w tym pięć konkursów i cztery kwalifikacje, o morderczych treningach nie wspominając. I po co to wszystko? Żeby zająć nędzne jedenaste miejsce w klasyfikacji generalnej turnieju. Gdyby tak skasować tę pierwszą dziesiątkę, byłbym najlepszym z Finów i w ogóle. Olli wyprzedził mnie o jedna lokatę i piętnaście punktów, czym cały czas się chwali - numerofil. Pociesza mnie myśl, że Aho był dopiero trzynasty. W ostatnim konkursie nawet nie przeszedł do drugiej serii. Jest gorszy niż Lazaniowy. Ostatni konkurs to była porażka. Wiało albo w plecy, albo w ogóle nie wiało. Olli zajął ósme miejsce, ja trzynaste, ech szkoda gadać. Jedyne dobre w tej całej Szwajcarii to impreza wieczorem. Choć też nie do końca, bo co udało mi się zagadać jakąś laskę, zaraz mnie chłopaki do baru po piwo wysyłali. Wróciliśmy do hotelu nad ranem, a Linström wpadł w histerię i urządził pokaz, bo gdzieś mu przepadł paszport i wisiała nad nim straszna wizja pozostania w tym chorym kraju na dłużej. Aż mu prawie współczułem, w każdym razie wszystkie zaproszone laski uczynnie wzięły się za szukanie, co zresztą zakończyło się sukcesem. (Jedyny sukces Lindströma na tym wyjeździe.) W każdym razie dobrze być w domu i patrzeć na Puijo. piątek, 16.8.2007 22:02Wyrzeczeń ciąg dalszy. Po Pragelato pojechaliśmy do Einsiedeln. To we Szwajcarii. Jakiś idiota (Lump?) musiał pomylić drogę, bo jechaliśmy siedem godzin, a to przecież zaraz w sąsiednim kraju. Dojechaliśmy na godzinę przed treningiem i Tommi zaraz pogonił nas wokół skoczni. Ten człowiek nie ma serca. Nie wiem, na co Marvaila poleciał... W kwalifikacji, do której dotrwało już niewielu, wymiotłem i zająłem szóste miejsce. Wyprzedził mnie pastuch Olli - to zaczyna być denerwujące. Potem ogranizatorzy wymyślili jakieś uroczyste rozdanie numerów startowych dla dwudziestu najlepszych w rankingu Letniej GP. Publiczność, której chyba nie obchodziliśmy bardziej niż darmowe piwo i szynka w namiocie dla VIPów, zabawiana była grą lokalnej kapeli - muszę przyznać, że banda Lumpa przy nich to druga Metallica i w ogóle wyżyny muzycznego talentu. W grupie znalazł się między innymi Lazaniowy, który mnie o coś zagadywał. Kompletnie nie rozumiałem, co do mnie mówi - to był francuski czy jakaś odmiana angielskiego, którą włada tylko on sam? (Języków się uczyć, buraki!) Jego chłopak Brzydal nie zakwalifikował się do konkursu (a startowało tylko 54 zawodników, co za żenada), więc Lazaniowy szuka towarzystwa Mistrza. Na pewno usiłował wydobyć ze mnie tajemnice mego sukcesu. Oczywiście równie dobrze mógł mnie zapraszać na piwo. Tak czy owak - pieprzone pedały jeden z drugim, a ja się z takimi nie zadaję. Do konkursu zakwalifikowali się obaj Kanadyjczycy. Świat staje na głowie. Myślałem, że Kanadyjczycy to tylko w hokeja grają - nieraz dostali od nas łupnia, ihanaa leijonat ihanaa! W trosce o czystość ra... dyscypliny, skupiłem się, zebrałem swoje moce i sprawiłem, że zniknęli podczas wieczornego spaceru po mieście. Dwie laski, które szły za nimi, zaczęły wrzeszczeć ze strachu i uciekły w popłochu. Jestem Wielki. I mam oczywiście Moc. Teraz idziemy całą ekipą na imprezkę - trzeba podbudować nadwątlone tym ciagłym podróżowaniem siły. PS. Tak mi wpadła do głowy genialna modyfikacja kalendarza letnich zawodów: Kuopio, Kuopio, Kuopio, Kuopio, Kuopio. No, od biedy można wyskoczyć czasem do Lahti, niech już chłopaki mają. Ale na pewno nie do Rovaniemi, niech