Havu's profileHavuPhotosBlogListsMore Tools Help

Blog


    środa, 21.1.2009

    Nie pisałem nic, bo byłem w szoku. Nie sądziłem, że Vaciak zrobi jeszcze coś, co mnie zaskoczy - po jego występie w internetowym kastingu do "Mody na sukces". Tymczasem Vaciak oznajmił, że gdybym chciał, to mam miejsce w kadrze do Liberka. Wiadomo, jestem mistrzem i te sprawy... miejsce w kadrze mam na stałe - ale tym razem chyba Vaciak trochę przesadził. Za dużo filmów i uwierzył chyba w magię. Ja dopiero zacząłem ćwiczenia na sali, a ten mi wróży, że za miesiąc mogę walczyć o medale.

    Ale trzymam go za słowo. Wiara przenosi góry. Co to dla takiego mistrza jak ja poprawić w miesiąc odbicie z 4 centymetrów na 60? Pulla z masłem.

    Idę po marchewkę - trzeba wyrobić dzisiejszą normę kalorii.

    niedziela, 18.1.2009

    Nawet nie chce mi się pisać. Nie interesuje mnie właściwie, co te miernoty robią na skokach. Skupiam się na moim treningu. Dziś pobiegłem na Puijo, popatrzeć sobie na skoki, aby wzmocnić swoją motywację. Zamierzam skakać jeszcze tej zimy.

    Chłopaki mieli wczoraj swój marny konkursik w Zakopanym. Do drugiej serii awansowali tylko Keituri i - o zgrozo - Lindström. Czego zupełnie nie jestem w stanie pojąć, Lindström był po pierwszej serii najwyżej z Finów. W drugiej natomiast zachował się, jak na niego przystało, i spadł na sam koniec. Dobrze mu tak.

    Sądzę, że największym wydarzeniem tego weekendu w Zakopanym, było pojawienie się pewnej bliżej niezdezynfekowanej osoby, która w szpilkach i podkoszulku biegała ranem w centrum miasta. Przynajmniej niektórzy mają możliwość realizować swoje ambicje...

    piątek, 16.1.2009

    Jak przypuszczałem, do Zakopanego pojechały same miernoty. Kanapowy, Larinto, a przede wszystkim Pastuch normalnie się wożą i postanowili sobie zrobić przerwę od zawodów. Aż ich Aho publicznie skrytykował i tym razem się z nim zgadzam. Nie jadą nawet do Kanady, gdzie za rok olimpiada, żeby wypróbować nową skocznię. Ale i tak by się to im na nic nie przydało, ponieważ mistrz olimpijski będzie za rok jeden i nie trzeba mówić, że będę to ja. Zamierzam powiększyć swoją kolekcję medalową.

    W każdym razie w Zakopanym wystąpiły największe miernoty naszego kraju: pseudoemeryt Kiuru, budowlaniec Jussi, sierota Lindström, dziwny Kovaljeff oraz miernota miernot Keituri. Kiuru nie dostał się do zawodów, Lindström i Hautamäki starszy odpadli na wstępie, a Kovaljeff i Keituri zajęli jakieś cieniackie miejsca. Czyli nic nowego, a wszystko w normie.

    Gwiazdą wieczoru był - nie zgadniecie - Vaciak. Jak się można domyślić, nasz trener popsuł wszystkim zabawę, a wszystko przez jego uzależnienie od seriali. Kiedy miał puszczać Kovaljeffa do skoku, tak się zapatrzył w swój ekran, że stracił kontakt ze światem. Stał jak idiota przez pięć minut z flagą uniesioną nad sobą i to była totalna porażka. Nie wiem, co się stało wówczas, ale możliwe, że uniesiona flaga Vaciaka wywołała jakieś zakłócenia w warunkach na skoczni, ponieważ nagle zerwał się huragan i zrobiła się śnieżyca, i konkurs zaczęto od nowa. Kiedy Vaciak już puścił Kovaljeffa i inne miernoty do skoku, pozostali trenerzy rzucili się patrzeć, co też tak go pochłonęło. Sam chciałbym wiedzieć, bo wyglądali na bardzo zaaferowanych, gapiąc się całą grupą w monitor i prawie wciskając do niego łby. Tak czy owak: dóóóóóóóóół.

    Konkurs wygrał Lojcel, a Schli-cośtam był drugi - a więc tu też nic nowego. Ammann wylądował gdzieś daleko. W ogóle nie wylądował Hilde, który wykonał popisową ślizgawkę i wpadnięcie w zaspę śnieżną. Norwegowie to zawsze byli pajace - jak nie Romøren, to inny jego kolega. W zawodach pojawił się znów Lazaniowy, ale nie udało mu się dostać do drugiej serii, choć dwa razy próbował. Jest gorszy od Lindströma. Chyba.

    Skoro o Norwegach mowa - przyłapali jednego z nich, Bystøla, na ćpaniu. Ciekawe, czy to robota Lappiego. Zawsze uważałem, że pomiędzy nim a Bystølem coś jest. Nawet nie skomentuję.

    niedziela, 11.1.2009

    Oglądając dziś zawody, powiedziałem sobie: dość. Za miesiąc zamierzam wrócić na skocznię, a za dwa miesiące - skakać w drużynówce na Salpausselce. Ćwiczenia wychodzą mi coraz lepiej, noga ma się dobrze, więc - czekaj na mnie, Puijo!

