Havu's profileHavuPhotosBlogListsMore Tools Help

Blog


    wtorek, 29.9.2009

    Nie chce mi się nic pisać. Wkurza mnie, że Aho wrócił. Wydał książkę, w której rzekomo szczerze i otwarcie pisze o swoich wyskokach - akurat, jedynej prawdy możecie się dowiedzieć z mojego bloga. Na przykład udało mu się bardzo dogodnie "zapomnieć" o motywie ze szpilkami. Mnie się nietety nie udało - mam przed oczami tę traumę jako żywo.
     
    Ledwo Aho wrócił do ekipy (i co gorsza wygrał mistrzostwa Finlandii - ale wiadomo, na swojej skoczni), zaraz znalazł się sponsor dla naszej ekipy. Jak tak to nikt nam złamanego grosza nie rzucił, a teraz będziemy skakać w - o zgrozo - różowych kaskach, bo nowy sponsor takimi kolorami się afiszuje. Zostałem zaproszony na konferencję z tej okazji - wiadomo, jestem mistrzem, ale sądzę, że to dlatego, że Aho oficjalnie nie należy do kadry. Skandal i bezczelność! I w ogóle to ja myślę, że oni namówili Aho na powrót, bo bez niego całe fińskie narciarstwo się rypło. Może nawet kryzys został spowodowany odejściem Aho?
     
    Na dzikiej północy spadł pierwszy śnieg. Nie mogę się doczekać, kiedy zaczniemy skakać na śniegu. Na razie jedziemy do Klikowa na ostatnie zawody LETNIEJ Grand Prix, choć w Finlandii mamy już przymrozki. A wszędzie mówi się o globalnym ociepleniu, ciekawe...

    piątek, 7.8.2009

    Moja pierwsza notka po przerwie miała być triumfalnym powrotem na światowe szczyty. Niestety, katastrofa goni drugą. Pojechaliśmy do Hiza na pierwsze zawody Letniej Grand Prix i dziś odbyła się kwalifikacja. To wszystko przez Niemców! Podczas skoku miałem nawrót traumy z tego feralnego treningu sprzed roku - bardzo to niepiękne, ale ogarnęła mnie panika i nagle szybko chciałem wylądować. Mam jednak zamiar poradzić sobie z taką słabością, jakem mistrz.

    Przerwa w pisaniu spowodowana była katastrofą we Vuokatti podczas obozu dla bachorów. Ostatniego dnia Pastuch Olli, z którym znów miałem nieszczęście dzielić pokój, wykazał się swoją głupotą. Dałem mu swój dres wyjściowy do wyprasowania i poszedłem na lunch. Ten palant powiedział, że trochę się spóźni, bo leci jego ulubiony serial "Mały domek na tundrze". Kiedy wróciłem ze stołówki, powitały mnie kłęby dymu dochodzące z naszego pokoju, a także wycie beczkowozu. Mój drugi dres wyjściowy po interakcji straży pożarnej nie nadawał się do niczego, a co gorsza - mój kochany komputerek miał się niewiele lepiej. Suszył się potem tydzień i dopiero przez wyjazdem na Grand Prix odebrałem go z serwisu. To jest jednak porządna japońska robota...

    Jutro zawody drużynowe. Muszę opanować swoją słabość, bo nie zamierzam pozwolić, by zwycięstwo przypisywano potem miernocie Keituriemu, który w kwalifikacjach zajął dziś drugie miejsce, bo dał się wyprzedzić jakiemuś Ruskowi. To ja jestem podporą tej drużyny! Jestem mistrzem! Jestem najlepszy!

    środa, 22.7.2009

    Ostatni miesiąc był koszmarem, z którego ciężko mi się było obudzić. Pełen wielkich nadziei kontynuowałem naukę japońskiego na prywatnych lekcjach, a także stołowałem się w chińskiej restauracji, żeby przyzwyczaić język do wschodniej kuchni (japońskiej restauracji na tym fińskim zadupiu nie ma) - kiedy jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość, że z mojego wyjazdu do Japonii nic nie wyjdzie. Zniecierpliwiłem się brakiem odpowiedzi z Tokio i zadzwoniłem do ambasady w Helsinkach, a tam mi powiedziano, że obywatelstwo japońskie przyznaje się po 40 latach mieszkania w Japonii. Nie chcieli słuchać Mistrza i się wyłączyli - choć możliwe, że przydeptałem ze złości kabel od telefonu.

    Ylianttila omijał mnie szerokim łukiem i tylko się z daleka uśmiechał niewinnie, a ja czuję się pokrzywdzony i oszukany. Zawsze wszystko przeciw mistrzowi. Oznacza to, że przez kolejny sezon będę musiał się męczyć z tymi miernotami z ekipy. Usiłowałem przegryźć tę gorzką tabletkę, zamknąłem się w domu i nie przyjmowałem nikogo przez całe dnie - aż wreszcie postanowiłem stawić czoła życiu. Jestem mistrzem i nikt mi nie podskoczy.

    Odbyliśmy kilka zgrupowań, za które niestety trzeba było płacić z własnej kieszeni. Kryzys w skokach się pogłębia i Vaciak, gdyby mógł, rwałby włosy z głowy, choć próbuje udawać kozaka i się nie przejmować. Latamy tanimi liniami (z pięcioma przesiadkami), nocujemy w hostelach (cała kadra w jednym pokoju - ostatnio trafiło mi się łóżko obok Niemego i Larinto, to był horror), gotujemy sobie sami. Mieliśmy zgrupowanie w Austrii, w tamtejszej szkole sportowej, to gotował nam Schli-costam - i o dziwo się nie potruliśmy. Dobrze, że nie musimy robić prania w podróżach, bo chyba Joonas by swoją pralkę woził.

    Na Puijo zgrupowanie odbywali Francuzi. Lazaniowy usiłował zarywać lokalne dziewczyny (moje fanki!!), Brzydal chodził smętny, gdy na to patrzył, ale najgorsi byli ci z kadry młodzieżowej - takie smarkacze, które nie przepuściły żadnej lasce w promieniu pięciu kilometrów. Porządek morelowy na Puijo został poważnie potrącony - ale co się dziwić, skoro był z nimi ten kombinator (o nazwisku brzmiącym gorzej niż Lazaniowy i Brzydal razem wzięci) o urodzie i stylu wiejskiego uwodziciela?