sobie pastuch nie myśli... Co mi przypomina, że Olli miał na rozdaniu numerów tak radosną minę, jakby co najmniej jego koszulka miała wzór w renifery. Nawet się specjalnie przyjrzałem, ale nic takiego nie było. Czyli to pewnie znów alkohol... A nie, już wiem: to były przecież NUMERY startowe. Olli pewnie oniemiał z rozkoszy na widok tylu cyferek w jednym pomieszczeniu... Ech, do niego zawsze trudno było dotrzeć. czwartek, 16.8.2007 17:23Dowiedzieliśmy się, że nasz główny sponsor, Finnair, wycofał się ze sponsoringu naszej wspaniałej kadry. Jak oni mogli? I kto teraz się nami zajmie? Pewnie znów jakaś debilna firma z debilnym logiem, które będziemy musieli nosić na czapkach i kaskach. Finnair był przynajmniej akweduktowy - kojarzył się z lataniem! A jak przejmie nas jakiś Fazer od czekolady albo VR od pociągów? Dóóóół. środa, 15.8.2007 23:23Jakich wyrzeczeń musi dokonywać mistrz skoków. Codziennie albo konkurs, albo treningi jakieś. Nie mówiąc o tym, że zmieniamy lokalizację co 2 dni i nawet na imprezki czasu nie starcza. Dóóół. Piszę z Pragelato, gdzie przyjechaliśmy dzisiaj na kolejne zawody. Przypominam, że Pragelato to miejsce, gdzie zdobyłem swój medal olimpijski. Jestem Wielki. Włoszki to gorące dziewczyny. Podrywałem kilka, ale poleciały na wszystkich pozostałych! To przez te ich blond włosy - wiadomo, że Włoszki wolą blondynów. Co za niefart, że jestem jedynym w ekipie pociągającym i męskim brunetem. Ale za to w kwalifikacji byłem najlepszy... z ekipy. No dobra, pastuch wyprzedził mnie o półtora metra, ale to dlatego, że skakał w innych warunkach. Okropnie tu wieje! A poza tym to straszna wiocha i wciąż nie wiem, jakim cudem zrobili tu olimpiadę. Nie mówiąc już o tym, że nie potrafią tutaj wypowiadać mojego nazwiska i mówią: "Apponen!" Skandal!!! Cieszę się uznaniem fotoreporterek. Jest ich tu cała masa, niektóre nawet ładne i zabijają się, żeby mi zrobić zdjęcie. Ignoruję ich, jak na gwiazdę przystało, ale wszystko widzę kątem oka i przybieram korzystne pozycje. Jestem najseksowniejszym przedstawicielem fińskiej ekipy, a może i całego Pucharu Świata. Co mi przypomina, że kanapowy jakoś nie znalazł się we Francji. Od początku wiedziałem, że wciska jakąś ściemę o tym specjalnym programie treningowym w Cur-coś tam. Albo to Marvaila - w ramach zemsty na Tommim - cofnął fundusze na zgrupowanie. Albo po prostu Mattiemu nie chciało mu się ruszać z kanapy, z czego ostatnia opcja jest najbardziej prawdopodobna. wtorek, 14.8.2007 22:47Nie wygrałem dzisiejszych zawodów! Byłem dopiero dwudziesty!!! Wiało mi w plecy jakieś 10 metrów na sekundę. Wygrał ten fircyk Romøren, uwierzycie? Przyjeżdżamy do Francji i kto nas wita? Kojo ze swoimi fircykami! Nawet mieszkali w naszym hotelu! No więc Romøren wygrał, a cienias Aho znów zajął dopiero 10. miejsce, choć tym razem już mu nawet nart nie smarowałem. Lazaniowy w ogóle nie dostał się do drugiej serii. Dobrze mu tak. Niestety, jego chłopak Brzydal zajął całkiem wysokie miejsce, więc Niemelä znów się puszy. Dóóóóół. wtorek, 14.8.2007 14:12Przyjechaliśmy do żabolandii. Niemelä czuje się jak u siebie - biega wszędzie cały radosny i popisuje się znajomością tego chorego języka, który mi osobiście przypomina miauczenie kota. Jego fircyki się noszą, a zwłaszcza ten Lazaniowy czy jak mu tam. Wczoraj był trzeci w kwalifikacji - to jakaś żenada! Widziałem na Puijo jego popisy. Teraz uważa się chyba za największą