    Zawody to był jeden wielki żal. Pastuch zajął drugie miejsce i tylko na plecy Schli-cośtam mógł cały czas patrzeć. Reszta naszych: dno. Kanapowy po pierwszej serii miał szanse na podium, ale skończył na szóstym, zaś Larinto na siódmym. Kiuro znów był gdzieś na szarym końcu. Ammann się wczoraj pluł po zawodach - zresztą słusznie - o zbyt wysoki rozbieg, więc dziś konkurs odbył się z takiego, że trzy czwarte miernot nie doleciała do punktu K. Dobrze im tak, to oddziela ziarno od pleców. Wiadomo, że większość chłopa to tylko tło dla najlepszych. (Jak w naszej kadrze, gdzie jest tylko jeden Mistrz.) W każdym razie dzisiaj Ammann też nie podskoczył Schli-cośtam i był dopiero trzeci, nawet za Pastuchem.

    Vaciak zawładnął monitorem na wieży sędziowskiej, ale z zadrością zerkał także do telewizora trenera Autów. Pewnie chciał zobaczyć, jaki tam serial leci... Ciekawy jestem, jaką jeszcze rolę pełni Pena w tej kadrze poza obsługą techniczną "sprzętu".

    W trakcie konkursu zadzwonił do mnie Niemy i - o dziwo - zaczął ze mną rozmawiać. Byłem bardzo zaskoczony, przecież to Niemy. Właściwie to nie mówił, tylko płakał mi do słuchawki, jak to tęskni do Pucharu Świata (tak to określił) i jak pięknie się komentator w telewizji wypowiadał o naszych kadrowiczach. Powiedziałem mu, że nie ma być babą, tylko lepiej sobie jakąś znaleźć. Wtedy się chyba obraził i odłożył słuchawkę. Albo po prostu na wzór północny postanowił zaoszczędzić. On nie ma taty w klubie narciarskim. Chyba.

    Chłopaki wracają do domu, a już za kilka dni zawody w Zakopanem. Mogę się założyć, że Aho zrobi wszystko, żeby pojechać. Może nawet ma szanse, bo większość miernot zostaje w domu - między innymi Niemy i Larinto. Jak widać, Niemy zadzwonił nie tylko do mnie. Musiał być bardzo przekonujący, bo Larinto postanowił jechać z nim na Mistrzostwa Świata Juniorów. Albo równie mocno stęsknił się za swoim chłopakiem, że woli jakiś marny konkurskik trzeciej kategorii niż Puchar Świata. Nie dość, że ćwok i pieprzone pedały, to jeszcze debil. Zawsze wiedziałem, że tata mu załatwił to miejsce w kadrze, bo Larinto nie umie myśleć. Tak więc o ile Vaciak nie postanowi wziąć w ich miejsce jakichś innych miernot (a pamiętając jego pogróżki sprzed sezonu, można sądzić, że postanowi zaoszczędzić cenne pieniądze Hiihtoliitto), może znajdzie się miejsce dla Aho, który rzekomo jest odpowiedzialny za kombinezony kadry. Słyszałem pogłoski, że już spakował maszynę do szycia...

    sobota, 10.1.2009

    Jestem mistrzem lotów, a zawody mogę oglądać na telewizorze. Co za hańba! Tak naprawdę dziś nie było na co popatrzeć. Nasi byli znów w tyle i nie włączyli się do walki o podium - ale czy ktoś się w ogóle tego spodziewał po tych cieniasach? Larinto był dopiero piąty, Matti - dziewiąty, a Pastuch dopiero 11-ty i minęła go kasa, bo nie zrobił telemarku po swoim pierwszym nędznym skoku.

    Wygrał Schli-cośtam, bijąc przy tym rekord skoczni. Prawie sobie nogi połamał i mu potem przy wszystkich rzecznik prasowy Autów masaż stóp robił. Pieprzone pedały, wszędzie ich pełno, a w drużynie Austriackiej to już w ogóle. Za to Hofer i wszyscy inni oficjele skakali koło niego, żeby ich nie podał do sądu za takie wysokie ustawianie rozbiegu.  Oszust Ammann myślał już, że zwycięstwo ma w kieszeni, bo w pierwszej serii jako jedyny przeskoczył 200 metrów - tymczasem farciarz Schli-cośtam pokazał mu, co chciał. Wiadomo, austriacka mafia i te sprawy.

    W pierwszej dziesiątce znalazł się Brzydal, Żabojad. Wyobrażacie sobie, że wygrał kwalifikacje? Drugi Żabojad, ten od desek, był w kwalkach trzeci! Pojawił się nawet Lazaniowy - ktoś go jeszcze pamięta? - ale zajął zaszczytne ostatnie miejsce ze skokiem 140 metrów, tak więc miałem szczęście i nie musiałem go oglądać w konkursie.

    Skoro o oglądaniu mowa, Austriacy się wycwanili i ich trener przyszedł na skocznię z własnym telewizorem. Vaciak już w ogóle nie zwracał uwagi na to, co się dzieje wokół niego, i machał chłopakom, jak mu się zachciało. Ale bądźmy szczerzy: oni by niczego nie zdziałali, nawet gdyby mieli najlepsze warunki. Będę musiał zmienić te Vaciakowe upodobania do seriali, zanim wrócę na skocznię. Choć może prościej będzie zmienić Vaciaka...

    wtorek, 6.1.2009

    Wielki dóóóóóóóóóóóół. Dziś skakali zawody w Bigosowie, a mnie tam nie było. Aż chciałem dzwonić do Aho i pytać, czy on czuje podobnie, ale pocieszyłem się myślą, że za rok ja tam będę, a on nie. Za rok zamierzam wszystkich zadekować. Mistrz powróci i pokaże Austriakom, że Turniej Czterech Skoczni to fińska specjalność.