    Później zaczął się nareszcie najlepszy fragment lata czylu Veikkaus Tour. Nadeszła chwila mojej chwały, kiedy wygrałem konkurs w Lahti! Pokazałem swoją klasę i w trudnych warunkach zaliczyłem wspaniałe zwycięstwo, choć po pierwszej serii byłem dopiero trzeci. W drugiej serii Larinto spieprzył skok i nie pomogła nawet interwencja taty, który namówił sędziów, żeby dali mu dwudziestki. Pozostali koledzy z reprezentacji też oglądali moje plecy: Kanapowy był piąty, a Pastuch szósty, bardzo dobrze. Jestem Wielki jak zawsze.

    W Kuopio niestety nie poszło mi tak dobrze, ale znów padłem ofiarą oszustwa, bo tym razem wygrał Pastuch, choć się przewrócił. Uważam, że jak ktoś nie umie lądować, to nie powinien w ogóle ruszać z belki. Kiedy Pastuch triumfował na zeskoku, przybiegło jego stadko reniferów, a on zaczął się z nimi tarzać w trawie. Porażka, mówię wam, patrzyłem na to z niesmakiem. Drugi był - co za niespodzianka - Niemy. Warto wspomnieć, że Larinto zajął dopiero siódme miejsce i chodził skrzywiony po komentarzu swojego chłopaka, że tym razem on będzie na dole. Dobrze, że nie mieszkam z nimi w hotelu... Nie wiem, co jest gorszą perwersją: pieprzone pedały czy zoofilia Pastucha. Skłaniam się jednak ku temu drugiemu.

    Mimo wszystko byłem w Kuopio gwiazdą - dzikie tłumy waliły do mnie o autografy i zdjęcia, dziennikarze przepychali się, żeby zrobić ze mną wywiad, była nawet telewizja... Choć z telewizją coś nie wyszło, bo kamerzysta ustawił się za moimi plecami - no chyba że uznał, że mój seksowny tyłeczek jest wart pokazania, co się rozumie samo przez się.

    Jesteśmy we Vuokatti na ostatnim konkursie i na obozie dla smarkaczy. W tym roku kierownictwo obozu postanowiło do ćwiczeń praktycznych dodać także seminaria tematyczne. Ich program wygląda mniej więcej tak:

    Jak pracować z mediami? (oczywiście Mistrz - ja)
    Jak wygodnie i komfortowo siedzieć na belce? (Kanapowy)
    Jak naprawić pralkę, gdy się zepsuje na wyjeździe? (Joonas)
    Jak spędzać wolny czas? Wideoteka młodego człowieka. (Vaciak)
    Jak na 100 sposobów wykorzystać konserwę z renifera? (Pastuch) (pierwotnie miało być: Jak z reniferowego łoju zrobić koskenkorvę?)
    Jak stylowo kłaść igelit? (Jussi)
    Prawa skoczka - co zrobić, jak znajdą u ciebie substancje niedozwolone? (Lappi)

    Larinto i Niemy też chcieli mieć jakiś wykład, ale wszyscy im kategorycznie zabronili. Widać nie ja jeden jestem zdania, że dwa pieprzone pedały w fińskich skokach to aż nadto, a czego innego ta dwójka mogłaby nauczyć dzieci?


    wtorek, 23.6.2009

    Nie wiedziałem, gdzie jestem, kiedy wpadł Vaciak i wyciągnał mnie na trening. Jakoś w ubiegłym tygodniu miałem urodziny, później nastał Juhannus, więc zrozumiałe, że przez kilka dni świętowaliśmy. Niestety, Vaciak był bezlitosny i zagonił mnie na trening. Na Puijo miła niespodzianka - moi przyszli koledzy reprezentacyjni, Japońce. Będę niezaprzeczalnie gwiazdą tamtejszej ekipy, biorąc pod uwagę ich wyczyny. Ylianttila najpierw puszczał ich z K90, a później zwątpił i zagonił na K65. Mam nadzieję, że moja mistrzowska forma doda im ducha i podtrzyma morale ekipy.

    Z naszych pojawili się tylko Larinto i niedojda Lindström. Myślałem, że on w ogóle skończył już ze skakaniem, a tu taka niespodzianka. Larinto chodził skrzywiony - pewnie mu Niemego zabrakło. Reszta nie dotarła. Pastuch pewnie kontynuował świętowanie, a Matti jako oficjalny powód podał, że nie chce pogłębiać kryzysu Hiihtoliitto i zostanie w domu. Podejrzewam, że ma to jakiś związek z nową kanapą Mattiego, którą kupił z oszczędności z butelek i puszek po piwie.

    W każdym razie Larinto i Lindström robili za doskonałe tło dla mojej mistrzowskiej formy. Aż mi żal, że nie było żadnych tłumów, by obserwować moje loty. Ale to Finlandia, niewdzięczny naród, który cieszy się z powrotu Emeryta Aho. Pojawiło się kilka zgrzybiałych staruszek oraz jakaś jedna laska, która wyglądała na bardzo posikaną, kiedy jej odpowiedziałem na powitanie. Dziwię się, że nie poprosiła o autograf - ale to pewnie moja wielka fanka i moimi autografami ma wytapetowany pokój. Lindström, który chyba zapomniał, co to fanka, przyszedł sam i zaczął ją zagadywać. Dziwne, nie przypominam sobie, żeby Lindström był taki obrotny - co za desperacja.

    Za dwa dni jedziemy do Ruki, skakać pierwszy konkurs Veikkaus Tour. Reszta cyklu dopiero za miesiąc - nie wiem, co za idiota wymyślił tę Rukę, ale nie narzekam, bo tam nigdy nie wieje.