gwiazdę, a panienki sikają na jego widok. Tymczasem on wszędzie łazi z tym Chedalem-Brzydalem - pieprzone pedały. Ale czemu ja się dziwię? Przecież wiadomo, że wszyscy Francuzi to geje. Vaciak tryska entuzjazmem, za to Tommi znów smętny chodzi i ciągle tylko patrzy na komórkę. Czyżby tęsknił za Marvailą? Czyżby Vaciak nie okazał się takim fajnym partnerem - do golfa, rzecz jasna. Ale Marvaila chyba uznał, że też ma swoją dumę, i nie dzwoni... Tommi wcisnął nam jakieś ankiety do wypełnienia - testy psychologiczne! Czy on uważa, że to NAM potrzebny jest psychiatra??? No okej, Olliemu się przyda, bo jemu odbiło po medalu, a Lindström ma deprechę i wszyscy o tym wiedzą. Ale mi??? Mistrzowi? Zamierzam wygrać dzisiejsze zawody! niedziela, 12.8.2007 21:22Dzisiejszy konkurs to była kpina. Farciarze Austriacy zaczynają mnie wkurzać. Wygrał Morgenstern, a oprócz niego na podium był też Schli-coś tam. Nie mówiąc o tym, że w pierwszej piątce było ich jeszcze ze dwóch. Żenada. Ale to wszystko dlatego, że wiało im pod narty, jak zawsze. Ja zająłem dopiero dwudzieste miejsce i chyba przestanę skakać, bo zawsze mam wiatr w plecy. Wszystko jasne, to zmowa austriacka - przecież szef skoków jest Austriakiem, więc wszystkim rywalom rodaków każe skakać w najgorszych warunkach. Wiało chyba 5 m/s, jak siadałem na belce. Tommi mógłby złożyć kiedyś jakiś oficjalny protest, tak uważam. Niestety, to taka niedojda, że wszyscy mogą mu po głowie jeździć. Pomny faktu, że Aho wczoraj tak wymiótł, a Olliego miał niewiele za sobą, podpiłowałem im obu narty, a dla pewności podmieniłem smar Lumpowi na margarynę z piaskiem ściernym. Aho zajął nędzne 10-te miejsce, a Olli 16-te. Z Keiturim dałem sobie spokój - to taka miernota, że nie ma sobie co głowy zawaracać. Dzisiaj przegrał awans do II serii o pół punkta! Jedziemy do Francji i do tego Cur-coś tam, gdzie podobno trenuje Matti. Taa... już widzę te jego treningi. Mam nadzieję, że nie dadzą nam do żarcia ślimaków... sobota, 11.8.2007 21:02Zajęliśmy w drużynówce dopiero drugie miejsce. Wygrali (znowu) ci farciarze Austriacy. Czy jest się czemu dziwić? Przecież my mieliśmy w ekipie pastucha Olliego i miernotę Keituriego. Olli po swoim nędznym skoku odstawił jakiś dziki taniec - pewnie naganiacze reniferów takie praktykują - czyżby myślał, że sędziowie mu zaliczą do stylu i tym samym nadrobi kilka punktów? Nie zauważył chyba, że strefa sędziowska skończyła się jakiś czas wcześniej. Aho znokautował wszystkich, oddał najdalsze skoki konkursu czy jakoś podobnie - kurczę, może mi jutro zagrozić w drodze do zwycięstwa. No ale prawdziwego mistrza poznaje się po tym, że wygrywa w trudnych warunkach. piątek, 10.8.2007 20:20Jesteśmy w Hinterzarten. Dziś była kwalifikacja. Zająłem dopiero 12. miejsce! A jeszcze gorsze jest, że wygrał Olli! Ludzie, jakieś cuda się tutaj dzieją. Z drugiej strony kwalifikacje o niczym nie świadczą. Jutro dopiero okaże się, kto jest Mistrzem. Czekajcie, tłumy, na Boskiego Havu! Nie ma fircyków Koja - cóż, przynajmniej oni wiedzą, że nie mają ze mną szans, i postanowili się nie narażać na pośmiewisko. My przyjechaliśmy w składzie: oczywiście ja, Aho, Olli, Jussi, Lindström i Keituri. Ci ostatni uplasowali się gdzieś tam pod koniec stawki, ale po co ja w ogóle o tym piszę? Matti nie przyjechał - przekonał Tommiego, że kolano wciąż dokucza i powinien zostać w domu. Tommi się zgodził i dał mu wolne, a ten oszust