    Dziś tymczasem wygrał Lojcel - i miejmy nadzieję, że weźmie sobie to do serca i zakończy długą, choć nie bogatą, karierę. Skoro Aho mógł, to i on może. Czuję się niepewnie, kiedy w Pucharze Świata skaczą goście, których oglądałem swego czasu jedynie w telewizji, zanim sam się dostałem do światowej czołówki. Lojcel za dwa skoki dostał dziewięć dwudziestek i Ammann mógł się gonić - był dopiero drugi, czyli pierwszy przegrany.

    Nasi dali ciała (jak zawsze). Niemy przegrał awans do zawodów o pół punktu, co za ciul. Miernota Keituri odpadł na pierwszym skoku, reszta była w drugiej dziesiątce. Wszyscy chwalili ćwoka Larinto, że w pierwszym swoim turnieju zajął miejsce 14-te. Larinto kozak puszył się przed kamerą, jakby co najmniej wygrał zawody, i gadał jak wielki znawca turniejów. A na koniec dodał, że nigdy nie skakał na mamucie - tymczasem za dwa dni loty. Wyśmiałem go sprzed telewizora: ja jestem mistrzem Velikanki i już wygrywałem w lotach.

    Vaciak był bardzo niezadowolony, że oderwano go od telewizora, żeby puszczał jakieś miernoty do skoku. Ponoć wczoraj cały wieczór majstrował po monitorach na skoczni i ustawiał wszędzie kanał z serialami. Dziś wepchnął się do pierwszego rzędu na wieży trenerskiej i nikogo nie dopuszczał do monitora - a biorąc pod uwagę gabaryty Vaciaka, można się domyślać, że pozostali trenerzy nie mieli wiele miejsca, musieli więc sobie radzić siłą. Trener Austriaków, jak machał swoim oszustom do skoku, przywalił Vaciakowi po łbie flagą. Po konkursie MTV3 zgarnęła Vaciaka do wywiadu. Oderwał się bardzo niechętnie od telewizora i gadał coś bez ładu i składu. Żenada.

    Jako się rzekło, chłopaki jadą do jakiegoś Bad Mirkowa (Łazienka Mirka?) na loty. Ciekawe, jak się te nieloty wykażą - Kanapowy ma niby jakieś tam rekordy i medale, ale nie stawiałbym na niego, bo oddalił się od swojej kanapy już na ponad tydzień...

    niedziela, 4.1.2009

    Na In-bruku dziś nie wiało i odbył się konkurs. Wygrali oszuści Austriacy, bo im Hofer rozbieg podniósł na drugą serię. Po pierwszej serii prowadził Niemiec Schmitt - kolejny emeryt z czasów Aho - ale musiał ulec austriackiej mafii. Nawet Ammann poległ i był dopiero ósmy, dobrze mu tak. Nasi wypadli beznadziejnie, nie licząc Mattiego. Matti zajął obciachowe czwarte miejsce, ale jak na niego to wyczyn nie lada. Zadzwoniłem do niego w przerwie i powiedziałem, żeby pamiętał, że w drugiej serii też ma skoczyć, bo ostatnio miał z tym problemy.

    Reszta naszych - dno. Pastuch był w drugiej dziesiątce, Larinto w trzeciej, a Niemy i miernota Keituri w ogóle nie awansowali. Vaciak zaczął sezon dobrze, ale teraz brak mistrza w kadrze daje się już we znaki i nie sądzę, by później było lepiej. Bo jakś wątpię, by w Modzie na sukces zdarzyło się coś, co wprowadzi go w bardziej bojowy nastrój...

    Chłopaki jadą do Bigosowa, gdzie pojutrze ostatni konkurs. Będzie nudno, bo beze mnie, ale oglądajcie, to potem się razem pośmiejemy.


    czwartek, 1.1.2009

    W Nowym Roku moim wiernym fanom życzę swojego własnego sukcesu, a przede wszystkim powrotu na skocznię. Mam zamiar jeszcze wygrywać - na przykład sześć Turniejów Czterech Skoczni. Tymczasem trwa ten, którego niestety nie wygram, choć gdybym na nim był, wygrałbym bez wątpienia i tym samym rozpoczął nową kartę w historii. Dzisiaj odbył się konkurs w Gapie i chłopaki, znów zawiedli na całej linii - to aż wstyd tak zaczynać Nowy Rok. Niemy w ogóle nie awansował, ale po co ja o tym piszę? Jego chłopak skakał jak ostatnia sierota - a Pena typował go przed Turniejem na zwycięzcę! Kolega Peny od rurek, miernota Keituri, oddał najsłabszy skok konkursu - chyba go Yvonne obije rurką za coś takiego. Kanapowy znów zapomniał, że w zawodach oddaje się dwa skoki. A Pastuch Olli wyobraża sobie, że jest gwiazdą, i dziś był trzeci! To już jest prawdziwy skandal.

    Dziś nareszcie dokopano oszustowi Ammannowi - bo nie wygrał. Co ciekawe, cienias przegrał notami za styl. Widać łaska sędziów na kolorowych nartach skacze. Jeszcze niedawno Ammann wygrywał właśnie przez zawyżone noty, a tymczasem sędziowie znaleźli sobie nowego ulubieńca, tego tam Lojcela. Co to w ogóle za jeden? Chyba jakiś emeryt z pokolenia Aho. W każdym razie skoczył kilka metrów bliżej od Ammanna, ale dostał same dwudziestki. Dobrze im tak.

