Havu's profileHavuPhotosBlogListsMore Tools Help

Blog


    piątek, 7.8.2009

    Moja pierwsza notka po przerwie miała być triumfalnym powrotem na światowe szczyty. Niestety, katastrofa goni drugą. Pojechaliśmy do Hiza na pierwsze zawody Letniej Grand Prix i dziś odbyła się kwalifikacja. To wszystko przez Niemców! Podczas skoku miałem nawrót traumy z tego feralnego treningu sprzed roku - bardzo to niepiękne, ale ogarnęła mnie panika i nagle szybko chciałem wylądować. Mam jednak zamiar poradzić sobie z taką słabością, jakem mistrz.

    Przerwa w pisaniu spowodowana była katastrofą we Vuokatti podczas obozu dla bachorów. Ostatniego dnia Pastuch Olli, z którym znów miałem nieszczęście dzielić pokój, wykazał się swoją głupotą. Dałem mu swój dres wyjściowy do wyprasowania i poszedłem na lunch. Ten palant powiedział, że trochę się spóźni, bo leci jego ulubiony serial "Mały domek na tundrze". Kiedy wróciłem ze stołówki, powitały mnie kłęby dymu dochodzące z naszego pokoju, a także wycie beczkowozu. Mój drugi dres wyjściowy po interakcji straży pożarnej nie nadawał się do niczego, a co gorsza - mój kochany komputerek miał się niewiele lepiej. Suszył się potem tydzień i dopiero przez wyjazdem na Grand Prix odebrałem go z serwisu. To jest jednak porządna japońska robota...

    Jutro zawody drużynowe. Muszę opanować swoją słabość, bo nie zamierzam pozwolić, by zwycięstwo przypisywano potem miernocie Keituriemu, który w kwalifikacjach zajął dziś drugie miejsce, bo dał się wyprzedzić jakiemuś Ruskowi. To ja jestem podporą tej drużyny! Jestem mistrzem! Jestem najlepszy!