zaraz zorganizował sobie wyjazd do Francji z Saapunkim. Jestem oburzony. No ale my też jedziemy do tego Cur-coś tam, więc się dokładnie przyjrzymy, na co kanapofil wydaje pieniądze związku... środa, 8.8.2007 18:18Potrzeba mi było kilku dni, by dojść do siebie po tym traumatycznym obozie. Nigdy więcej! Bachorom mówimy STOP. Jak na takich patrzę, to jestem za aborcją. Na trzeci dzień skończyły się zapasy koskenkorvy, a w monopolowym nie chcieli mi sprzedać. Chamstwo! Byłem w takiej depresji, że chciałem się już wieszać, ale mnie parobek Olli powstrzymał, jak wiązałem pasek na żyrandolu. Jak zobaczyłem jego gębę, gdy wszedł do pokoju i nawet się nie przejął moim dramatycznym aktem, a raczej jego próbą, tylko rzucił na łóżko z najnowszym numerem magazynu, który prenumeruje: "Osie i wektory". Dziwne, chyba powinien czytać raczej "Łosie i traktory"... W każdym razie krew mnie zalała, powiedziałem sobie, że nie pozwolę, by taki pajac wygrał Letnią Grand Prix, i nawet poszedłem pobiegać wokół naszego domku, by wzmocnić swą mistrzowską formę. Aha, w końcu pojawiłem się w mediach. Hiihtoliitto raczyło zamieścić moje zdjęcie. Postanowiłem wziąć ich sposobem, cały dzień czaiłem się, aż w końcu ustawiłem obok Hautamäkiego, gdy robili mu kolejne zdjęcie. Parobek wziął się nie wiadomo skąd, ale za to widać po nim, że pił równo przez cały dzień. Hm, pewnie zachomikował sobie koskenkorvę i z nikim nie podzielił. Na zdjęciu mam taką niewyraźną minę, bo robione było właśnie w chwili najgłębszej depresji. Zresztą zaraz mnie wygonili sprzed obiektywu. Dóóóół... Ale przystojny jestem. Założyłem nawet bluzkę z moimi inicjałami. Widzicie? H jak Havu. Jestem Wielki. A także jak Hinterzarten, dokąd jutro jedziemy. sobota, 4.8.2007 13:13Cały wczorajszy wieczór męczyło mnie to, co opowiedział Joonas. W końcu poszedłem do niego i przywaliłem mu w mordę za to, że śmie myśleć o innej kobiecie niż moja siostra. Po namyśle przywaliłem mu jeszcze raz - że ośmiela się w ogóle myśleć o mojej siostrze. On? Takie zero? Ona by w życiu na niego nie popatrzyła. Joonas coś mamrotał, że nie tylko patrzyła, ale robiła także inne rzeczy, więc przywaliłem mu jeszcze z buta. Ktoś musi pilnować porządku morelowego na tym świecie. Oto ja, Super-Havu! Jaka szkoda, że to był tylko sen. Choć faktem jest, że kiedy dziś rano przyglądałem się Joonasowi przy śniadaniu, jego nos był jeszcze większy niż zwykle. I jakoś dziwnie unikał mojego wzroku. Hmm... piątek, 3.8.2007 23:00Wciąż jesteśmy we Vuokatti. Ludzieeee! Weźcie mnie stąd, zanim wyzionę ducha. Co za debil wymyślił, że musimy brać udział w tym obozie? Ja rozumiem, że smarkaczom dobrze zrobi obcowanie z gwiazdą, ale dlaczego przez pięć dni??? Mógłbym ten czas poświęcić na treningi i szlifowanie mojej mistrzowskiej formy. Jeszcze dwa dni - muszę być twardy. Jak mawia przysłowie: przez osty do chwały. Czy jakoś podobnie. Ostów tu w każdym razie nie brakuje.
Na stronie Hiihtoliitto co i rusz jakiś artykuł. Pomyślał by ktoś, że bierzemy udział w największej imprezie skokowej. Ciągle piszą o tym Hautamäkim i nawet o Ahonenie wspomnieli, a o mnie ani słowa. Jak można tak traktować największą gwiazdę? Nawet się nie mam komu poskarżyć, bo Marvaila wziął i wyjechał, straciwszy (na razie) cierpliwość, Tommi ciągle gra w minigolfa, a Vaciak zamyka się godzinami z Ruuskanenem w pokoju. Nie chcę wiedzieć, co oni tam robią. Pieprzone pedały i pedofile.