    Tutaj natomiast nic ciekawego. Rodzice nie dali mi odpalić fajerwerków - powiedzieli, że chcą jeszcze trochę w tym domu pomieszkać. Dóóóóóóóóóóóóóóół. Potem przez całą noc tańczyli jakieś tango przy zawodzeniach z gramofonu, za to Anna z Joonasem mieli własną dyskotekę w pokoju na górze. W każdym uchu grało mi coś innego, więc doprowadzony do desperacji włączyłem sobie na wieży Kroisosów, aż wreszcie udało mi się omdleć... Nigdy więcej sylwestrów na chacie!

    poniedziałek, 29.12.2008

    Kolejny z moich pożal się Boże kolegów pozazdrościł mi sławy i założył bloga - tym razem Lump Kantee, który dostał miejsce na stronie Veikkaus i tam wklepuje słowa mądrości (we własnym mniemaniu). Przecież nikt tego i tak nie będzie czytał. Mnie natomiast czytają wszyscy. Dziś były pierwsze cieniackie zawody Turnieju w Oberkowie. Wygrał farciarz Ammann, za nim był Lojcel i jakiś Rusek. Co Rusek robi na skokach??? Nasi zawalili na całej linii. Niemy oczywiście po pierwszej serii odpadł, bo sparowali go z Jacobsenem, który walnął największą odległość dnia. Niemy wziął sobie do serca moją radę i jeszcze wczoraj zamówił sobie taksówkę na po pierwszej serii. Już miał jechać do hotelu, kiedy władowali mu się do środa Norwegowie, z których większość także odpadła po I serii. Zawsze mówiłem, że to są cieniasy, a Kojo się wozi. Niemy zadzwonił potem do mnie i opowiadał, jak siedział ściśnięty między płaczącym Bardalem a histerycznie śmiejącym się Hilde, na przeciwko zaś miał Jokkeseja, który wydzwaniał do syna do Norwegii. Bardal płakał, bo się wywalił po i tak miernym skoku, zaś Hilde nie doleciał nawet do punktu K i zajął chyba ostatnie miejsce - zawsze mówiłem, że jak się nie umie skakać, to powinno się oglądać skoki w telewizji. Niemy w każdym razie nie wytrzymał, kazał zatrzymać taksówkę i wysiadł po drodze, po czym wrócił na skocznię, patrzeć na wyczyny swojego chłopaka.

    Oczywiście nie było na co popatrzeć. Chyba tylko na kombinezony Niemego i Larinto, którzy - jak na parę przystało - ubrali się pod kolor, a jak na pieprzonych pedałów przystało, ubrali się obaj na różowo. Mam wrażenie, że Aho, który jest odpowiedzialny za kombinezony, jakoś im sprzyja... Larinto skoczył nędznie i dopiero w drugiej serii nadrobił parę punkcików. A taki był kozak po wczorajszej kwalifikacji, w której zostawił wszystkich w tyle. Kanapowy lądował w podobnych granicach i ostatecznie zajęli miejsca obok siebie gdzieś w drugiej dziesiątce. Co za hańba dla naszego kraju. Pastuch był po I serii w piątce, po swoim skoku znów odstawił jakiś taniec poganiaczy reniferów, a na koniec legł sobie pod bandą i napawał sukcesem. W II serii spieprzył skok i tyle go widzieli. Keituri na swojej ulubionej DOMOWEJ skoczni wypadł prawie najlepiej z naszych - przegrał z Pastuchem jakimiś ułamkami punktów. Yvonne wyskoczyła z rurką i odtańczyła wokół niego taniec, jak stał na pozycji lidera.

    Vaciakowi chyba udało się złapać w końcu kanał z serialami na wieży trenerskiej, bo siedział przyssany do ekranu, kiedy wszyscy skakali. Skoro o tym mowa, w weekend leciał u nas w telewizji Szogun. Aż sobie obejrzałem, żeby się dowiedzieć, czym się tak zachwyca Vaciak. Same nudy, to wam powiem - jedyny ciekawy moment był, kiedy Mariko usiłowała popełnić hari krisznę. Uważam, że Vaciaka też to czeka, jeśli chłopaki będą skakać tak dalej...

    niedziela, 28.12.2008

    Chłopaki pojechali na Turniej Czterech Skoczni - i oczywiście beze mnie. Nie wyobrażam sobie, by mogli tam coś zdziałać bez takich dwóch mistrzów Turnieju jak ja i Aho. Matti wszystko pokazał już w pierwszym treningu, kiedy był zupełnie ostatni ze wszystkich 70-ciu iluś chłopa. W kwalifikacjach jakoś mu się udało awansować. Udało się nawet Niememu, ale za to dostał w parze Jacobsena, który raz Turniej wygrał, więc może sobie już zamówić taksówkę ze skoczni do hotelu na po pierwszej serii. Jego chłopak Larinto walnął za to 139 metrów i byłby wygrał kwalifikację, ale nie dość że mu noty poobcinali (Ammannowi-oszustowi na pewno by nie obcięli!), to jeszcze po jego skoku obniżyli belkę i farciarze Austriacy wygrali, choć skoczyli jak ostatnie miernoty. Skoro o miernotach mowa - o dziwo, Keituri też się dostał do konkursu, i Pastuch niestety też. Pastuch mówi, że coś mu nie idzie, a Keituri powiedział, że to jego ulubiona DOMOWA skocznia. Ten to już się zeszwabił, powinni go wypieprzyć z kadry Finlandii.