    Ylianttila unika odpowiedzi na pytanie, co z moim przyjęciem do kadry... Przestaje mi się to podobać.

    czwartek, 4.6.2009

    Zacząłem przygotowania do następnego sezonu. Postanowiłem zostać na czas letni w kraju, bo w Japonii za dużo ludzi i tłok na skoczniach. Dziś Vaciak zwołał nas na pierwszy trening na Puijo, co nie było najlepszym pomysłem. Vaciak waży średnio tyle co trzech skoczków, więc jest odporny na wszelkie ruchy powietrza. Tymczasem w prowincji huragan mamy - pozrywało linie elektryczne i według gazet 50 tysięcy domów nie ma prądu. Vaciak kazał nam być mężczyznami i zasuwać na skocznię, choć krzesełka z wyciągu wiatr porwał i uniósł ze sobą. Podobnie stało się z Joonasem, który dostał na buli podmuch i zawisł na świerku. Ja w ogóle się nie odbiłem na progu, więc udało mi się wylądować bezpiecznie na 50-tym metrze. Matti z kolei dostał podmuch z przodu i poleciał na 150-ty metr - czyli lądował na płaskim. Ale ten spryciarz ustawił sobie tam kanapę i rozłożył wszędzie wokół poduszki.

    Trening skończył się, kiedy Vaciakowi zwiało krótkofalówkę, zaś sam Vaciak prawie został pozbawiony łysej glacy, kiedy ponad wieżą trenerską przeleciał talerz anteny satelitarnej. Vaciak doszedł do wniosku, że musi wrócić do domu i umocować własną solidniej, bo mu przepadną amerykańskie odcinki "Mody na sukces". Wspominał też o zajściu do elektronicznego po generator prądu, na wypadek gdyby znów odcięli - co zdarzyło się dziś kilka razy...

    Powinniśmy byli pojechać do Ruki, tam nigdy nie wieje.

    środa, 27.5.2009

    Pisałem ostatnio, że po to mamy w okolicy trzy psychiatryki, żeby w nich w ludzi zamykać. Okazało się, że i to nie wystarcza. Gazety teraz trąbią, że z największego wariatkowa w kraju nawiał im czubek - niebezpieczny przestępca. Poważnie wątpię w wymiar sprawiedliwości oraz służby bezpieczeństwa - no ale ja się wyprowadzam do Japonii. Im szybciej, tym lepiej. Na razie zabarykadowałem się w domu i nie ruszam się bez eskorty. Kto wie, kiedy jakiś świr wyskoczy zza krzaka? A wiadomo, że gwiazdy takie jak ja zawsze będą na celowniku.
     
    Za eskortę robi mi Joonas, który z powodu kryzysu musiał zamknąć swój jednoosobowy serwis pralkowy i sprzedać jedyną posiadaną pralkę. Codziennie ją rozkładał i składał do kupy w ramach wprawiania się w fachu - co za idiota. Teraz ma w każdym razie dużo wolnego czasu, więc poza odwiedzinami u Sanny zachodzi także do mnie i żali się na cały świat. Nie mogę go słuchać, więc w międzyczasie powtarzam sobie japońskie słówka.
     
    Tak sobie myślę, że jak się zwolniło miejsce w wariatkowie, to może by Vaciaka wzięli na odwyk serialowy...?

    poniedziałek, 25.5.2009

    U nas prawie lato. Śnieg jeszcze leży w niektórych miejscach, ale przysłowie mówi, że fińskie lato jest krótkie i mało śnieżne. Nie mam czasu na internet, ponieważ wciąż załatwiam przeprowadzkę do Japonii. Czekam, aż Ylianttila ogłosi kadrę na następny sezon.
     
    Vaciak już to zrobił i nie wiem, czy mu się coś pomyliło, ale w składzie pojawiło się moje nazwisko. A ja zawsze mówiłem, że w tej kadrze nie ma miejsca dla dwóch Janne. Niby Aho oficjalnie do kadry nie należy, ale ja się nie dam nabrać na takie tanie sztuczki. Aho posunął się nawet do tego, że według jakichś rzekomych przepisów FIS-u nie może przez pół roku skakać - nigdy o czymś takim nie słyszałem. Wiem, że to wszystko jest spisek, żeby Mistrza zatrzymać w Finlandii. Moja wola jest jednak niezłamana.
     
    Poza tym tu jest niebezpiecznie - w piątek mieliśmy na mieście strzelaninę. Przyszedł jakiś czubek po pijaku na rynek i zastrzelił trzy osoby. A ja się pytam: po co mamy w Kuopio trzy psychiatryki??? Takich powinni zamykać!
     
    Pastuch znów jest gwiazdą mediów. Żalił się ostatnio w telewizji, że nie ma sponsora. Co za dureń! Niech się cieszy, że Veikkaus Tour się w ogóle odbędzie. Hiihtoliitto sypie się coraz bardziej - wcześniej odłączyli się skejci i ci no, co z góry na nartach zjeżdżają, a teraz ci normalni narciarze - zostały skoki i kombi, jaki dóóóóóóóóóóóóół. Co gorsza, jak podliczono wydatki wszystkich dyscyplin, to okazało się, że skoczkowie wydają dziesięć razy więcej niż na przykład kombiciule. To mnie niepokoi, bo przecież my oszczędzamy jak się da - na przykład sypiamy na campingu zamiast w Rantasipi w Ruce. To oznacza tylko jedno: przekręt. To na pewno Vaciak odprowadza kasę bokiem na swoje ekskluzywne seriale - przecież z każdego wyjazdu przywozi jakąś serię na dvd. Podejrzewam, że przestały mu się mieścić w domu, więc drugie mieszkanie kupił i tam je składuje. I wszystko jasne!
     
    No ale mnie to nie obchodzi. Wyprowadzam się do Japonii, a tam nikt nie żałuje kasy na elitarny sport. Banzai!

    sroda, 22.4.2009

    Nic nie pisze, bo jestem bardzo zajety. Zalatwiam wyjazd do Japonii i japonskie obywatelstwo. Straszna tam biurokracja, gorsza niz u nas. Chyba ze to wina Vaciaka, ktoremu dalem do przetlumaczenia papiery, skoro on taki zaawanasowany w mowie skosnookich. Moze to nie byl najlepszy pomysl. Nic dziwnego, ze nie mam zadnej odpowiedzi. Nie wiem, co Vaciak napisal w tych papierach. Nie mam nawet gwarancji, ze w ogole je wyslal.
     