Ukazał się wywiad z Lumpem Kantee. (Wciąż nie mogę pojąć, po co ktoś chciał z nim gadać.) Lump nawciskał niezłych kitów - na przykład o tym, jaki to on jest niby zajęty, między innymi pracą dla PHS-u. No nie wiem, czy zamiatanie skoczni, zbieranie papierków i obsługa wyciągu to taka wielka praca. Wyciąg każdy potrafi obsłużyć - choć oczywiście nie zniżam się do takich przyziemnych czynności, bo muszę skupiać się na wyższych celach. Powiedział też, że zrobił wszystkie kursy trenerskie - pewnie dwudniowy kurs o zastosowaniu belki oraz korespondencyjny "Kolor igelitu a samopoczucie skoczka". Nie wspominając o machaniu zawodnikowi z wieży trenerskiej. Tak mi się wydaje, że Vaciak ten konkretny kurs chyba przespał. Wciąż nie wybaczyłem mu Lahti i nie zamierzam. Z tym ostatnim Kantee dla odmiany radzi sobie całkiem dobrze, to mu trzeba przyznać.
Joonas jest jakiś nieswój. Będąc dobrym kolegą, wypytałem go na tę okoliczność. Po dwóch dniach przyznał się, że wpadła mu w oko jakaś dziennikarka i usiłował ściągnąć na siebie jej spojrzenie, nawet pozował jej do wszystkich zdjęć. Niestety bez spodziewanego rezultatu. Joonas ma niejasne podejrzenie, że kiedyś ją olał, gdy chciała wywiadu, i teraz to przeżywa. Otaczają mnie idioci. Zawsze o tym wiedziałem. Wydaje mi się, że muszę wyjaśnić sytuację między nim a moją siostrą. środa, 1.8.2007 23:45Jesteśmy we Vuokatti na obozie dla smarkaczy. Pogoda do kitu. Internet działa tylko na kartę. W konkursie byłem dopiero czwarty. Dóóóóóół. Wszystko przeciw mnie. Pociesza mnie jedynie fakt, że Olli nie wygrał Veikkaus Tour. A tak się przechwalał w pokoju przez cały dzień, że jest w super formie i pobije Keituriego na łeb. No to się właśnie okazało. Dobrze tak parobkowi. Aho raczył przyjechać ze swoich wyścigów i znokautował wszystkich. No ale jemu wiatr wiał pod narty co najmniej 5 metrów na sekundę, więc nic dziwnego, że przeskakiwał skocznię.
Będąc przyjazną światu osobą, zadzwoniłem wczoraj do Marvaili i poinformowałem go, że Tommi jeździ teraz na golfa z Vaciakiem. Miałem nadzieję, że wypieprzy Vaciaka na zbity pysk i w ten sposób dokona się moja pomsta za Lahti. I proszę, miałem rację. Przyjeżdżamy do Vuokatti i kto nas wita? Marvaila. Świeży, rześki i ani po nim znać miesięcznego picia i depresji. Ale nie ma lekko. Tommi go wyraźnie ignoruje i pomiędzy nimi aż wieje chłodem. Marvaila wygląda na takiego, co skłonny jest prędzej czy później wybaczyć Tommiemu nawet ożenek z silikonową miss suomi, ale Tommi najwyraźniej zmienił obiekt zainteresowań, więc Marvaili może być ciężko. Vaciak na razie trzyma się z daleka od Marvaili, Marvaila zaś trzyma się blisko Tommiego i pewnie ma nadzieję, że coś wskóra, choć na razie jego działalność ogranicza się do noszenia bagażu.
Tommi biega nonstop w bieli i sandałach. Pieprzone pedały. Co mi przypomina, że Vaciak dokonywał dzisiaj dziwnych ewolucji z Ruuskanenem - i to przy wszystkich, nie mówiąc o dzieciach z obozu. Jestem zgorszony. Ruuskanen nie ma co liczyć na jakiekolwiek osiągnięcia na skoczni, więc próbuje się wkupić w łaski trenera innym sposobem. To chyba jakaś pedofilia. Ile ten Ruuskanen ma w ogóle lat? Bo nie wygląda na więcej niż 15. Mam wrażenie, że jestem w tych skokach jedynym męskim i heteroseksualnym mężczyzną. Epizod z Hakuby został wykreślony z mojej pamięci. Zwłaszcza że Daiki nigdy nie przysłał choćby kartki na święta. Dóóóół.
Obóz zaczął się pokazywaniem smarkaczom, co to jest belka startowa, a co to jest próg skoczni. Nienawidzę bachorów. Wieczorem pojechaliśmy na imprezę do Sotkamo całą paczką z PHSu - czyli ja, Joonas i Matti. Lappi został powtarzać kodeks cywilny - zresztą jego i tak nikt nie zapraszał, o Ollim nie mówiąc. Matti marudził, że się umówił na wywiad, ale przekonaliśmy go z Joonasem, że wywiady są dla mięczaków. Tak trzymać, Matti! |
|
|