    Przypomniało mi się jeszcze, że Romoren w ogóle nie dostał się do zawodów. Jakie to piękne - nareszcie Kojo nie będzie mógł patrzeć na Vaciaka z góry. Tyle że wszyscy patrzą na Vaciaka z góry, bo Vaciak ciągle kuca i usiłuje na monitorku na wieży trenerskiej łapać seriale... Dóóóóóóóóóóóóóóóóóóół.

    niedziela, 21.12.2008

    Jestem oburzony!!! Iltalehti zrobiła ankietę pod śmiesznym tytułem: Kto zastąpi Ahonena? Wyobraźcie sobie, że wcale nie wygrałem!!! Nie było mnie nawet w trójce, bo tam znaleźli się Kanapowy, Pastuch i ćwok Larinto!!! To jest wielki skandal i jestem bardzo zawiedziony naszym fińskim narodem. Nie żebym uważał się za jakiegoś następcę Aho - jestem wielkim mistrzem, a nie czyimś zastępcą! Moje sukcesy przerosną emeryta po wielokroć.

    Poza tym nudno. Odbyły się kolejne zawody Pucharu Świata beze mnie - tym razem w Angielkowie. Ekipa zawiodła na całej linii, ale czego się spodziewać po takiej wybrakowanej kadrze? Larinto był wczoraj na najgorszym z możliwych czwartym miejscu, a dziś ledwo się dostał do drugiej serii. Niemy w ogóle nie awansował - pewnie znów się pocieszali nawzajem, pieprzone pedały. Matti lądował pod koniec trzydziestki - a więc wszystko wraca do normy. Z powodu kryzysu gospodarczego sponsor zmienił warunki umowy i Matti nie będzie już dostawał nowych akcesoriów do kanapy co tydzień. Jak to różnie bywa z motywacją...

    Dzisiaj mieliśmy dwóch typa w szóstce: Pastuch był piąty, a miernota Keituri szósty. To jest dla mnie jakiś masmix - miernota Keituri w szóstce zawodów PŚ? Co gorsza, po pierwszej serii był jeszcze wyżej! Schmitt był czwarty, więc chyba Niemcy mają jakiś nowy sposób na motywację, a jak wiemy Keituri się z Niemcami trzyma. Dziwy nad dziwy... Pastuch został Człowiekiem Dnia (on!!!) i wysłali go pod podium. Oglądałem z mściwą satysfakcją, jak za miejsca 1-3 dawano pasterskie dzwonki, a Pastuch dostał tylko wafelki. Z jaką zazdrością patrzył na podium, haha. Poza tym ten wieśniak nie wiedział, że jak grają hymn (nawet autowy), to się ściąga kask - i go gość od ekwipunku musiał pukać po łbie. Przy okazji okazało się, że Pastuch włosów nie umył - być może na północy oni zamiast tego wcierają we włosy tłuszcz renifera, sam nie wiem...

    Vaciak wczoraj ledwo zdążył na konkurs, bo oglądał "Modę na sukces" po szwajcarsku - podobno w Europie emitują odcinki, których u nas jeszcze nie było. Przybiegł zdyszany na wieżę trenerską i opowiadał wszystkim, jak to Brooke właśnie usiłowała skoczyć z mostu, a wszyscy patrzyli na niego jak na idiotę. Pewnie, skakanie ze skoczni jest ciekawsze. Słyszałem w każdym razie, że Vaciak usiłował na monitorze na wieży trenerskiej złapać kanał z serialami...

    środa, 17.12.2008

    Od trzech dni nie miałem wiadomości od chłopaków i dziś się okazało dlaczego. Ponoć Włochów nawiedziła śnieżyca, która trwała od niedzieli. Chłopaków zasypało w Pragelato (przypominam: miejsce, gdzie zdobyłem swój medal olimpijski - jestem mistrzem) i nie mieli jak się stamtąd wydostać. Dopiero dziś Vaciak złapał zasięg i poinformował opinię publiczną o tym dramacie. Powiedział także, że nigdy w życiu czegoś takiego nie widział.

    Jak go słucham, to mi wstyd, że jest Finem. Jak Fin może powiedzieć, że w życiu nie widział padającego śniegu na dwa metry??? Z drugiej strony, Vaciak większą część życia spędził przed telewizorem...

    Z wiadomości krajowych: Lahti wybrało zawody pożegnalne Aho jako wydarzenie sportowe roku. Co za skandal! Mnie tam przecież nawet nie było! Nie mam wątpliwości, że w Kuopio takowym byłby marcowy konkurs na Puijo, który w śnież... który wygrałem. Jestem wielki!

    niedziela, 14.12.2008

    Odwołuję to, co wczoraj napisałem ta temat Larinto. Tak naprawdę to jego tata znów zadzwonił i proponował zasilić moje konto biednego rehabilitanta... Larinto to miernota na miarę swojego chłopaka. Dzisiaj w śnieżycy skoczył 100 m i nie dostał się do II serii... której i tak nie było, co nie zmienia faktu. O Niemym nie muszę mówić, że był zupełnie blisko końca, a tym razem w ich towarzystwo wmieszał się także Matti.

    Jako tako poradzili sobie Pastuch i Keituri - ale to nie pomogło uratować honoru naszego kraju. Dóóóóóóóóóóóół. Wygrał jakiś Japoniec, Yamato czy coś takiego - pobił na głowę i oszusta Ammanna i cieniasa Schli-cośtam. Dobrze im tak. Ale czemu mnie tam nie było??? Ja radzę sobie doskonale niezależnie od warunków. Wystarczy sobie przypomnieć moje wspaniałe zwycięstwo na Puijo w marcu!

    Cieniasy tak naprawdę skakały cienko, bo w nocy cała kadra urządziła sobie imprezę (beze mnie!) z okazji trzeciego miejsca Larinto (też coś!) Najpierw pili do rana, aż się zapas kossu skończył, a potem i tak nie byli w stanie spać, bo Niemy i Larinto poszli do siebie, gdzie się nawzajem pocieszali/gratulowali sobie po zawodach. Matti dzwonił dziś przed zawodami i mi wszystko powiedział. Pieprzone pedały, nie ma ani chwili spokoju od nich.