    Z innych nowosci - ponoc nasza skocznia na Puijo wymaga remontu. Ciekawe, kto to wymyslil? Vaciak chyba nie ma co robic, skoro wystarcza mu czasu na wywiady dla telewizji. (Nic dziwnego, ze moje arcywazne papiery leza podlogiem). No ale Vaciak zobaczy kamere, to od razu glupieje. Powiedzial, ze niedlugo nie da sie skakac na Puijo, bo zawodnikow puszcza sie juz z najnizszej belki, a skoki i tak coraz dluzsze. Oszustwo jakies i tyle. Pewnie chca zmienic profil skoczni specjalnie dla Aho. Jestem oburzony!
     
    Ponoc zagrozone sa tez konkursy olimpijskie w Van Cover. Ktos zlozyl pismo, ze powinny sie odbyc tez zawody dla kobiet, a tych olimpiada nie uwzglednia. To baby w ogole skacza na nartach??? Pierwsze slysze... Nie mam oficjalnego zdania, ale uwazam, ze skoki to elitarny sport dla mezczyzn, a baby do garow!!!
     
     

    środa, 1.4.2009

    Za przykładem Mistrza idą inni. Dziś zadzwonił Ylianttila i radośnie oznajmił, że do Japonii przenosi się także Małysz, więc będę miał odpowiednie towarzystwo. Nie wiem, co to miało znaczyć, ale na wszelki wypadek się obraziłem. W necie rzeczywiście, aż huczy od doniesień. Nie wiem osobiście, czy jest się czym rajcować. Małysz coś tam kiedyś rzeczywiście chyba wygrał, ale przecież nie może się równać z takim mistrzem jak ja. Nie mam nic przeciwko skakaniu z mniej lub bardziej bliskimi kolegami, ale niech sobie nie wyobraża, że zostanie liderem kadry.

    wtorek, 31.3.2009

    Została mi wyrządzona największa krzywda na świecie i więcej nie zamierzam tak się dać poniżać. Wyprowadzam się do Japonii, to już postanowione, i nic nie odwiedzi mnie od tego zamiaru.
     
    Była wiosna, po zawodach w Lahti szykowałem się, by powitać całą tę bandę degeneratów (czyli Puchar Świata) jak to pan w Kuopio na Puijo (w planach było uroczyste otwarcie skoczni z moim występem jako głównym punktem programu), kiedy to ziścił się jeden z moich najgorszych koszmarów. Ten... ten... vittu vittu vittu perrrkele... aż się znów zapowietrzyłem. Ten emeryt Aho, ta największa zmora, amator szpilek, maszyn do szycia oraz turniejów, którego najlepszą decyzją życiową było przejście na emeryturę, ogłosił, że wraca do skoków.
     
    Wciąż nie wiem, co powiedzieć na taką bezczelność i afront, więc postanowiłem tym razem działać. Wyczaiłem Aho w Hencce na koncercie Kroisosów (znów urządzili przyjezdnym pokaz swojego rzępolenia, a na koniec Kantee się rozebrał, co wygoniło nawet tych pięciu ludzi, którzy mieli nieszczęście tam być) i postanowiłem go upić, a następnie upitego utopić w przeręblu. Niestety, Aho okazał się mieć mocniejszą głowę ode mnie i to ja obudziłem się nad ranem w rynsztoku. Nie zrażony tym opracowałem kolejny plan - postanowiłem się przebrać i go uwieść (z moją urodą nikt nie ma szans), a w strategicznym momencie wbić mu nóż w plecy. Niestety, Aho stwierdził, że nie lubi brunetek, po czym zwinął się do hotelu z jakąś blondyną. A do mnie zaczął się przypieprzać pijany Joonas, co za dóóóóóóóóóóół.
     
    Ponieważ moje przebiegłe plany spełzły na niczym i Aho wyjechał z Kuopio cały i zdrowy, żeby zacząć treningi, popadłem w depresję i chlałem kossu przez dwa tygodnie. Poszła na to połowa moich oszczędności. W międzyczasie skończył się sezon, dostałem opieprz od Vaciaka, że nie odbierałem, kiedy dzwonił, żeby dowiedzieć się, co się działo w ostatnich odcinkach "Mody na sukces". To przeważyło szalę. Uznałem, że nie dam sobą tak pomiatać. Już zacząłem się dowiadywać u Ylianttili o miejsce w kadrze Japońców, a Daiki obiecał mnie przyjąć do siebie, zanim stanę na swoim. Tak, Japonia będzie moją nową ojczyzną. Pożyczyłem od Vaciaka Szoguna oraz jego płyty z nauką języka - uwierzycie, że "ee" oznacza po japońsku "tak"? Nie będzie łatwo, ale co to dla takiego mistrza jak ja??? Konkurencja ostra, bo 39-letni Okabe wygrał ostatnie zawody na Puijo, w dodatku wiek emerytalny jest chyba jakieś dziesięć lat wyższy, ale nie zamierzam się poddawać. Ostatecznie jestem najlepszy.

    środa, 4.3.2009

    Już za kilka dni zawody w kraju. Miernoty będą skakać w Lahti, a potem na Puijo. Kanapowy się przejął i dziś cały dzień trenuje na skoczni. Ponoć większą część spędził w szatni, ustawiając według własnego gustu ławki...

    Skoro o nim mowa - założył sobie bloga, oczywiście zgapiając po mistrzu. Nie mam pojęcia, co Kanapowy może mieć do napisania na blogu: przecież nikt nie chce czytać o kanapach oraz ich użytkowaniu. Wyśmiewam go głośno i wyraźnie.

    Lokalna gazeta zna się na gwiazdach i poprosiła mnie o kolejny wywiad. Pytali mnie o zdanie na temat Dnia Kobiet. Nawet nie wiedziałem, że jest coś takiego! Kto to wymyślił??? Wzięli mnie z zaskoczenia, więc powiedziałem, że trzeba babkę zaprosić do restauracji, bo ma być ze stylem. Tak mi się skojarzyło: styl, skoki, Puijo, wieża, restauracja. Ale ta gazeta to jest chyba jakieś dno, bo w tym samym numerze ukazał się wywiad z Kroisos. Nudzili na temat swojej nowej płyty, a Jake coś tam zaczął opowiadać o kosmosie. Jemu zdecydowanie przydałby się ten lek, co reklamuje jego żona.