    Konkurs zaś został przyspieszony, więc nikt się nie wyspał. Lepsze miejsca Pastucha i Keituriego można wytłumaczyć tym, że dla Pastucha im więcej procentów, tym lepiej skacze, zaś Keituri izoluje się od naszej kadry - założę się, że wieczór spędził u Niemców, którzy nie mieli czego świętować i poszli spać grzecznie o 21.

    Romoren wyprawiał dziś w konkursie znowu jakieś cyrki - nie na darmo zwą go największym pajacem w Pucharze Świata. Na rozbiegu urządzał fikołki i prawie się spieprzył z belki przed skokiem. Do cyrku z nim!

    PS. Zadzwonił Aho i powiedział, że to on odniósł na Puijo zwycięstwo w śnieżycy. Co za bezczelność!

    sobota, 13.12.2008

    Zawsze wiedziałam, że wszędzie panuje oszustwo. Ammann był dziś farciarzem stulecia, bo mu sędziowie dali zwycięstwo, choć znów oszukiwał przy skoku. Czasem nie mam ochoty wracać do skoków, skoro tam takie przekręty i wcale nie wygrywa najlepszy. Oczywiście, mojemu stylowi ani odległościom nie można nic zarzucić, ale oszustwo to oszustwo.

    Larinto znów był na podium! Nie wiem, co się wyprawia w tej kadrze. A Pastuch był nawet trzeci po pierwszej serii. I on skończył w pierwszej piątce zawodów. Dla odmiany Kanapowy wciąż zapomina, że w konkursie oddaje się dwa skoki, więc skończył na jakimś marnym miejscu w drugiej dziesiątce, w towarzystwie Keituriego.

    Niemy w ogóle nie dostał się do konkursu - znalazł się pośród tych jedenastu miernot, które odpadły. Ale za to w doborowym towarzystwie Romorena. Jak widać, Niemy to kompletna miernota - czy jest z Larinto, czy z dala od niego, skacze tak samo nędznie. A Larinto - czy z Niemym czy bez niego - zajmuje wysokie pozycje! (Skandal, tak przy okazji.) Może więc rzeczywiście Vaciak powinien wziąć pod uwagę lichy budżet fińskich skoków, a nie folgować pieprzonym pedałom...

    niedziela, 7.12.2008

    Bardzo żałuję, że mnie nie ma w Norowie. Tam się takie rzeczy dzieją i to beze mnie! Kanapowy zajął dzisiaj drugie miejsce - przegrał tylko z oszustem Ammannem. Na dekoracji był o dziwo bardziej ożywiony niż zwykle - może liczył już w myślach, na ile kanap mu wystarczy kasa z nagrody.

    Larinto był dziś siódmy - niby nowa gwiazda naszej ekipy, wrrr. Jak się dzwoni po nocy na rachunek taty do chłopaka za granicę, to nic dziwnego, że rankiem już sił nie wystarcza na skoki. Dobrze mu tak - choć jak dla mnie mógłby być nawet 27-my.

    Pastucha zdyskwalifikowali w kwalifikacjach!!! To już jest przegięcie i jawny atak na ekipę Finlandii! Oczywiście, ja też nie uważam, że Pastuch powinien skakać w naszej reprezentacji, ale Nory nie mają do tego nic! Chcą wyeliminować dobrze skaczącą konkurencję za wszelką cenę - zawsze wiedziałam, że wszystko przeciw nam!

    Gdybym tam był, żaden Ammann by mi nie podskoczył! Jeszcze mu pokażę, kiedy wrócę do skoków!

    Tymczasem MTV3 znów wprowadziła mnie w oburzenie. Nie dość że puścili dziś nagranie z zeszłorocznego Bigosowa - czyli niby ten wielki triumf Aho w Turnieju - oczywiście nie wspominając ani słowem o moim sukcesie, to jeszcze dali zapowiedź następnego... a tam sam Aho. Nie mogę tego pojąć, czemu jarają się emerytem, gdy mają w kadrze takiego mistrza! Przeszłość była wczoraj. Aho odszedł do lamusa, a nadchodzi era Happonena!

    sobota, 6.12.2008

    Po pierwsze i najważniejsze: w czołówce MTV3 na nowy sezon jest mnie więcej niż wszystkich pozostałych cieniasów razem wziętych. Telewizja zna się na rzeczy i potrafi rozpoznać prawdziwą gwiazdę.
     
    A skoro o gwiazdach mowa... Konkurs w Trombkach to jakaś porażka! Larinto zajął drugie miejsce i nawet wyprzedził Schli-cośtam w długości skoków, tyle że zapomniał telemarku! Co to w ogóle jest Larinto? Na pewno jego tata rozszerzył swoje znajomości o Norowo. Kolejna "rewelacja" - Pastuch! W pierwszej serii skoczył daleko, ale się przewrócił - zawsze mówiłem, że jak się nie umie lądować, to nie warto siadać na belce. Przepuścili go do II serii, bo mają taką durną regułę FISu, i skoczył tyle samo, ale już na stojąco. Trzecie - Matti, który też wylądował daleko, ale w drugiej serii spieprzył skok. Widać zapatrzył się na tamten salon meblowy w locie...
     
    Vaciaka tymczasem otruto w Norowie. Ponoć całą noc nie wychodził z kibla, a wczoraj na skoczni rzygał dookoła. Dzisiaj po skoku Mattiego Pekka Niemelä go przyjacielsko (w zamierzeniu) poklepał po brzuchu, co nie skończyło się dla niego dobrze. Vaciak obrzygał go od stóp do głów, Niemelä uciekł z wieży trenerskiej, a jego podpiecznego Francuza o dziwnym nazwisku puszczał do skoku jakiś przechodzący obok człowiek. No i żabojad skończył na I serii, choć w treningach radził sobie lepiej. Dobrze mu tak.
     
    Larinto zadedykował swoje podium "rodakom pozostałym w ojczyźnie". Nie skomentuję. Powiem tylko, że kiedy przez cały dzień usiłowałem się do niego dodzwonić i przykazać, żeby nie kompromitował kraju w święto narodowe, wciąż było zajęte. Tak się to wydzwania z Norowa do Rovaniemi... oczywiście na koszt LHSu. Natomiast na podium obściskiwał się ze Schli-cośtam. Niemy go zabije. Oczywiście zachodzi możliwość, że zrobiło mu się tak słabo, że musiał się oprzeć na koledze - kiedy stał i czekał na wyniki, wyglądał, jakby miał zemdleć. Ewentualnie puścić pawia.
     
    Ja chcę na skocznię!!!

    sobota, 6.12.2008

    W Trombkach chłopaki wypełniają polecenie Kariego - śmieją się i wygrywają. Coraz bardziej się upewniam, że Lappi został nieoficjalnym zaopatrzeniowcem ekipy. Ledwo mnie zabrakło, zaraz morele naszej reprezentacji upadły na samo dno. W każdym razie Pastuch wygrał kwalifikacje - pewnie kupi sobie nowy kij pasterski albo i zatrudni parobka do pomocy przy renach. Matti rządził na treningach, ale w trzecim skoku zabrakło mu już sił - cóż, sam zawsze twierdził, że wieczorem już nie może. Albo spieszyło mu się do tego salonu meblowego, który stoi zaraz obok skoczni, więc szybciej chciał wylądować.

    Do konkursu awansowali wszyscy, których Vaciak zabrał do Norowa, skandal. Larinto ponoć chory i ma gorączkę - no, pewnie się rozchorował z tęsknoty albo już wcześniej od swojego chłopaka zaraził. Pieprzone pedały, wszędzie ich pełno - jeden w Trombkach, drugi w Rovaniemi.

    Aho pozazdrościł mi sławy i założył sobie bloga. Jestem oburzony, że w pierwszej notce pisał tylko o Kanapowym, a o mnie ani słowa. Typuje Kanapowego na zwycięzcę Turnieju Czterech Skoczni. Też coś, to ja jestem specjalistą od Turniejów! Perrrkele! Kiedy wreszcie wrócę na skocznię?????? Aho był oczywiście nawet w Ruce - tak sobie myślę, że szybko zaczął tęsknić do czasów, kiedy budził się częściej koło Mattiego niż żony. W każdym razie w Ruce podejrzanie się do siebie z Mattim uśmiechali...

    Dzisiaj w Finlandii Dzień Niepodległości. Jestem oburzony, że nie dostałem zaproszenia na impezę do pałacu prezydenckiego! Nawet podrobionego, które rozsyłali ostatnio po całym kraju. Dóóóóóóóóóóóóóóóół.

    czwartek, 4.12.2008

    Puchar Świata się rozpoczął, a ja tkwię w Kuopio i w peryskopie mam jedynie oglądanie zawodów w telewizji. Będę musiał patrzeć na paskudną gębę Pastucha i słuchać komentarza Aho, który po zakończeniu kariery zatęsknił za sławą i postanowił zatrudnić się w MTV3 jako eks... ekspo... znawca. Ten człowiek nie zna umiaru. Dałby nam wreszcie wszystkim spokój. I co za przebiegłość ze strony MTV3: znaleźli idealny sposób na utrzymanie oglądalności, choć Aho - który nie wiadomo czemu miał wielu fanów - skończył ze sportem...

    Skoro o Pastuchu mowa - obito mu mordę! Co prawda zdarzyło się to w kwietniu, ale gazety chyba nie mają o czym pisać i dopiero dziś ukazała się taka ciekawa wiadomość. Rzecz miała miejsce w Pastuchowie-Reniferowie, oczywiście po pijaku. Dno.

    Chłopaki polecieli do Trombek w Norowie. Kanapowy nie był za bardzo zadowolony, że ZNOWU musi gdzieś się z domu i nowej kanapy ruszać. Keituri dla odmiany cieszył się, że ma Suomi nareszcie z głowy - co za antypatriota! Poleciał też łam... Kiuru (nie wiem, co on jeszcze robi na skokach) i Jussi, który ma rodzinę na utrzymaniu. Larinto jest tymczasem lekko załamany, bo Niemego Vaciak wysłał na kontynentala - a właściwie zostawił w kraju, bo zawody są w Rovaniemi. Pieprzone pedały, wszędzie ich pełno, a Vaciak ma coś przeciwko i ich rozdziela!