    Z innych gazet dowiaduję się za to, że Morgi ze Schli-cośtam mają siebie nawzajem dość. Nie dziwię się, ja mam dość ich obu. Podejrzewam, że ma to jakiś związek z tymi bokserkami, które zwinęli Morgiemu w Liberku. Morgi coś zaczął mówić, że Schli-cośtam ma specjalne przywileje w kadrze, a Schli-cośtam powiedział, że chyba pójdzie sobie z kadry, bo za mało się nim trenerzy zajmują. Zawsze wiedziałem, że Auty to banda idiotów. Jak dla mnie cała ta kadra może się rozstać.

    Jak tak sobie myślę, 8 marca to obchodzimy zwykle urodziny Joonasa. Myślę, że to mnie zmyliło w kwestii tego Dnia Kobiet...

    sobota, 28.2.2009

    No i po zawodach drużynowych. Jak można było się spodziewać, nasza marna ekipa została bez medalu, bo wyprzedzili nas: Auty, Nory, Japońce, Polacy i Czesi. Pastuch dał plamę i nie pomógł nawet przebrany za renifera gość na widowni. Inna sprawa, że to był norweski renifer, więc może dlatego Pastuch poległ. Reszta naszych też okazała się miernotami: Keituri i Larinto, bo Matti jako tako do tego 130 metra doleciał. Tak czy owak, dóóóóóóóóóóół.

    Vaciak po konkursie rozpłakał się przed kamerą. Możliwe zresztą, że to dlatego, że mu zabrali monitor - wczoraj podczas wywiadu co chwilę zerkał w bok i się gapił na coś, więc jestem pewien, że oglądał jednocześnie seriale. Zwłaszcza że jego wypowiedzi dla telewizji były mało spójne i na temat...

    Wszyscy inni się natomiast po konkursie zbiorowo obściskiwali. Normalnie orgia. A mnie tam nie było!

    Ale to już przeszłość. Za tydzień Salpausselän kisat, a potem zawody na Puijo. Mam zamiar startować - przynajmniej jako przedskoczek. Jestem pewien, że zostawię w tyle wszystkie miernoty. Jestem mistrzem, jestem najlepszy! Przyszły sezon będzie należał do mnie, uwierzcie!

    sobota, 28.2.2009

    Mamy w Finlandii kryzys. Ojcu obcięli emeryturę i postanowił wrócić do pracy na kolei. Odbył już pierwszy kurs na trasie Turku-Kuopio i opowiadał, jak to się rzeczy pozmieniały. Kolej wprowadziła na przykład zniżki dla dziennikarzy (czemu nie ma dla skoczków???) Już na pierwszym przejeździe ojciec natknął się na takiego rzekomego dziennikarza, który ulgę usiłował poświadczyć... akredytacją z zeszłorocznego konkursu pożegnalnego Aho. Ludzka bezczelność nie zna granic. Co gorsze, ojciec bardzo się wzruszył, że to dziennikarz skokowy, i oczywiście uznał tę ulgę. Dóóóóóóóóóóóóóóóół. Niechby już lepiej wrócił na emeryturę, bo wstyd się do takiego przyznawać...

    Skoro o ojcach mowa. Pastuch odstawia cyrki w Liberku - dał sobie bana na media i nie odzywa się do żadnego dziennikarza. W gazetach cała afera, ktoś nawet posunął się do pytań rytmicznych, co Pastuch zrobi, jak przez jego szczeniackie zachowanie sponsorzy wycofają się z kadry skoków. Co za tępak. Ale czego oczekiwać po Pastuchu reniferów? On jest za głupi, żeby skojarzyć dwie sprawy ze sobą, o ile nie tyczy się to zasobów naturalnych chrobotka na kilometrze kwadratowym i dobrego samopoczucia reniferów. Okazało się poza tym, że to tatuś-kaznodzieja go tak pouczył - i wszystko jasne. Pastuch sam nie wpadłby na coś takiego, więc stary nim steruje aż z Rovaniemi. Powiedział, że media to szatan i trzeba się ich wystrzegać, a Pastuch ten jełop oczywiście uwierzył i posłuchał. Ale to lepiej dla mnie - bo to ja jestem prawdziwą gwiazdą tej ekipy. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie oczekiwał po Pastuchu zachowań na poziomie.

    W Liberku trwają mistrzostwa i jest to wciąż jeden wielki farsz. Nasze narciarki co prawda wymiatają i dokopały już wszystkim: Norwegom, Niemcom i Austriakom. Hyvä Suomi! W kombinacji dokopali nam - i to było oszustwo, bo przecież mamy najlepszego kombinatora na świecie. Podejrzewam, że to matactwa Norwegów, którzy nie chcą, żeby ich wyprzedzić w tabeli medalowej, więc gdzie się da rzucają kłody pod nogi. Ich oszustwa nie znają granic - Kojo nawet wniósł do Fischera protest, że niby dostają gorsze narty, i prosił naszą ekipę, żeby się protest poparli, ale chłopaki go (słusznie) wyśmiali. Oni pewnie nawet nie wiedzieli, o co chodzi.

    Wczoraj odbył się konkurs na dużej skoczni i to była wielka żenada. Fińska telewizja nie puściła pierwszej serii, ale nic nie zostało nam oszczędzone, bo druga odbyła się dwa razy. W Liberku nieustanna zamieć śnieżna i zawieja trwa już drugi tydzień. Pierwszą serię udało się rozegrać (nasi daleko - Kanapowy i Larinto w drugiej dziesiątce, Pastuch w trzeciej, a Keituri się nie dostał), ale drugiej nie. Hofer się zdenerwował dopiero przy skokach Austriaków, którzy w śnieżycy lądowali 20 metrów bliżej od innych. Dobrze im tak. Hofer za wszelką cenę postanowił rozegrać konkurs, bo po pierwszej serii na podium nie było ani jednego Austriaka, i próbował dwa razy, ale musiał ulec pogodzie. Tak więc medale przypadłu Kitelowi, Schmittowi i Jacobsenowi - przynajmniej jakaś odmiana po Lojcelu, Ammannie oszuście, Morgim i Schli-cośtam.