    Kari Pätäri, nasz aktualny szef skoków, a przynajmniej coś w tym rodzaju, opowiadał w mediach, jak to ekipa zamierza zrzucić wizerunek ponuraków i mruków, a stać się "uśmiechniętą drużyną". Jak widziałem Kariego w telewizji, to mam wrażenie, że Lappi się nim szczególnie zajął - ten jego uśmiech był przerażający. Cóż, gdyby Lappi odpalił każdemu z kolegów po działce, to rzeczywiście wszyscy będą bardziej uśmiechnięci od Austriaków i Norwegów razem wziętych...

    niedziela, 30.11.2008

    Moi koledzy wrócili z Ruki, gdzie mnie nie było. Wpadł nawet Vaciak, chyba żeby się pochwalić swoim sukcesem, jakim było zwycięstwo kadry w konkursie drużynowym. Nie mogę w to uwierzyć! Jak oni mogli wygrać beze mnie????????? Co to w ogóle za skład? Kanapowy, miernota Keituri, Pastuch i Larinto! I jeszcze Larinto na konferencji powiedział, że pokazali, że mogą wygrywać bez Happonena i Ahonena! Co za bezczelność!!!! Tak naprawdę mieli farta, bo była tylko jedna seria - w drugiej Austriacy na pewno by im dokopali, a Norwegowie też przegonili. Warto wspomnieć, że Norwegowie zajęli piąte miejsce i Kojo nie może w to uwierzyć i się żali w mediach. Dobrze mu tak!
     
    Bohaterem dnia był Kanapowy. W konkursie indywidualnym skoczył 70 metrów, resztę oglądał z trybun i zajął zaszczyte ostatnie miejsce. W drużynowym, skacząc jako ostatni, wylądował na 140-tym metrze i wszyscy byli w szoku. Cienias Morgi skoczył tylko 136, a Schli-cośtam jeszcze mniej. Nie podejrzewajcie tylko, że Kanapowy to taki luzak jest, nie nie. Dowiedziałem się całej prawdy. Matti forsował nowy kontrakt z Koti Idea i nie był zadowolony z oferty. Postawił się sponsorom i pokazał w indywidualnym, na co go stać. Sponsorzy razem z Vaciakiem i resztą ekipy ponoć na kolanach błagali go przez następną godzinę, by rozważył drugą - ciekawszą - propozycję. Ta Mattiemu odpowiadała, więc swoją aprobatę okazał w konkursie drużynowym.
     
    Mam natomiast ubaw z Niemego i Larinto - wymiękli i nie poszli na wywiad. Ponoć wybłagali Vaciaka o jakiś dodatkowy trening, żeby mieć wymówkę. To jest żenada i dno prawdziwe.
     
    Vaciak podzielił się ze mną plotkami. Musiało im tam być wesoło. Pojawił się na przykład eks trener Polaków, ten dziadek z demencją. Według Vaciaka dziarskim krokiem staranował barierki, pobił ochronę, która próbowała mu przetłumaczyć, że na wieżę nie ma dostępu, wyrwał aktualnemu trenerowi Polaków flagę i koniecznie chciał puszczać Małysza do skoku. Po zawodach natomiast odepchnął gościa od kamery i sam zaczął udzielac wywiadu polskiej telewizji. Starość jest straszna.
     
    W przyszłym roku zamierzam być gwiazdą Ruki!

    piątek, 28.11.2008

    Wszyscy pojechali do Ruki, a mnie zostawili. Jestem bardzo sfuterkowany i wciąż zastanawiam się, jaką im pogodę na wieczór wywołać. Dzwonił do mnie Vaciak i mówił, że w każdym wywiadzie o mnie pytano, co jest oczywiste. Za Mistrzem zawsze się tęskni. Przecież nikt nie będzie się jarał Niemym i Larinto.

    Skoro o Vaciaku mowa: dzwoni do mnie co pół godziny i relacjonuje zawody - a przynajmniej tak to miało wyglądać w zamierzeniu. Prawda jest taka, że nasza kadra, która za wyjazdy musi sobie płacić sama, mieszka podczas największego wydarzenia sportowego Finlandii... w wiosce za miastem. Za Ruką, znaczy się. Wynajęli tam dwie chaty i nie mają nawet telewizora, co jest dla Vaciaka tragedią. Dlatego dzwoni co chwilę i nasze rozmowy wyglądają tak: "No i co było w dzisiejszym odcinku "Mody na Sukces"? Jak to nie wiesz? Od połowy oglądałeś?? Co się stało z teściową ojca kuzyna Brooke? Dalej kręci z tym nieletnim synem ciotki męża matki Daniela? Nie? Przecież w odcinku 5784 wyznała mu tajemnicę swojego życia??? Naprawdę nie wiesz?? Ty się do niczego nie nadajesz!"

    Wczoraj odbyła się kwalifikacja. Lappi w każdym skoku lądowal bliżej i w ogóle nie wszedł do konkursu. Nikt za nim nie płacze. Wyjaśnienia są dwa: albo sprzedali mu jakiś lichy towar, albo postanowił zrobić sobie odwyk. Co za dureń. A tak się chwalił kilka godzin wcześniej, że może powtórzyć sukces sprzed dwóch lat, kiedy wygrał na Ruce. Matti wygrał kwalifikacje i to o 0,4 punktu przed miernotą Keiturim. Kanapowy jęczał ostatnio, że poduszki na kanapie już wytarły i pora na nowy komplet. Sprężył się w sobie i proszę. Jak to motywacja wpływa na człowieka. Keituri pewnie obiecał żonie nowy zestaw rurek, więc też się stara. Niemy i Larinto, dwie nowe gwiazdy, jakoś nie błyszczą i ledwo się dostali do konkursu. Pewnie byli tak podnieceni wizją pierwszego w życiu wywiadu zagraniczego, na jaki się ponoć umówili, że nie mogli się skupić na skakaniu. Larinto wyznał, że bał się odmówić dziennikarzowi, a Niemy mu tylko potakiwał, jak do mnie dzwonili. Zupełnie nie wiem, po co ktoś chciałby rozmawiać z Niemym i Larinto - Niemy i tak nic nie powie, a Larinto... cóż. On ma tatę w Lahden Hiihtoseura. Mogę się założyć, że tata załatwił mu ten wywiad...