    Skoro o Austriakach mowa - nieznani sprawcy włamali się do ich burżujskiego autokaru i zabrali co nieco, między innymi kolekcję bokserek Morgiego. Austriacy ponoć bardzo zbulwersowani wydarzeniem, a Morgi musiał kupić w lokalnym markecie komplet bielizny z Krecikiem oraz Rumcajsem. Ciekaw jestem, czy Vaciak drży o swoją atrapę laptopa. Myślę, że Czesi długo sobie poczekają, zanim pozwoli im się organizować jakiekolwiek zawody.

    Dzisiaj konkurs drużynowy. Nie wiążę żadnych nadziei z naszym beznadziejnym składem: Kanapowy, Keiruti, Larinto i Olli, choć Kitel coś mówił o złocie. Nie ma jak szajba po zwycięstwie...

    niedziela, 22.2.2009

    Nic nie pisałem, ponieważ nie byłem w stanie otrząsnąć się z szoku po ostatnich zawodach Pucharu Świata. Ten parobek z Rovaniemi i pastuch reniferów Olli wygrał zawody lotów w Oberkowie!!! Lotów!!! A to przecież ja jestem mistrzem lotów, który z Velikanką jest na ty! Wszyscy się zachwycali Pastuchem, bo to w ogóle było jego pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata. Jestem pewien, że coś wydębił od Lappiego albo po prostu sobie popił, chciałem nawet zwrócić na to uwagę Vaciaka, ale miał wyłączony telefon przez cały wieczór. Pewnie oglądał niemiecką wersję Mody na sukces...

    Co jeszcze gorsze, te miernoty nasza drużyna wygrali też drużynówkę na mamucie. I to w jakim składzie? Olli, Kanapowy, Keituri i... Ruuskanen! Świat się wali!!! Ruuskanen dostał powołanie do kadry na mistrzostwa! Jak na to patrzę, to mam ochotę wyć z żałości.

    Tymczasem zaczęły się mistrzostwa świata w Liberku. W konkursie dla przedszkolaków to znaczy na małej skoczni wygrał Lojcel, za sobą miał Schli-cośtam i Ammanna. Jakie nudyyyyy!!!!! Mogliby już sobie odpuścić! Po pierwszej serii prowadził Pastuch, któremu wydawało się, że umie skakać - cóż, w drugiej serii wylądował 20 metrów bliżej, podobnie zresztą jak Jacobsen. Trochę szkoda, szykowało się ostatecznie skandynawskie podium, ale jak się nie umie skakać dwóch porządnych skoków w jednym konkursie, to się potem płacze. Choć tak naprawdę to wydaje mi się, że wszystko było jak zwykle ukartowane - przecież nawet Olli w normalnych warunkach nie skacze 20 metrów bliżej od Austriaków! Innymi słowy: wielkie osustwo i spisek przeciw skandynawom! W kombinacji było tak samo, więc wszystko jasne.

    Jestem bardzo zniesmaczony i nie wiem, czy oglądać te mistrzostwa do końca. Chyba wykorzystam ten czas lepiej, bo na trening. Za dwa tygodnie zawody w Finlandii i nie zamierzam robić tylko za ozdobę. Wspomnę jeszcze, że Kanapowy chyba dowiedział się w końcu o Koti Idea, bo nie awansował na zawodach do drugiej serii - tym bardziej muszę się pospieszyć, bo kadra za chwilę się rozsypie zupełnie...

    piątek, 13.2.2009

    W ekipie zapanowała zmowa milczenia. Główny sponsor ekipy, Koti Idea, splajtował. Kiedy Matti się dowie, z miejsca przejdzie na emeryturę. Ma się męczyć i skakać ze świadomością, że za tydzień nie będzie nowej kanapy? Chłopaki na razie cały czas daleko w Niemczech, Matti nie ma dostępu do naszej prasy, do komputera to on akurat ostatni, więc się z internetu nie dowie. Modlimy się wszyscy, żeby nikt "życzliwy" mu nie doniósł. Właściwie to Vaciak się modli. Na wszelki wypadek zaczął już ogłaszać, że właściwie to widziałby mnie w kadrze jeszcze w tym sezonie, choć tydzień temu mówił zupełnie co innego. Ten człowiek zmienia zdanie niczym gwiazda opery szamponowej. Ale czego oczekiwać po wielbicielu Mody na sukces?

    Skoro o Vaciaku mowa - zrobił sobie urlop, podczas gdy chłopaki skakali w Willach czy gdzieś tam, i przyjechał do Kuopio, żeby być świadkiem mojego triumfalnego powrotu na skocznię. I bardzo słusznie, ostatecznie ma mistrza pod ręką, to co będzie z miernotami siedział? Przy okazji nadrobił zaległości serialowe - nagrywa sobie wszystkie odcinki na wideo. Ledwo Vaciak zostawił kadrę, te jełopy zaraz zaczęły się żalić w telewizji, że jak oni mają bez trenera skakać? Najbardziej przesadził Keituri, publicznie mając pretensje, że trener powinien być na miejscu i analizować, czemu skoki jego podopiecznych tak słabo wychodzą. Pastuch nie wiedział o co chodzi, ale że on jest pierwszy do afer i krytykowania szefów, to zaraz poparł Keituriego przed kamerami i jeszcze się głupio szczerzył. Co za palant. A ja się pytam: Pena w kadrze robi za co? Ozdobę? (Fuuj, straszne!) Moim zdaniem mógłby się przydać na coś i walnąć jednego z drugim przez łeb rurką, to by zaczęli gadać do rzeczy. Dóóóóóóóóóóół.

    Zdecydowanie widać, że ta kadra potrzebuje silnego lidera, skoro wszystko się tak sypie. Matti zaraz pójdzie na emeryturę. Pastuch nigdy nie umiał skakać, chyba że z rozpędu przez renifera. Larinto chyba wyczerpał zapasy testosteronu, bo ostatnio nawet do drugiej serii nie awansował i został odesłany do domu. Keituri... Co to jest Keituri? I to ma być kadra fińska? Rzekoma potęga w skokach? Trzeba jak najszybciej zaprowadzić porządek.

    niedziela, 8.2.2009

    Moi wierni fani, radujcie się, jak raduję się i ja. Wczorajszy dzień był świętem i jak na razie najlepszym dniem tego roku. Poszedłem sobie na skocznię, żeby się ochłodzić, a tu podchodzi do mnie Vaciak (aż dziwne, pomyśleć by można, że o tej porze to jakiś serial powinien lecieć), klepie mnie przyjacielsko po ramieniu i mówi, że mogę skakać. Takiemu mistrzowi jak ja nie trzeba dwa razy powtarzać, więc zaraz pobiegłem po narty i wdrapałem się na K90. Ponoć Vaciak, wzruszony i przejęty moim futerkowaniem, zasięgnął porady lekarzy i dowiedział się, że mogę już skakać. Czasem się nasz trener na coś przydaje.
     
    Oddałem więc trzy doskonałe skoki ku uciesze zgromadzonej publiczności - nawet lokalna gazeta się pojawiła! Jestem wielki, jestem mistrzem, i zamierzam to udowodnić. Co prawda Vaciak powiedział, że w tym sezonie żadnych zawodów, ale jeszcze zobaczymy. Niech tylko wrócę do Pucharu Świata, a Schli-cośtam może się iść gonić. Hahaha!
     
    Tymczasem po wielce męczącym treningu poszliśmy z Vaciakiem oblewać mój triumf na miasto. Skutkiem tego obudziłem się, jak już było po zawodach. Ale niczego nie straciłem, bo chłopaki skakali jak ostatnie ciule. Komentatorzy ponoć dziwili się na antenie, co to się działo z Larinto w nocy, że po wczorajszym dniu tak słabo dziś skacze - no, ja bym mógł im powiedzieć, co Larinto w nocy robił i z kim. Poza tym spanie się przydało, bo tym samym zbojkotowałem program o Aho, który leciał na YLE. Co za skandal! Mama mówiła, że nawet o mnie nie wspomnieli! Mówili za to, że Aho jako dziecko bawił się kukiełkami (nie skomentuję) i że był najmniejszym kurduplem w szkole. Sam Aho z wielkim rozrzewnieniem wspominał ponoć relację ze swoim eks-trenerem klubowym - pieprzone pedały, wszędzie ich pełno i Aho wcale nie lepszy. No ale czego oczekiwać po kimś, kto się bawi kukiełkami? W programie pojawił się, nie wiedzieć czemu, ten dziadek, co kiedyś trenował Małysza, dinozaur Lepistö, który jak zawsze gadał od rzeczy, między innymi narzekał na warunki na skoczni. Wypowiadał się też burżuj Kojo, że to wszystko jego wina, że podczas MŚ w Lahti ekipa tak słabo wypadła (dwa srebra drużynowe oraz marny brąz Aho na dużej skoczni - ma rację), a także Tommi, że niby Aho od czasu do czasu potrzebował kogoś do wypłakania się. Niby Tommi miał być tym kimś? Nie chcę o tym nawet myśleć!
     
    Dość. Patrzmy w przyszłość, która będzie mieć tylko jedną gwiazdę: oczywiście mnie. Może się zgłoszę na przedskoczka do zawodów na Puijo...

    sobota, 7.2.2009

    Co za żałosne widowisko! Aż żal było oglądać ten konkurs. Od razu widać, że ekipa bez mistrza i przywódcy błądzi jak goryle we mgle. Nasi zajęli dopiero trzecie miejsce, a niemal przegrali podium z Niemcami. Pastuch kompletnie zawalił sprawę, a niby przez ostatni miesiąc odpoczywał. Kanapowy skarżył się w telewizji, że jest już za stary, żeby się włóczyć po świecie od Kanady po Japonię (co za mięczak!) - na co czekać, emerytury nikt nie broni. Miernota Keituri to miernota, więc nie ma czego wymagać. Jedynie Larinto ratował honor kadry i to jest już największa porażka. Co to jest Larinto?
     
    W ogóle straszne rzeczy działy się na skoczni. Zaraz po pierwszym skoku do Larinto przypadł Niemy i wycałował go przy wszystkich. Hofer mrugał zalotnie do Kanapowego. Schmitt za barakiem popalał papierosy z Aho. Jacobsen obściskiwał się z rzecznikiem prasowym Norwegów, a Lazaniowy z Brzydalem... Zaraz, przecież Francuzów tam w ogóle nie było...? Czyżbym zaczynał mieć wizje? Wszędzie widzę pieprzonych pedałów!!! Ratunku! To chyba przez te komiksy, które Vaciak przywiózł z Japonii i podrzucił mi do czytania! Mama zawsze mówiła, że komiksy są złe, a tylko Kaczor Donald bezpieczny.
     
    Przyszłość fińskiej kadry nie rysuje się za dobrze, a przyszłość fińskich skoków to już w ogóle. W składzie Niemy, Larinto i dwa cieniasy z PHSu Finlandia zajęła dziewiąte miejsce na mistrzostwach juniorskich, bo Niemy się wywalił po swoim nędznym skoku. Żeby w skokach był tak obrotny jak w łóżku, to...
     
    Idę się przebiec. Mamy porządny mróz, więc powinienem ochłonąć.

    środa, 4.2.2009

    Jestem bardzo sfuterkowany, jak nigdy nie byłem! Wszystko mnie wkurza i w ogóle dóóóóóóóół! Chcę już wrócić do skoków. Mam dość pisania na tym głupim blogu! Dajcie mi moje narty, będę znów wygrywać! Tymczasem te konowały wciąż mi mówią, że skakać mogę na razie w myślach!!! Chyba czas użyć swoich mocy i w cudowny sposób wrócić do pełni formy i dyspozycji.

    Mocy używałem więc od dwóch tygodni i wyszło mi ogólnoświatowo. Najpierw chłopaki w Kanadzie mieli huragan i ćwok Larinto oraz Schli-cośtam prawie się pozabijali na skoczni, bo im Hofer ustawił taki rozbieg, że głowa mała. Ćwok Larinto zarył w śnieg, a Schli-cośtam ustał. Nie skomentuję.

    Potem mieli huragan w Japonii. Nie jestem w stanie oglądać skoków z Japonii, kiedy mnie tam nie ma. To jest mój kraj! Tam czuję się jak w domu! Tam mnie wielbią i mam tam nawet swój fanklub! Tak im narobiłem, że zawody odwołali. I było się tłuc gdzieś na koniec świata, żeby sobie tylko skośnookich popatrzeć?

    Oczywiście Vaciak odbył podróż swojego życia - najpierw Hollywood, a potem Japonia. Zwiedził Beverly Spears, wpadł nawet na jedną czy dwie gwiazdy, zrobił sobie zdjęcie i dostał autograf. Co za żenada. W Japonii zaś kupił sobie trzy albumy o Szogunie oraz komiks w wersji oryginalnej, przywiózł także lalkę Mariko do własnoręcznego składania. Zaczynam się obawiać o przyszłość naszej ekipy.

    Moja moc nie dała się ogarnąć i skończyło się huraganem i zamiecią śnieżną w Londynie. Chłopaki utknęli na dwie doby na lotnisku, Kanapowy nie zdążył na Mistrzostwa Finlandii i tylko Vaciak się cieszył, że zwiedził Szkocję. Nie wiedziałam, że tam też jakiś serial kręcili. Na upartego Matti by zdążył, ale pojechał zaraz do Kuopio, wykręcając się od zawodów. Rozszyfrowałem jego tajemnicę: promocja w Koti Idea - kup dwie kanapy, trzecią dostaniesz gratis.

    Mistrzostwa Finlandii w skokach to był jakiś farsz, ponieważ wygrał je... nie skoczek, tylko kombinator - Anssi Koivuranta. Nie dość że zrezygnował z zawodów kombinacji, to wystartował w NASZEJ konkurencji i pobił wszystkich na głowę. Słyszałem plotki, że zamierza się przerzucić na skoki. O nie, na pewno nie zamierzam do tego dopuścić! Koivuranta pewnie liczy, że dostanie miejsce w ekipie na Mistrzostwa Świata, skoro ja jestem na chorobowym! Niedoczekanie jego! Kto go chce w kadrze? Wystarczą nam już dwa pieprzone pedały, nie potrzeba nam takiego lalusia, na widok którego wszystkie laski są posikane - to moja rola!!

    W każdym razie Koivuranta nie bardzo miał kogo pobić, skoro Kanapowy urządził sobie wycieczkę do Koti Idea, a Larinto z Niemym pojechali na mistrzostwa juniorów i słuch o nich zaginął. (I tak nie chcę wiedzieć, co oni tam we dwójkę robią - wystarczy mi wyobraźnia.) Natomiast Pastuch dał ciała i przegrał z kombinatorem o ponad 12 punktów. Co za wstyd dla całej naszej ekipy - no ale przecież po Pastuchu nie można się było spodziewać niczego dobrego.

    Wracam do swojego postumentu: oddajcie mi już moje narty!!!

    sobota, 24.1.2009

    Podczas relacji z dzisiejszego konkursu komentatorzy dużo o mnie mówili. Nie rozumiem tylko, dlaczego przeważnie wymieniali moje nazwisko razem z Pastuchem. Toż to obraza na honorze. Poza tym jestem obrażony na telewizję - puszczać konkurs tak późno wieczorem, choć przecież odbył się w środku dnia. Sam widziałem, że na skoczni było jasno i słońce świeciło.

    Kanapowy zajął trzecie miejsce. Bardzo mnie tym zaskoczył, bo sądziłem, że bez swojej kanapy nie dostanie się do drugiej serii, a tu taka niespodzianka. Albo mu Vaciak kupił jakąś na miejscu, albo sam już nie wiem. Jak widać, Matti jest pełen tajemnic. Larinto był dziesiąty, a miernota Keituri znów pod koniec trzydziestki. Wygrał Schli-cośtam i się potem po konkursie obmacywali z oszustem Ammannem (przed konkursem zresztą też), rzekomo przy okazji zmiany koszulki lidera. Pieprzone pedały, wszędzie ich pełno, nawet za oceanem. Ale żeby Ammann ze Schli-cośtam? Myślałem, że oni się nie lubią...

    Komentatorzy mówili, że ta skocznia jest dobra dla Finów, bo radzą sobie na niej zawodnicy "energiczni i żwawi". Zastanawiam się, z której strony Matti albo Larinto są żwawi - chyba tylko przy okazji wskakiwania na kanapę/łóżko. Komentatorzy wspominali także, że jeśli z Van Cover pojechać na południe, to się zajedzie do "fabryki marzeń". I nie mieli na myśli jakiegoś lokalu w stylu tego, w jakim pracuje pani Keituri, tylko Hollywood. Jak widać, Vaciak musiał z nimi o tym rozmawiać...

    piątek, 23.1.2009

    Cieniasy poleciały do Kanady w supermocnym składzie: Kanapowy Matti, miernota Keituri i ćwok Larinto. Ciekawy jestem ich występów - umiarkowanie oczywiście. Nikomu się tam nie chciało jechać - Keituri jęczał, że chce do żony i jej rurki. Larinto jęczał, że nie chce się tak oddalać od swojego chłopaka. Ale najbardziej przesadził Kanapowy. Postanowił się tym razem zbuntować i zabrać ze sobą kanapę. Jak wiadomo, forma Mattiego maleje wraz ze wzrostem odległości od kanapy. Myśl, że musi jechać na drugi koniec świata, była dla niego zbyt dołująca. Oczywiście, nawet taki tępak jak Matti wiedział, że nie pozwolą mu zabrać kanapy jako takiej, więc postanowił ją przemycić... jako futerał do nart. Wszystko szło dobrze do czasu, kiedy na lotnisku okazało się, że narty są za długie i z rzekomego futerału wystają na metr. Matti robił ponoć wszystko, nawet usiłował przekupić ludzi na odprawie bagażowej swoim autografem - cóż, mówiłem, że to tępak. Kto by chciał jego autograf??? W każdym razie nic z tego nie wyszło i kanapa została w Kuopio.

    Jedynym zadowolonym z wyjazdu za ocean jest Vaciak. Ostatecznie z Kanady tylko kawałek do USA, a tam przecież kręcili najlepsze seriale świata. Między skokami w Kanadzie i Japonii Vaciak ma plany zrobić sobie wycieczkę do Hollywoodu i Britney Hills - może uda mu się spotkać jakąś gwiazdę albo nawet załapać się na jakiś kasting do pięćdziesiątego czwartego sezonu "Mody na sukces".

    Otaczają mnie idioci. Muszę jak najszybciej wrócić do skoków i podnieść poziom naszej kadry.